The Dictator, 2012

Film taki sobie, ale ja nigdy nie przepadalem za jego filmami. najgorszy byl bruno, borat jeszcze jakos dalo sie obejrzec, to tez mozna obejrzec, cos tam sobie przemyslec, ale wielkie kino to nie jest. jutro moze byc podobnie, teraz to i tak nic mi sie nie podoba, wiec nic nowego.

w nocy nawet spalem, niby nic nie biorac na sen. ale ten lek ma dzialac dwa dni i jakos dziala. mialem cztery sny, pamietam troche dwa. no troche. w jednym ze snow bylem w szkole, chyba mojej podstawowej nr. 5. tam mialem jakas klasowke, nie wiem czy to byla biologia czy jakas przyroda. byly 3 pytania a ja odpowiedzialem chyba na jedno, moze dwa, ale mialem pewnosc, ze zalicze to. tyle z tego pamietam. drugi sen byl inny. bylem chyba w poznaniu, tam pracy szukalem i pojechalem w jedno miejsce o prace. chyba do play’a. mial byc budynek nr. 10, ale tam nic nie bylo. szukalem tego miejsca ale znalezc go nie moglem. wiec wracam do samochodu. wsiadam do niego, ale patrze, ze go nie ma, ktos jakby go ukradl. wsiadlem ale byl tylko fotel kierowcy, nic wiecej nie bylo. a to ten samochod, ktory mam teraz. dziwna kradziez. opony lezaly sobie pociete. chcialem pomocy. wiec dzwonie do ojca, ale w zaden sposob nie moglem tego zrobic. w moim  telefonie nie moglem znalezc do niego numeru, a probowalem na tysiace razy i nic. wiec dzwonie pod 112, ale tam nikt mi nie chce pomoc, dzwonie wiec raz jeszcze i sie budze, bylo cos kolo 5 chyba. potem zasnalem dalej i spalem. mialem jeszcze dwa sny, ale juz ich nie pamietam. cos mi sie kojarzy, ze pisalem wczoraj, ze nikomu nie zrobil bym krzywdy, ale chyba mialem sen gdzie komus krzywde zrobilem i pomyslalem, ze nie mialem racji piszac to wczoraj. tyle z nocy.
jakos wstalem o 9:30. poszedlem do sklepu, potem sniadanie i zaczalem ogladac skrzydla. fatalna jakosc tego odcinka, ale nagralem to na plyte juz wiec nie zmienie tego. serial tak sobie mi sie podoba, zobacze jak bedzie dalej, moze bedzie lepiej.
potem to juz reszte dnia czytalem. do godziny 17 czytalem. ksiazke, ktora dostalem od dr orlowskiej o dziewczynie chorzej na sm jak ja. ona tam opisywala swoja walke z ta choroba. ksiazka napisana fajnie, bardzo dobrze mi sie to czytalo. ale ona ma ciezej niz ja z ta choroba, musi wiecej walki toczyc by zyc, ja mam troche latwiej. no i mi interferon pomaga a jej nie. ma inny lek. placi za niego z 6 tys. ale jakos sie leczy. latwo nie ma. ksiazka byla fajna, podobala mi sie. tak sobie czytalem caly dzien. potem rozne rzeczy robilem, ciut tv ogladalem, ciut gralem. czekalem az ojciec wroci z pracy no i wrocil cos po 18 to do niego poszedlem. przesiedzialem u niego do kolacji. wrocilem do siebie, zjadlem kolacje i obejrzalem ten dosc slaby film, ale to juz za mna. jeszcze dosc wczesnie. poczytam sobie dalej hitlera a potem pojde spac.
tak ten dzien minal, nic wielkiego sie nie dzieje, zycie ucieka przez palce i nigdy nie wraca. ale jakos zyje, jakos. no to tyle, uciekam.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.