Edwin Boyd, 2011

Ten film mial szanse mi sie podobac. historia wydawala sie mocno wciagajaca, ale tak srednio mi sie to podobalo. ale glowny bohater byl celebryta lat 50 kanady. takim przestepczym celebryta. historia moze ciekawa, ale mnie to srednio bawi.

w nocy jakos spalem, choc zasnac nie bylo latwo, ale udalo sie. wstalem cos po 9. mialem trzy sny, ktore pamietalem rano. ale teraz pamietam juz troche tylko jeden z nich. to byl mecz koszykowki, w ktorym ja nie gralem tylko patrzylem jak gra Adam Sarnowski. z nim sie tak gralo, ze w tym sporcie zespolowym on byl sam i nikogo innego, wiec we snie patrzylem jak on gra i wcale dobrze nie gral. tylko tyle pamietam. te wczesniejsze sny byly lepsze, ale nie pamietam.
wstalem po 9 i pojechalem kupic bulki. nie bylo to latwe, zjechalem pol miasta by je kupic i jakos sie udalo i mialem dzis co jesc, mam tez na jutro. nie bedzie zle. sniadanie zjadlem ogladajac snookera i ogladalem go z mala przerwa na czytanie do godziny gdzies 16:30. mecze byly nawet fajne. trump gral i lekko wygral. marco fu byl fajny mecz, podobal mi sie. z trzy pelne mecze widzialem, moze nawet wiecej. potem troche gralem i ogladalem tv jak sie dalo. taka nuda troche. do ojca poszedlem gdzies o 18:30 bo internet mi nie dzialal i nie mialem co robic, teraz tez internet mam tak sobie, nie wiem czy uda mi sie to opublikowac, moze sie uda. u ojca bylem, obejrzalem to co zwykle. ojciec wrocil z pracy o 19 dopiero. od 5 rano byl w pracy. tyle godzin a wpisza mu, ze byl tylko 8 godzin, no to tylko polska, tutaj takie rzeczy przechodza, ktore w normalnym kraju sa niedopuszczalne. no i bylem u niego troche. potem wrocilem do siebie na kolacje i film. obejrzalem i tak dzien sie konczy. ide zaraz spac, bo trzeba rano wstac, jade na cmentarz.
popisal bym moze i wiecej, ale nie wiem czy net bedzie dzialal wiec ewakuuje sie juz.

W imieniu diabła, 2011

Nie wiem co myslec o tym filmie, dziwne i skomplikowane to bylo dla mnie, no troche. ogolnie to mialo mi sie nie podoba. tak mi mowil filmweb, ze to nie jest dobre. ale podobalo mi sie, nie wiem dlaczego do konca. pewnie Bog jest odpowiedzia na to. film mi sie podobal. ja jestem wierzacy i pewnie dlatego. to byla kilka lat temu glosna sprawa w polsce jak betanki zamknely sie w klastorze a caly kosciol je wyklal. film byl ok, tylko zastanawiam sie nad ich pojeciem wiary. one zle to rozumialy. nie grzeszyly a ktos im wmawial, ze jest w nich grzech, ale one nie grzeszyly ani mysla ani czynem, niczym. dziwne pojecie wiary, moje jest zupelnie inne. ale tak wyszlo, ze film mi sie podobal i fajnie tak.

wczoraj polozylem sie wczesnie spac by wczesnej wstac. nic to nie dalo. zasnalem dosc szybko. no i spalem. ale obudzilem sie w nocy, nie wiem ktora byla godzina ale bylo ciemno. no i nie spalem, dlugo trwalo zanim zasnalem na drugi raz, pewnie bylo juz kolo 6 bo o tej godzinie ja najczesciej zasypiam. no ale spalem tej nocy, oby dzis tez tak bylo. dwa sny ciut pamietam, ale tez tyle co nic. w jednym snie snilo mi sie, ze umawiam sie na grila z Uminiakiem, gdzies to bylo przed czyims domem, ale ani przed jego, ani przed moim. takie umowienie sie, tyle z tego snu pamietam. rano snilo mi sie cos innego. tez to trudno powiedziec co to bylo. jakis budynek, nie wiem jaki. no i tak byly chyba przesluchania muzyczne jak w must be the music i ja nie wiem co tam robilem. czy mialem spiewac czy oceniac kogos, nic nie pamietam, tylko wiem, ze bylo cos takiego. jakos obudzilem sie kolo 7 rano, ale nie wstawalem, pozno wstalem. niby lezalem i tak lezalem nic nie robiac, wydaje mi sie, ze zasypialem i cos mi sie snilo, ale nie mam pewnosci, bo moze tylko o czyms myslalem, ale wlasnie to mogly byc sny, no ale nie wiem.
wstalem o 9:40, troche pozno, no ale trudno, moze jutro uda sie ciut wczesniej, zobaczymy. zrobilem sniadanie i ogladalem sobie snookera, nie tak zle. caly dzien dzis ogladalem do godziny 16, nic nowego. ale trump gral a ja go lubie i sobie patrzylem jak wygrywal, ale nie mial latwo, czasem glupie bledy on robi, ale jest dobry. w przerwie skonczylem czytac wojne futbolowa, nie tak zle, ale tej historii, ktorej szukam nie bylo, nie wiem gdzie ona jest, jutro zaczynam na nowo Heban, juz tesknie za ta ksiazka. mam troche ksiazek kapuscinskiego, ale chyba sobie jeszcze z dwie dokupie, ale to moze w grudniu. ale ogladalem snookera glownie do 16. potem troche gralem w wings. nie tak zle, ale latwo nie jest to uruchomic. mam ponad 40 zestrzelen i stopien majora, zobacze jak bedzie dalej, no jak uda sie grac. pozniej ogladalem jeszcze troche tv, ale nic zbytnio nie bylo, no ale tak sobie siedzialem i cos tam lecialo. pozniej o 18:30 poszedlem do ojca i tam obejrzalem to co zwykle, nic nowego. nawet ksiel zjadlem jak zawsze, nawet lubie ten kisiel truskawkowy. no i wrocilem do siebie na kolacje i film. jakos zjadlem a film mi sie podobal. no i to tyle jezeli chodzi o dzien dzisiejszy.
dzis dodalem kilka nowych filmow do sciagniecia, nie uda sie bo wyjezdzam w niedziele, ale kiedys to obejrze, wiec moze nie bedzie tak zle i bede mial co ogladac jeszcze, no zobaczymy.
dobra, uciekam juz, nic wielkiego sie nie stalo, ale dzien minal i jeden krocej do konca.

Nad życie, 2012

Historia Agaty Mroz to jest cos. ona poswiecila swoje zycie. nie miala innej drogi. ale dala nowe zycie i to cos wielkiego. grala tez w siatke z sukcesami, no pasmo sukcesow, ale zmarla dosc mlodo. historia ok, ale film taki sobie, nic rewelacyjnego. gra aktorska genialna i to ok, ale tak ogolnie film sredni.

w nocy spalem, jakos zasnalem i spalem. obudzilem sie dwa razy. raz na wylaczenie laptopa krotko nie spalem. drugi raz nad ranem dlugo. rano snu nie pamietalem zadnego. dopiero potem jak zasnalem mialem jakis sen. niewiele z niego pamietam. tyle co nic. jakis samolot lecial mial chyba zostac zniszczony a ja uratowalem go, ze nie zostal. malo z tego pamietam. taki maly urywek nie wiem skad i po co.
myslalem, ze jak wstane bedzie 11 no bo nie spalem w nocy przez spory czas. ale byla 8 rano, no to wstalem o 9. moglem sobie popatrzec na snookera bo dzis grali, caly tydzien beda grac wiec mam co robic niby caly dzien. wiec ogladlaem snookera sobie. nie tak zle. byl taki chlopiec, ktory mial 15 lat a wygladal na 12. fajnie on gral, ladnie ale odpadl niestety, ale bedzie z nigo ktos wielki kiedys, no tak mysle. w przerwie czytalem ksiazke i przeczytalem cala czesc o ameryce poludniowej i  srodkowej jakby z wojny futbolowej, jutro juz skoncze to czytac i zaczne heban od nowa. potem to jeszcze do babci pojechalem. chciala na cmentarz to ja zawiozlem. troche jej pomagalem i groby sa jakby na 1 listopada w miare gotowe, ale nie wszystko jeszcze jak sadze. potem wrocilem i ogladalem jeszcze snookera bo byl. gralem troche w wings i dostalem awans na majora, ale dalej grac sie nie da wiec nie wiem czy uda mi sie grac dalej, jutro bede nad tym myslal. ojciec pozniej przyszedl to poszedlem do niego. u niego to co zwykle robilem a on spal. wrocilem do siebie na film i kolacje i tak ten dzien sie konczy.
zmykam juz spac, pojde dzis wczesniej, moze jakos zasne. moglbym popisac jeszcze ciut ale chce isc spac. obym tylko spal, moze sie uda.

TVP Historia. Konflikty Bitwy Wojny – Smiercionosne wzgorze (Meldunek przyniosl golab), 2009)

No i ten film nawet ok. milo sie to ogladalo. to bylo o bitwie pod monte cassino. nawet fajne to bylo. bitwa byla dosc ciekawa. byly wypowiedzi tych co tam walczyli wiec ciekawie ogolnie. fajnie, ze to obejrzalem. a bylo tak, ze tych historycznych fimow sciagnalem tyle, ze myslalem, ze nigdy tego nie obejrze bo juz nie jezdze wcale w pizzeri ale tak wyszlo, ze juz prawie ich nie mam, malo mi zostalo. wiec bedzie obejrzane wszystko a pozniej bede ogladal jakies seriale.

w nocy spalem jakos, ale wcale latwo nie bylo zasnac, trwalo to bardzo dlugo, oj bardzo dlugo. obudzilem sie tylko dwa razy w nocy. na samym poczatku i na samym koncu. gdzies kolo 5 rano sie obudzilem i lezalem, mialem wstac ale zasnalem na nowo i obudzilem sie o 7 gdzies i wstalem o 8. nawet nie tak zle. ale to wczesnie i przez to potem rano nie mam co robic, zobacze jak bedzie tej nocy. sen pamietalem jeden, byl jeden jak zasnalem nad ranem, rano pamietalem, ale teraz juz nie wiem co tam bylo, nie przypomne sobie, nie ma szans, ale ten jeden sen byl. inne pewnie tez, ale innych nie mialem szansy zapamietac, ten jeden pamietalem rano, ale teraz juz nie.
jakos wstalem o 8. zrobilem sobie jedzenie i obejrzalem sobie chyba skrzydla. odcinek taki sobie, nic specjalnego. potem troche ogladalem tv i troche gralem w wings. nawet mam juz chyba cos kolo 35 zestrzelen, nie tak malo. ale jeszcze dluga droga przede mna do konca gry, moze jutro tez ciut pogram, zobacze. tak kolo 10:40 poszedlem do ojca. jeszcze przegralem filmy ze stacjonarki, no bo nie mam co ogladac. to sobie robie zapas na czas sanatorium bym tam mial co ogladac. tak ogolnie musze zrobic tak, ze sciagam nie tylko filmy z lektorem ale i z napisami tez musze bo nie bede mial niedlugo nic do ogladania, wiec bede musial taka mala zmiane zrobic w tym co ogladam, srednio mi sie podoba, ale nie mam innego wyjscia. poszedlem do ojca i tam siedzialem. ogladalem tv, to co bylo i dalo sie obejrzec to zobaczylem, ale w niedziele juz tak fajnie nie jest, no ale cos tam patrzylem. przesiedzialem swoje, obiad zjadlem, dzis nawet byl fajny, bo ja to lubie jesc. siedzialem tak u ojca, juz byla prawie 19 i zadzwonili z pizzeri to pojechalem do nich cos zarobic. nie tak zle, mam cos tam wiecej, duzo nie ale tez nie tak malo. 40 pln dzis i 40 pln w piatek to juz 80 pln a dla mnie to duzo jest. troche paliwa wyjezdzilem i to nie fajnie, ale dobra tam, jakos tam dam tym rade, nie bedzie zle. teraz i tak nie bede jezdzil miesiac caly bo mnie nie bedzie. choc moge jeszcze tam pojechac do tej pizzeri w piatek i sobote, ale moze tak nie bedzie, no zobaczymy. wrocilem sobie przed 22, zrobilem papu i obejrzalem ten film o cassino. w ten sposob konczy sie dzien i zaraz pojde sobie spac, no zaraz ide, moze zasne. zmiana czasu spowodowala, ze jest juz pozno, ale czy moj organizm tak to przyjmuje to ja nie wiem.
ogolnie jest tak, ze ja sobie pisze, ale na blogu nie pojawia sie nic, nie wiem co sie stalo, nie wiem czy inne blogi tez tak maja, czy tylko moj, nie wiem. dwa dni nic sie nie dodaje, choc mam, ze jest napisane, wiec moze kiedys bedzie mozna to na blogu przeczytac, zobacze jutro, moze bedzie zmiana jutro. 
no i tyle na dzis. ide spac, obym spal ladnie, ale kto wie.

The Devils Advocate, 1997

To byl kolejny film z polecenia filmwebu, juz przedostatni. zostal mi tylko jeden, ale kiedy sie sciagnie, no to raczej bedzie dlugo jeszcze. ten film nie byl taki zly, dalo sie obejrzec, ale tak srednio mi sie podobalo. poza tym w tym filmie wygrywa jakby diabel co jest niemozliwe bo nic nie pokona Boga mojego, nic nigdy. jakby diabel nie walczyl to nie wygra. troche o tym byl ten film, ale nie do konca. taki prawnik, ktory nie przegrywa zadnej sprawy. potem sie angazuje w cos co nie jest dobre dla nikogo, nuda troche, ale jakos obejrzalem.

w nocy nawet spalem, a myslalem, ze nie zasne, ale spalem. sny tez mialem. rano je pamietalem, ale teraz nie mam juz nic w glowie, nic nie pamietam. ale jakies dwa sny rano to pamietalem, ale po calym dniu juz nie pamietam. wstalem bardzo pozno, to mi sie nie podoba. wstalem o 11 dopiero, co zrobic. ale niedlugo mi to sie skonczy bo pojade do sanatorium juz za tydzien a tam bede musial wstawac o 7 rano, nie wiem jak dam rade, nie wiem. zmiana czasu dzis moze mi to cos da, ale watpie, no zobacze jak bedzie.
jakos rano wstalem, choc to juz nie rano jak jest 11. zjadlem sniadanie i obejrzalem skrzydla, taki sobie odcinek. potem poszedlem do ojca i u niego siedzialem caly dzien. jakos mi minelo na ogladaniu telewizji. w sobote nawet jest co ogladac, jutro juz tak dobrze nie bedzie, nic nie poradze. ale dzis mialem co w tej tv ogladac, jest must be the music a to nawet troche lubie jak tam graja, bo poza tym to jest tak srednio, no ale patrze. tak przesiedzialem u ojca caly dzien prawie.
do siebie wrocilem o 20, obejrzalem film i zjadlem kolacje, tak ten dzien sie konczy, zaraz ide spac, obym tylko spal.
mam jakies tam przemyslenia, ale jakos nie chce mi sie o tym pisac dzis wiec uciekam i do jutra.

On wierzył w Polskę…, 1992

Film podobal mi sie bardzo. to bylo fajne. bo to bylo o wielkim czlowieku. byl nim general Fieldorf pseudonim Nil. wiedzialem cos o tym, ale pelnej histori konca jego zycia nie znalem. no nie fajnie sie skonczylo. komunisci oczywiscie zabili najbardziej cenne jednostki, ktore zostaly w polsce po wojnie. nie fajnie sie stalo. ale Nil byl nie byle kim. to co o nim mowili swiadczy, ze byl wielkim czlowiekiem, to nie byl byle kto, wielki czlowiek. film mi sie oczywiscie podobal, bo ja lubie takie.

w nocy spalem, nie tak zle, budzilem sie chyba z piec razy, nie policze tego, nie da sie. rano pamietalem jeszcze trzy sny, teraz juz nie pamietam nic prawie. cos tam pamietam, ze dwa sny byly na cmentarzu. nie moge go polaczyc z zadnym cmentarzem na jakim bylem. cos tam na tym cmentarzu sie dzialo, ale juz nie pamietam co. no i byl jeszcze jeden sen, ale juz nie wiem co to bylo. jakos spalem, nie tak zle, ale nie fajnie tak budzic sie w nocy co godzina i zasypiac na nowo, moze dzis tak nie bedzie ale pewnie wlasnie bedzie.
wstalem nawet rano, cos tak kolo 9:15. kupilem bulki. zrobilem sniadanie i obejrzalem sobie skrzydla a odcinek taki sobie byl. potem czytalem ksiazke. nawet mi sie podobala, o afryce nadal bylo, sporo o afryce a to mi pasuje. byl arytkul obszerny o algieri, podobalo mi sie. ogolnie to co przeczytalem dzis mi sie podobalo, ale jeszcze tej jednej historii brakujacej nie ma. skonczylem czytac o 14 bo juz w ksiazce zaczyna sie nowa czesc, juz prawdziwa wojna futbolowa. przeczytam to w poniedzialek. od 14 ogladalem tv, troche tvn24 ale glownie to wybory nowego prezesa pzpn. no i boniek wygral, nie dziwne jakby, no i zobaczymy jak w tym zwiazku teraz za jego kadencji bedzie. w trakcie tego gralem tez w wings, nie jest latwo. trzeba uwazac i kombinowac by dalo sie grac. ale juz mam stopnien kapitana wiec awans spory dostalem. zestrzelilem tez juz cos kolo 30 samolotow, nie tak zle. ale ja pamietam, ze jak gralem 20 lat temu to mialem ponad 80, zobaczymy jak bedzie, moze uda mi sie dojsc i do tego, zobaczymy. ale teraz przez weekend raczej nie pogram nic. no ale glownie sobie ogladalem te wybory. potem poszedlem do ojca. tam posiedzialem troche, obejrzalem to co zawsze i zadzwonili do mnie z pizzeri to do nich pojechalem. zarobilem troche i nie jest zle, kasa sie przyda zawsze. duzo bardzo jezdzenia nie bylo, no ale troche bylo, wiec cos tam kasy wiecej mam i fajnie nawet. wrocilem sobie do domu, juz bylo po 22, no i obejrzalem ten film, teraz pisze bloga i zaraz pojde spac, moze popatrze jeszcze ciut na tvn24, zobacze zaraz, ale na dzis to tyle, uciekam.

Jestes Bogiem, 2012

Film nie byl taki zly, ogladalo sie to przyjemnie, nawet mi sie podobalo. muzycznie jest fajnie. ja troche hip hopu slucham i mi sie podobalo. ale jest tez tak, ze paktofonika miala fajne teksty wiec musialo mi sie podobac. ten chlopaczek magik byl w moim wieku, no rok starszy. wtedy gdy to sie dzialo mial moze z 20 lat i juz dziecko mial. no coz. tylko doszlo do tego, ze on juz nie mial nowych teksow, nie mial juz co spiewac wiec pewnie dlatego sie zabil. podobnie bylo z kurt’em kobainem on tez nie mial juz co spiewac, nic nowego tylko stare kawalki i zabil sie. w tym przypadku mysle, ze moglo byc podobnie. sa rozne glosy o tym filmie, ze nie pokazuje jak bylo naprawde, ja nie wiem. przyjmuje to co obejrzalem, bylo nawet ok.

w nocy spalem, teraz zasypiam dosc szybko i to fajnie. budzilem sie w nocy jak nic trzy razy, a moze i wiecej, nie policze tego. szybko zasypiam nawet wiec fajnie. oby dzis bylo podobnie. tej nocy spalem, ale snu nie zapamietalem zadnego, moze rano cos tam pamietalem, ale teraz po calym dniu nie pamietam nic z tej nocy. najwazniejsze, ze spalem.
wstalem cos kolo 10:30. no to sniadanie i ostatni dzien rajdu, jakos mi to szybko minelo. potem poczytalem troche ksiazki. dzis tylko jeden rozdzial. nawet fajny. napisany w 65 roku o RPA. o tym apaerheidzie, ktory tam wtedy byl. fajnie sie to czytalo. poszedlem do ojca potem, wczesnie nawet bylo. tam u niego siedzialem. potem zawiozlem go do okulisty bo mial badanie oczu. okulary nowe przepisane dostal. nie mial samochodu bo zostawil u mechanika. po tym okuliscie go zawiozlem i wzial samochod. ja wrocilem do siebie. siedzialem w necie troche i ogladalem jakby tvn24. no i przyszedl rehabilitant do mnie, meczyc mnie. no i troche mnie dzis wymeczyl, ale jeszcze nie bylo tak bardzo zle, no ale troche w kosc dostalem. jakos to minelo i poszedlem ponownie do ojca. obejrzalem to co zawsze, troche rozmawialem z ojciem, on troche spal, no jak zawsze. wrocilem do siebie na kolacje i ten film. w ten sposob ten dzien sie konczy. jeszcze moze ciut pogram sobie w skrzydla i pojde spac, mam jeszcze z dwadziescia minut i tyle z tego dnia.
wiec to na tyle dzis.

Ong Bak 2, 2008

Ogladalem ten film, pewnie w 2008 roku bo wtedy dostalem te filmy wszystkie. a skoro ogladalem ten to i ten wczorajszy musialem tez ogladac, ale tego wczorajszego nie pamietem. ten dzisiejszy pamietam z powodu slonia. tego nie mozna zapomniec bo tych zwierzat sie nie zapomina. one sa zbyt bajecznie piekne be je zapomniec wiec i ten film pamietalem. ale ogolnie tak jak ten wczoraj byly tylko walki nic wiecej i nie podobalo mi sie wcale, jutro juz bedzie lepiej, naprawde obejrze chyba cos dobrego pomimo tego, ze to jest polskie.

w nocy spalem, szybko teraz zasypiam i podoba mi sie to, zobacze jak bedzie dzisiaj. spalem ladnie, snow mialem mase, nic nie pamietam. no jeden troche. wstalem cos przed 10, no tak 9:40 moze byla. a ten sen byl taki, ze jak chcialo sie jechac gdzies niby autobusem to wsiadalo sie do samochodu kogos i ten ktos cie zawozil i mu placiles bilet a miasto mu doplacalo troche to taka dziwna umowa byla, tyle ze snu pamietam.
wstalem to poszedlem kupic bulki. zrobilem sniadanie i obejrzalem rajd sardyni, nic nowego, jutro ostatni dzien tego obejrze i bedzie z tym spokoj. potem to juz czas na czytanie byl. no i czytalem. zaczalem wojne futbolowa kapuscinskiego, nie wiem, ktory raz to juz czytam, moze trzeci, nie wiem. znalazlem w tej ksiazce to czego szukalem w hebanie i to mnie cieszy. jeszcze tylko jedna rzecz mi zaginela i moze tez to tutaj znajde. a ta ksiazka miala byc o ameryce a na 70 stronach jest ciagle afryka mi to pasuje. czytajac troche chcialo mi sie spac i zasnalem. to jest niespotykane bym ja w dzien spal, to nie dzieje sie nigdy a dzis sie stalo. nawet mialem sen. duzo nie pamietam. bylem chyba ochroniarzem w jakims sklepie i pocalowalem jakas kobiete tam. wydaje mi sie, ze to byla Jen Aniston, ale pewnosci nie mam. tak sobie pomyslalem co mi tam. moge ja pocalowac bo co mi zrobia, tylko moga mnie wywalic z pracy a to tyle co nic wiec ja pocalowalem, ale samego pocalunku nie pamietam wcale. no tyle z tego snu mi udalo sie zapamietam. potem jeszcze ciut czytalem a dalej to ogladalem tv. glownie tvn24 jak sie dalo a jak nie to cos innego. doczekalem do rehabilitacji i dzis ten mnie wymeczyl mocno, oj mocno, nadal to czuje w nogach. jutro juz ostatni dzien i bede mogl odpoczywac, choc cos tam cwiczyc pewnie bede musial ale sam. po tym to siedzialem i gralem troche w wings juz mam 30 misji za soba i gra dziala wiec sie nawet ciesze, mile to jest bo moge grac. o 19 poszedlem do ojca bo 1 z 10 i to sobie obejrzalem. ojciec tez wtedy przyjechal. obejrzalem jeszcze wiadomosci i wrocilem do siebie na kolacje i film. w ten sposob ten dzien sie konczy. moze jeszcze pogram troszke i pojde spac.
jedna rzecz, o ktorej mialem napisac juz jakis czas temu. moja sis ma problem i ja sie mocno martwie tym. jej maz ma problemy z praca i juz nie zarobi tyle kasy ile zarabial. wiec dom, w ktorym mieszkaja chca sprzedac a ja tego nie chce. ja chce by jej dzieci mieszkaly tam gdzie mieszkaja bo tam im dobrze. nie wiem co oni zrobia, nie mam pojecia. martwie sie o to. glownie martwie sie o dzieci bo one sa najwazniejsze dla mnie.
no i to tyle na dzis w skrocie. jutro nowy dzien. zakupy musze zrobic, cos tam moze poczytam, choc nie wiem bo ojciec ma dzien wolny, zobaczymy jak bedzie.

Ong Bak, 2003

Film mi sie nie podobal, bo ja nie lubie takiego kino. ten film to sztuki walki byl i przez caly film sie bili. mnie to nie kreci wcale. no ale skoro mam to obejrzalem. gorsza czesc tego taka, ze na jutro mam druga czesc. ale tak myslac sobie o tym filmie to powiem, ze jak na taki film o sztukach walki to byl zrealizowany bardzo dobrze, tylko mi sie to nie podoba wcale, mnie nie bawi to jak ludzie sie boja. nawet nie lubie takich sportow, ktore sa bardzo popularne, mnie to nie rusza. tak i bylo z tym filmem, szkoda troche.

w nocy spalem bardzo ladnie, ta noc byla cudowna. obudzilem sie tylko raz ale nawet nie 5 minut. spalem ladnie i wstalem dopiero o 10:30, jutro juz tak nie moge, musze wstac wczesniej. tylko bym dzis tez spal tak ladnie, byloby fajnie. ale zobaczymy. sny mialem, niewiele niestety pamietam. pamietam cos takiego. u dziadka w domu byl program jaka to melodia i tyle z tego wiem, nie wiem co sie dzialo. w drugim snie bylo tak. spiewalem na jakims koncercie. to byla jakby knajpa pod browarem. spiewalem tam piosenke zespolu Muse, nie wiem jaka. nie znam slow ale we snie znalem te slowa i spiewalem. slyszalem co spiewam i bylem zdziwiony skad ja znam slowa tego. tyle jezeli chodzi o sny.
dzien zaczal sie o 10:30. nic wielkiego. zrobilem sniadanie i zjadlem je ogladajac drugi dzien rajdu sardynii czyli wloch jakby. wiele sie nie dzialo, najlepsi juz dawno odpadli a reszta sobie jechala. ogier robil bardzo duzo. dla mnie on jest kolejnym mistrzem swiata, na pewno on nim zostanie. pozniej czytalem sobie ksiazke. dzis bylo o kursku, ale nie o bitwie pancernej tylko o tym co dzialo sie w powietrzu a dzialo sie sporo. no bo zsrr mial 3000 samolotow, niemcy tylko 1000. oczywiscie niemcy byli lepszymi pilotami i niszczyli ogromne ilosci samolotow radzieckich, ale to nie moglo pomoc by przechylic szale zwyciestwa na strone niemcow. no wiec niemcy bitwe przegrali. ale bylo tak, ze na 100 zestrzelonych przez niemcow samolotow sami tracili 5. niezly przelicznik. ale nawet to nic nie dalo i zsrr wojne i tak wygral. pozniej to chcialem sobie pograc w wings ale nie udawalo mi sie. ciagle cos sie dzial, jakis wypadek albo zestrzelenie mnie, nic sie nie udawalo wiec staralem sie ogladac tv, z tym tez bylo roznie, ale jakos sobie dalem rade. potem zaczal sie rehab. dzis bylo ciezko tez, ale moze ciut mniej niz wczoraj. no bo wczoraj to bylem skatowany i moze dlatego spalem tak dobrze. dzis troche mniej, ale tez troche. no ale mokry nie bylem. maly plus. pozniej na nowo zaczalem grac w wings i tu mi sie udalo. przeszedlem 19 misji i to jest fajnie, gra nadal dziala, moze bedzie ok, ale ciagle boje sie, ze ona nie bedzie dzialac. pogram moze jutro, dzis nie wiem, zobacze jeszcze. potem poszedlem do ojca na moje ogladanie i tyle. ojciec wrocil kolo 19 dopiero. zjadl cos i nie spal, teraz spi. ja obejrzalem co mialem i wrocilem do siebie na film i kolacje. obejrzalem to co nie podobalo mi sie wcale i w ten sposob dzien sie konczy. zaraz pojde spac. obym sie wyspal.
cos tam mam jeszcze w glowie, ale moze na dzis tyle starczy.

P2, 2007

Ten film ogladalem w 2008 roku, ale nie pamietalem tego, nie moglem bo ten film byl tak slaby, ze nie dalo sie tego pamietac. ogolnie historia taka sobie. bardzo watpie czy mozliwa. ten, ktory to robil musial wiedziec, ze to jest na raz, ze skonczy sie noc to pojdzie do wiezienia. wiec czy byl sens by z milosci do kogos to robic. ja w to bardzo watpie, no ale taki film, nic ciekawego, da sie obejrzec, ale nuda tak ogolnie.

tej nocy cudem spalem, bardzo fajnie bylo, ze spalem. obudzilem sie o 6:30 no i mialem wstac, czekalem tylko az bedzie widno i tak wyszlo, ze zasnalem i wstalem o 10 dopiero. no ale jeszcze bulki udalo mi sie kupic wiec mialem co jesc to fajnie. a tej nocy byly i sny. jeden pamietam, to wtedy jak budzilem sie o 6. to bylo cos jak serial przystanek alaska, tylko to bylo tak, ze ja ten serial czytalem w jakiejs gazecie jakby. no tyle z tego pamietam. potem jeszcze jakies sny byly ale juz zapamietac tego nie dalem rady.
wstalem o tej 10, poszedle kupic te bulki, nawet sie udalo. no i sniadanie, zjadlem i obejrzalem pierwszy dzien rajdu sardynii, z ktorego teraz nic nie pamietam, nic nie wiem o czym to bylo. jutro obejrze dzien drugi i pewnie bedzie tak samo, nie moge zapamietac co oni tam mowi, moze zaraz obejrze ponownie ten pierwszy dzien, zobaczymy. jakos to zrobilem na sniadanie. potem troche tvn24 i grania w wings, ale w gre grac sie nie da bo po 12 misji jest koniec gry. dzis ja kupilem z innej strony i moze bedzie lepiej, ale bardzo w to watpie. potem to juz czytalem sobie tylko. ksiazka byla o ataku anglikow na bazy, no porty niemieckie podczas pierwszej wojny. te akcje byl niepotrzebne bo tylko powodowaly straty a zyskow nie bylo zadnych. ksiazka taka sobie, srednio mi sie podobalo, jutro moze bedzie lepsza. jak skonczylem to ogladalem sobie tvn24 i czekalem na rehab. a dzis on byl ciezki, bylo tylko 40 minut i bylem padniety po tym, nadal czuje w nogach to co dzis bylo. bede mial zakwasy jak nic, no ale co zrobic. to dla zdrowia robie jakby. pozniej poszedlem do ojca, ogladalem to co zwykle a ojciec spal, wyszedlem od niego to on spal i nawet nie wiedzial, ze ja wychodze. wrocilem do siebie na kolacje i film. no film slaby bardzo i tyle. tak ten dzien sie konczy, nic wielkiego sie nie stalo. jeden dzien krocej do konca. czas ucieka z kazdym dniem.
to chyba tyle na dzis. popisze sobie zaraz z Ann i pojde spac.