Ichimei, 2011

Nie chcialem pisac wczoraj. spac mi sie chcialo mocno jakos.
no a film nie podobal mi sie wcale. to moglo byc ciekawe, ale nie dla mnie. to o samurajach bylo i moglo mi sie podobac ale bylo bardzo zle. nawet walki na miecze, ktore byly pod koniec filmu niewiele zmienily w mojej ocenie.
jakos zasnalem poprzedniej nocy. ale nie pamietam dokladnie jak bylo. no ile to trwalo to nie wiem. ale spalem. budzilem sie jak zawsze. a sny byly takie.
bylem jakby w rodzinie krolewskiej w hiszpani, ale nic z tego nie pamietam.
bylem na stacji benzynowej. nie moglem zatankowac. wszedlem do srodka po waz. nikogo nie bylo. facet sie pojawil i zaraz byla kolejka do niego. ominalem ja i wzialem ten waz, ale nic wiecej nie pamietam.
ostatni sen jaki pamietam byl raczej w teatrze. ja tam bylem kims waznym chyba. byla aktorka i ona byla wazna chyba tez. byla w ciazy i ja z tym cos zalatwialem. nie wiem, moze szukalem ojca dziecka, ale nic nie pamietam. no ale cos tam w glowie mam.
troche udalo mi sie zapamietam co wcale nie jest latwe.
wstalem jakos rano. troche ledwo. ale wstalem o 8.30. kupilem bulki. potem ogladalem snookera. byly ciekawe mecze. trump przegral a mial wyrownany mecz dosc bardzo. to bylo rano. popoludnie do ding i tez wyownany mecz, ale on wygral. troche potem poczytalem. ale duzo nie.. ogladalem troche tv. czekalem na rehabilitacje, ale nie mogl przyjsc kuba do mnie wiec fajnie. poszedlem do ojca. u niego troche posiedzialem. no i wrocilem do siebie. obejrzalem film i zaraz szybko poszedlem spac. tak to sie skonczylo.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.