My Week With Marilyn, 2011

Film jakos mnie nie zachwycil mocno. nie bylo takie zle, mozna obejrzec. nawet moglo byc na prawdziwych wydarzenia. znajac monroe to moglo sie jakby stac. ale ja za nia nigdy nie przepadalem, wiec i ta historia do mnie nie trafia mocno, ale dalo sie obejrzec. zobaczymy jak bedzie jutro, pewnie wcale nie lepiej.

w nocy spalem, bardzo ladnie spalem. zasnalem dosc szybko i spalem. bardzo dlugo bo wstalem prawie o 11. ja tak lubie wstawac bo dzien jest krotszy, ale nie moge tak. chleba ni kupie tak. wiec od dzis biore tylko 0,25% tego leku na sen, zobacze jak bedzie, moze wstane wczesniej. jutro i tak musze o 7 rano bo jade na rajd polski, choc tam juz wszystko poukladane, ale sobie popatrze, cos tam to bedzie tez kosztowalo, ale tyle to jeszcze mam. w nocy jednak spalem ladnie. snow mialem duza ilosc, bardzo duzo. pewnie cos kolo 6, tylko nie da sie tego zapamietac wszystkiego. pamietam jakis mecz w koszykowke, nic wielkiego. ale pamietam taki sne gdzie dr orlowska, ktora tez sie mna zajmuja jako osoba chora na sm, to ona cos mi kazala wypelniac. jakos z powodu mojej choroby i leczenia trzeba bylo wypelniac mase papierow. to sie dzialo na ulicy sienkiewicza, jakby obok krus. bylo duzo tego, ale nie pamietam dokladnie co, no to sen i sie nie da. ale ten sen pamietam najlepiej. jeszcze byl taki sen gdzie mialem dlugie wlosy, ale tylko na niby bo byla kitka tylko odcieta a ja sobie ja czasem przyczepialem by wygladalo, ze mam dlugie wlosy. sen byl dlugi i sporo sie w nim dzialo, ale ja pamietam z tego tylko te wlosy. ta noc jakos minela. bylo nawet ok, zobaczymy jak bedzie dzis.
wstalem pozno, bo cos przed 11, sniadanie i obejrzalem skrzydla, nie tak zle nawet. potem nie mialem co robic, siedzialem i jak sie dalo to ogladalem tv, do ojca tez poszedlem na chwile, tam tv patrzylem, byl program II wojna w kolorze to na to patrzylem, to dlugo nie trwalo.
potem pojechalem do mamy. tam zjadlem zupe sobie i pojechalismy na cmentarz sobie. z babcia glownie tam bylem i pomgalem przy sprzataniu grobow i zapalalem znicze. mama pojechala do goszczyc sobie. ja wrocilem z babcia do domu, ona zrobila mi drugie danie i je zjadlem. potem jeszcze siedzialem troche. jadlem sobie orzechy z drzewa bo sa bardzo dobre, smakuja mi bardzo. wrocilem sobie do domu cos kolo 18, mecz legi byl to patrzylem troche. no pierwsza polowe. potem poszedlem na chwile do ojca, tam posiedzialem chwile, no niecala godzine, pogadalem, tv popatrzylem i wrocilem do siebie na kolacje i film. w ten sposob ten dzien sie konczy. popatrze jeszcze ciut na szklo kontaktowe, tyle ile sie da, a pewnie duzo sie nie da i potem poczytam sobie dalej mein kampf, juz prawie koncze ta ksiazke hitlera, za jakis czas bede czytal ja pewnie ponownie.
no i to tyle na dzis. jutro rajd, zobacze jak bedzie. aparatu nie biore, nie chce mi sie, nie wiem nawet czy ten aparat bedzie dzialal, wiec tylko bede sobie patrzyl jak jezdza. rano trzeba wstac, ale moze dam rade. cos tam rano zjem, a jak tam bede to nie wiem, ale jakos ten dzien minie, zle nie bedzie. wiec to tyle na dzis.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.