Carnage, 2011

Nie podobalo mi sie dzis wcale. film byl bardzo o niczym. takie sobie gadanie o niczym przez ponad godzine. wynudzilem sie mocno. to dziwne bo to film polanskiego i myslalem, ze bedzie mi sie podobal.

cala noc prawie nie spalem. zasnalem cos kolo 3 chyba dopiero. teraz chce mi sie spac mocno. zasnalem pozno, ale sny mialem. latwo tez mi sie wstalo o 7 rano. mialem taki sen, ale nie wiem do konca. nie moglem w tym snie kupic moich bulek nigdzie. nie pamietam nic z tego, tylko te bulki. drugi sen mialem taki. dotyczyl on filmu jaki wczoraj ogladalem i w tym snie bylo pokazane wszystko co trzeba bylo zrobic by ten film mi sie podobal. no i we snie ten film mi sie podobal mocno. nie wiem, nie pamietam jakie to zmiany byly, nie da sie tego pamietac. zmian bylo duzo to wiem, ale nie mam pojecia juz czego dotyczyly. no ale na pewno bylo fajnie.
rano wstalem, zjadlem cos i na rajd pojechalem. tam nie bylo tak zle. tylko lipa bo trzeba bylo zaplacic za wejscie na odcinek. 20 pln nie ma plus paliwo 40 pln to juz nie mam 60 pln, a to duzo dla mnie. rajd byl ok, nawet ok sie patrzylo, tylko ten wiatr byl bardzo silny i ledwo tam stalem, tak wialo, ze ledwo dawalem rade. czapka by sie przydala na taki wiatr, ale nie pomyslalem o tym. nawet mi sie podobalo, ale caly dzien mi tam minal.
do siebie wrocilem po 18, do ojca poszedlem i tam troche posiedzialem. potem do siebie na kolacje i film. tak ten dzien sie konczy. mozna by napisac wiecej, ale nie mam sily, mocno chce mi sie spac wiec ide spac. moze zasne, nawet nic dzis nie poczytam, nic nie porobie, ide spac i koniec.

My Week With Marilyn, 2011

Film jakos mnie nie zachwycil mocno. nie bylo takie zle, mozna obejrzec. nawet moglo byc na prawdziwych wydarzenia. znajac monroe to moglo sie jakby stac. ale ja za nia nigdy nie przepadalem, wiec i ta historia do mnie nie trafia mocno, ale dalo sie obejrzec. zobaczymy jak bedzie jutro, pewnie wcale nie lepiej.

w nocy spalem, bardzo ladnie spalem. zasnalem dosc szybko i spalem. bardzo dlugo bo wstalem prawie o 11. ja tak lubie wstawac bo dzien jest krotszy, ale nie moge tak. chleba ni kupie tak. wiec od dzis biore tylko 0,25% tego leku na sen, zobacze jak bedzie, moze wstane wczesniej. jutro i tak musze o 7 rano bo jade na rajd polski, choc tam juz wszystko poukladane, ale sobie popatrze, cos tam to bedzie tez kosztowalo, ale tyle to jeszcze mam. w nocy jednak spalem ladnie. snow mialem duza ilosc, bardzo duzo. pewnie cos kolo 6, tylko nie da sie tego zapamietac wszystkiego. pamietam jakis mecz w koszykowke, nic wielkiego. ale pamietam taki sne gdzie dr orlowska, ktora tez sie mna zajmuja jako osoba chora na sm, to ona cos mi kazala wypelniac. jakos z powodu mojej choroby i leczenia trzeba bylo wypelniac mase papierow. to sie dzialo na ulicy sienkiewicza, jakby obok krus. bylo duzo tego, ale nie pamietam dokladnie co, no to sen i sie nie da. ale ten sen pamietam najlepiej. jeszcze byl taki sen gdzie mialem dlugie wlosy, ale tylko na niby bo byla kitka tylko odcieta a ja sobie ja czasem przyczepialem by wygladalo, ze mam dlugie wlosy. sen byl dlugi i sporo sie w nim dzialo, ale ja pamietam z tego tylko te wlosy. ta noc jakos minela. bylo nawet ok, zobaczymy jak bedzie dzis.
wstalem pozno, bo cos przed 11, sniadanie i obejrzalem skrzydla, nie tak zle nawet. potem nie mialem co robic, siedzialem i jak sie dalo to ogladalem tv, do ojca tez poszedlem na chwile, tam tv patrzylem, byl program II wojna w kolorze to na to patrzylem, to dlugo nie trwalo.
potem pojechalem do mamy. tam zjadlem zupe sobie i pojechalismy na cmentarz sobie. z babcia glownie tam bylem i pomgalem przy sprzataniu grobow i zapalalem znicze. mama pojechala do goszczyc sobie. ja wrocilem z babcia do domu, ona zrobila mi drugie danie i je zjadlem. potem jeszcze siedzialem troche. jadlem sobie orzechy z drzewa bo sa bardzo dobre, smakuja mi bardzo. wrocilem sobie do domu cos kolo 18, mecz legi byl to patrzylem troche. no pierwsza polowe. potem poszedlem na chwile do ojca, tam posiedzialem chwile, no niecala godzine, pogadalem, tv popatrzylem i wrocilem do siebie na kolacje i film. w ten sposob ten dzien sie konczy. popatrze jeszcze ciut na szklo kontaktowe, tyle ile sie da, a pewnie duzo sie nie da i potem poczytam sobie dalej mein kampf, juz prawie koncze ta ksiazke hitlera, za jakis czas bede czytal ja pewnie ponownie.
no i to tyle na dzis. jutro rajd, zobacze jak bedzie. aparatu nie biore, nie chce mi sie, nie wiem nawet czy ten aparat bedzie dzialal, wiec tylko bede sobie patrzyl jak jezdza. rano trzeba wstac, ale moze dam rade. cos tam rano zjem, a jak tam bede to nie wiem, ale jakos ten dzien minie, zle nie bedzie. wiec to tyle na dzis.

Limitless, 2011

Film mi sie podobal, nawet jestem mocno zaskoczony tym faktem. ale byl ok, milo sie to ogladalo. polski tytul jestem bogiem. to dlatego, ze byl taki lek, no niby narkotyk, ktory powodowal, ze sie tym Bogiem stawalo. o tym byl ten film, niby nic wielkiego ale ogladalo sie nawet fajnie.

w nocy spalem, choc zasypiac nie jest latwo, no ale udaje sie i spie. ledwo wstaje, ale udalo sie o 9:30, ale ledwo. wstalem i kupilem sobie bulki do jedzenia. w nocy mialem sny. nie pamietam prawie nic. pamietam takie cos, ze bylem niby za wiaduktem tak czulem, ale we snie nic takiego nie bylo. wjechalem gdzies i bylem gdzies. tam chyba policja powiedziala mi, ze ja nie moge jechac bo pilem. nie wiem nawet. ale ja nigdy nic nie pije, nie dosc, ze normalnie nie pije to w snach tym bardziej. byla tam jakas lazienka i bylem w niej, ale nie wiem po co. potem wrocilem do samochodu i juz totalnie nie wiem co bylo dalej. malo z tego pamietam. no ale wiem, ze sen byl. zobaczymy jak bedzie dzis.
wstalem rano, sniadanie i obejrzalem sobie skrzydla, sciagnalem na nowo kilka odcinkow wiec teraz nie powinienem miec juz problemow, na jakis czas, zobacze jak dlugo. potem juz tylko czytalem z przerwami na lezenie na lozku z zamknietymi oczami i odpoczywaniu od ciezkiego zycia jakie ma kazdy chory na sm. ksiazke przeczytalem, taka zla nie byla. to bylo o mosquito, taki samolot angielski podczas II wojny, o tym co te samoloty robily, jakie mialy misje, czytalo sie ok. skonczylem cos kolo 15. potem siedzialem i ogladalem sobie tvn24. no tyle ile sie dalo. ojciec wrocil o 19 to poszedlem do niego, ale dlugo sie nie nasiedzilem bo on zaraz juz spal, wiec po co tam siedziec jak on spi, on zawsze spi. wrocilem wiec sobie do siebie na kolacje i film, ktory jak pisalem nawet mi sie podobal, nie wiem jak bedzie jutro, ale watpie by bylo dobrze. no ale zobaczymy. tak ten dzien sie konczy, zaraz ide spaciu, poczytam jeszcze ciut i wtedy.
czytam bloga anny black, nawet mi sie to podoba. ksiazka jej byla genialna, ale fajnie wiedziec co tam u niej sie dzieje, a latwo nie ma. ona ma jeszcze gorsza forme tej choroby niz ja, wiec nie ma fajnie wcale.
czuje sie bardzo samotnie, bardzo chce kogos miec bliskiego, no ale wiem, ze to nie jest mozliwe, moze mi przejdzie za jakis czas, no nie wiem. ale chce miec blisko kogos bliskiego i by byla to kobieta, fajnie by bylo. ale to tylko marzenia, ktore sie nigdy nie spelnia. szkoda.
no dobra, czas uciekac. czytamy i spimy. moze sie przysni cos fajnego, zapamietam moze lepiej niz dzis. moze przysni mi sie jakas fajna dziewczyna, milo by bylo, no ale zobaczymy.

The Last Lions, 2011

Film jest bardzo smutny, zycie lwow nie jest latwe. to moj drugi raz z tym filmem i bylo warto. jest naprawde bardzo dobry. bylo bardzo smutno jak glowna samica stracila wszystkie swoje trzy mlode, ale na koncu jeden maly samiec sie odnalazl. ale ogolnie zycie lwa jest bardzo trudne. jeszcze 50 lat temu bylo ich pol miliona a teraz jest tylko 20 tys. to tylko oznacza, ze za kolejne 50 lat moze nie byc ich juz wcale. tylko w zoo moga byc. mam nadzieje, ze tak nie bedzie, ale nasza ziemia idzie wlasnie ta droga zniszczenia wszystkiego co na tej planecie zyje. ogolnie film bardzo dobry, ale tez bardzo smutny. teraz cos na poprawe humoru ale nic takiego nie mam, na dvd tylko a tego nie obejrze.
w nocy nawet spalem, bardzo zle nie bylo. ale pozno wstalem, bardzo pozno, jutro tak nie moge. zaraz ide spac. mialem sny, ale nic juz nie pamietam wcale. pierwszego snu nie pamietam. drugi sen byl taki. bylem w pokoju z mackiem i pawlem. cos tam jadlem. kot jakis byl. telewizor chyba tez, ale nikt nie ogladal tego. pawel mi mowil, ze jego zona musi mieszkac w ciechanowie bo tam ma prace. my to bylismy chyba w warszawie. tyle z tego zapamietalem.
wstalem jakos, cos przed 11 dopiero. zjadlem sniadanie, obejrzalem skrzydla, nie takie zle to jest. zobaczymy czy da sie obejrzec jutro. potem to juz tylko czytalem sobie. dzis ksiazka „sladami lisa pustyni”. czytalo sie ok, to bylo o tym o sie dzialo w afryce podczas drugiej wojny, czytalo sie fajnie. jak skonczylem to pojechalem do mamy na obiad. zjadlem go i wzialem sobie jajka, ze wsi wiec lepsze niz te biedronkowe. jeszcze w sobote mam przyjechac bo na cmentarz trzeba zawiezc babcie i mame. do siebie wrocilem cos kolo 17 bylo. na tvn24 niby patrzylem, troche gralem znowu w panzer general. tak mi czas plynal. ojciec sie pojawil to do niego poszedlem. ale jak ja u niego jestem to on spi, no to sobie poszedlem do siebie na kolacje i film. tak ten dzien sie konczy i ide zaraz spac.
napisalem tez maila dzis do black, taki w miare ktroki, ale jakos nie mam przekonania piszac do niej, kiedys to sie skonczy calkowicie pewnie.
pisalem dzis tez troche na gg z Pati, nie tak zle. ona zaczyna powoli swoje dorosle zycie, tak szybko ten czas minal, co zrobic.
no dobra, to uciekam juz.

The Green Mile, 1999

Film sciagnalem tylko dlatego, ze zmarl aktor grajacy jedna z glownych rol. ogladalem to ponad 10 lat temu, ale film nadal jest bajecznie dobry i fajnie. w koncu cos dobrego obejrzalem. bo tak to ciagle ogladam slabe filmy a dzis byl dobry. szkoda tylko, ze ta kara smierci w tym byla, ja jej nie akceptuje. dla mnie to glupie, ze cos takiego bylo i jest nadal, nie powinno byc kary smierci. ale film ogolnie bardzo dobry i to mnie cieszy. jutro tez bedzie dobry bo przyrodniczy, na ktory czekalem tez dosc dlugo.

w nocy spalem dosc ladnie. dwa sny troche pamietam. w pierwszym jezdzilem samochodem po polach, nie po drogach ale po jakichs lakach. chyba czarny prowadzil samochod, no i chyba byl to polonez. tylko to krecenie sie samochodem pamietam, wydawalo mi sie, ze to gdzies kolo modlina bylo, ale tam wszedzie asfalty sa a we snie asfaltu nie bylo tylko same laki. drugi sen byl lepszy. no bo tam byla kobieta. ogolnie to bylo jakies szkolenie chyba, moze z ubezpieczen. szkolila taka kobieta, no dziewczyna dosc niska o krotkich brazowych wlasach. byla i druga dziewczyna, blondynka wg mnie i cos mnie z nia polaczylo. jak bylismy sami to bylismy blisko, podobalo mi sie to. moge jakas forme milosci miec tylko w snach. mam nadzieje, ze i dzis taka milosc, no kobieta mi sie przysni, byloby fajnie, ale jak bedzie to przekonam sie rano, kto wie co zapamietam.
rano wstalem, poszedlem po bulki, nie bylo latwo kupic, ale jakos to zrobilem. sniadanie i skrzydla, te odcinki mozna obejrzec, sciagnalem drugi raz to wiadomo, ze jest ok, jutro tez sie uda. serial jest ok, ale nie rewelka. potem to juz tylko czytalem. dzis byly ardeny 44 rok. cala ta ofensywa, nie takie zle. przeczytalem dosc szybko. potem zagralem w kompanie braci i przeszedlem ten level, ktorego nie moglem przejsc wiele razy, ale udalo sie dzis, nawet medal dostalem za zniszczenie 88-ek. wiec fajnie. potem to pojechalem do domu mojej mamy bo jakis list do mnie byl, nic waznego. zjadlem troche orzechow, troche malin bo jeszcze sa u babci. zjadlem tez obiad, mama mi dala i wrocilem do siebie. juz bylo po 17, nie mialem co robic, czekalem na mecz legi, ale tez srednio chcialo mi sie to ogladac. ojciec wrocil to poszedlem na chwile do niego, tam zbalamucilem troche czasu, wrocilem do siebie na kolacj i film. no i obejrzane wiec dzien sie konczy i zaraz pojde spac.
napisalem tez dzis dlugiego maila do anny black, moze jeszcze zaraz przed snem cos napisze, zobacze. sprawdzilem, ze legia jakos wygrala wiec nie tak zle, graja dalej.
no dobra, ogolnie nic sie nie dzialo, jutro tylko poza czytaniem zakupy musze zrobic a tak to tez nic ciekawego nie bedzie sie dzialo, tylko wieczorem fajny film bedzie. no i oby tylko sny jakies fajne byly, moze sie uda, zaraz sie przekonam tylko zasne. na razie to tyle, no na dzis.

Seven Pounds, 2008

Wynudzilem sie mocno na tym filmie. nie podobalo mi sie wcale. ale wg filmwebu mialo mi sie podobac bardzo. ale ta historia do mnie nie przemowila wcale. takie sobie. pomagal ludziom, oddal niby swoje zycie za to, ale ja i tak nie wiem po co on to robil, jaki mial cel. no pomagac, no ale nie wiem. nie podobalo mi sie, jutro juz bedzie lepiej bo zielona mila a to mi sie z 10 lat temu podobalo bardzo wiec moze jutro tez tak bedzie, zobaczymy.

w nocy spalem, nawet mialem sen, ktory rano pamietalem, ale teraz juz nie pamietam wiec nie napisze co mi sie snilo. jak dzis bedzie ze spaniem to nie wiem, ale moze sie uda.
wstalem rano i chcialem obejrzec skrzydla ale nie da sie, te pliki nie nadaja sie do ogladania wiec sciagnalem od nowa dwa pierwsze odcinki i jutro zaczne od nowa to ogladac. plyta, na ktora to nagralem juz trafila do kosza bo tego nie da sie ogladac, pewnie bede musial sciagac wszystko od nowa, no ale zobaczymy. sniadanie zjadlem no i potem juz tylko czytalem. a czytalem o walkach niemcow na roznych frontach uzywajacych tygrysow I. ksiazka ok, czytalem do to godziny 15, potem nie mialem co robic, niby ogladalem tvn24, ale tez srednio. staralem sie grac w panzer general, ale nie da sie, bo zawieszalo sie i w koncu to skasowalem. teraz nie mam zadnego przerwynika na nic nie robienie, pomysle czym to zastapic, moze sie uda, ale kto wie. bedzie trudno. tak ogladalem tv do 19, ojciec nie przychodzil to poszedlem sam do niego. potem i on sie zjawil. posiedzialem u niego chwile. wiadomosci obejrzalem no i wrocilem do siebie na kolacje i film. w ten sposob konczy sie ten dzien. jeszcze poczytam troche mein kampf i pojde spac.
znowu nic sie nie dzialo. odpisala na mojego maila ta ania z sm jak ja, ale nic ciekawego mi nie napisala, wiec raczej nic juz wiecej do niej nie napisze. ogloszenie jest o prace znowu tam gdzie pracowalem i mysle nad tym, ale nie wiem co z tego bedzie. tylko pol etatu jak cos, wiecej nie dam rady, moze sie jutro tym zajme, zobacze.
no dobra, chyba starczy na dzis, poczytam a potem spac.

The Dictator, 2012

Film taki sobie, ale ja nigdy nie przepadalem za jego filmami. najgorszy byl bruno, borat jeszcze jakos dalo sie obejrzec, to tez mozna obejrzec, cos tam sobie przemyslec, ale wielkie kino to nie jest. jutro moze byc podobnie, teraz to i tak nic mi sie nie podoba, wiec nic nowego.

w nocy nawet spalem, niby nic nie biorac na sen. ale ten lek ma dzialac dwa dni i jakos dziala. mialem cztery sny, pamietam troche dwa. no troche. w jednym ze snow bylem w szkole, chyba mojej podstawowej nr. 5. tam mialem jakas klasowke, nie wiem czy to byla biologia czy jakas przyroda. byly 3 pytania a ja odpowiedzialem chyba na jedno, moze dwa, ale mialem pewnosc, ze zalicze to. tyle z tego pamietam. drugi sen byl inny. bylem chyba w poznaniu, tam pracy szukalem i pojechalem w jedno miejsce o prace. chyba do play’a. mial byc budynek nr. 10, ale tam nic nie bylo. szukalem tego miejsca ale znalezc go nie moglem. wiec wracam do samochodu. wsiadam do niego, ale patrze, ze go nie ma, ktos jakby go ukradl. wsiadlem ale byl tylko fotel kierowcy, nic wiecej nie bylo. a to ten samochod, ktory mam teraz. dziwna kradziez. opony lezaly sobie pociete. chcialem pomocy. wiec dzwonie do ojca, ale w zaden sposob nie moglem tego zrobic. w moim  telefonie nie moglem znalezc do niego numeru, a probowalem na tysiace razy i nic. wiec dzwonie pod 112, ale tam nikt mi nie chce pomoc, dzwonie wiec raz jeszcze i sie budze, bylo cos kolo 5 chyba. potem zasnalem dalej i spalem. mialem jeszcze dwa sny, ale juz ich nie pamietam. cos mi sie kojarzy, ze pisalem wczoraj, ze nikomu nie zrobil bym krzywdy, ale chyba mialem sen gdzie komus krzywde zrobilem i pomyslalem, ze nie mialem racji piszac to wczoraj. tyle z nocy.
jakos wstalem o 9:30. poszedlem do sklepu, potem sniadanie i zaczalem ogladac skrzydla. fatalna jakosc tego odcinka, ale nagralem to na plyte juz wiec nie zmienie tego. serial tak sobie mi sie podoba, zobacze jak bedzie dalej, moze bedzie lepiej.
potem to juz reszte dnia czytalem. do godziny 17 czytalem. ksiazke, ktora dostalem od dr orlowskiej o dziewczynie chorzej na sm jak ja. ona tam opisywala swoja walke z ta choroba. ksiazka napisana fajnie, bardzo dobrze mi sie to czytalo. ale ona ma ciezej niz ja z ta choroba, musi wiecej walki toczyc by zyc, ja mam troche latwiej. no i mi interferon pomaga a jej nie. ma inny lek. placi za niego z 6 tys. ale jakos sie leczy. latwo nie ma. ksiazka byla fajna, podobala mi sie. tak sobie czytalem caly dzien. potem rozne rzeczy robilem, ciut tv ogladalem, ciut gralem. czekalem az ojciec wroci z pracy no i wrocil cos po 18 to do niego poszedlem. przesiedzialem u niego do kolacji. wrocilem do siebie, zjadlem kolacje i obejrzalem ten dosc slaby film, ale to juz za mna. jeszcze dosc wczesnie. poczytam sobie dalej hitlera a potem pojde spac.
tak ten dzien minal, nic wielkiego sie nie dzieje, zycie ucieka przez palce i nigdy nie wraca. ale jakos zyje, jakos. no to tyle, uciekam.

Big Love, 2012

Film podobal mi sie srednio. za duzo bylo scen uprawiania seksu, a ja za tym nie przepadam. poza tym film nawet ok. to byla autentyczna historia, naprawde sie stala. ta dziewczyna prawie w moim wieku, 3 lata mlodsza. czy sa takie kobiety jak ona, pewnie sa, ja nie spotkalem, ale na pewno sa takie. czy ja bym taka zabil gdybym sie z nia spotykal, na pewno nie, nie zrobil bym jej krzywdy, odszedl bym od niej i tyle. ale glowny bohater ja zabil. nie wiem czemu, ale to zrobil. chociaz moze moglo mu to przyjsc do glowy jak ona spala z kim chciala a oni byli malzenstwem. niby slawa jej uderzyla do glowy, moze tak jest, na pewno tak bywa. ale ja zachowal bym sie inaczej, no ja krzywdy zadnej bym jej nie zrobil i tyle. ale poza tym to polski film i dosc sredni.

w nocy jakos spalem, nawet mialem sny, nie da sie zapamietac wszystkiego. ale pamietam cos takiego. bylem w jakims opuszczonym domu daleko od wszystkiego. bylem tam sam. zjawila sie tam jakas postac, jakis duch, cos takiego. ale ja sie tego nie balem, mowilem cos o Bogu, by oddala dusze Bogu, nie pamietam juz, ale o Bogu mowilem. ona zniknela. tyle z tego snu pamietam. niewiele, ale zawsze cos. snilo mi sie cos jeszcze ale juz nie wiem wcale.
rano wstalem, cos kolo 8:30 bo snooker mial byc. ogladalem to i zjadlem sniadanie. trump ladnie wygrywal, myslalem, ze gladko wygra, ale wieczorem dowiedzialem sie, ze jednak przegral, no i szkoda bo na trumpa liczylem. obejrzalem to rano i poszedlem do ojca. u niego nic ciekawego sie nie dzialo, no bo ile mozna ogladac telewizje, w ktorej nic nie ma, nuda totalna. zjadlem tez jakis obiad, tak mi u niego dzien minal, jakos to przetrwalem. no i caly dzien mi zlecial. wrocilem do siebie to kolacja i ten film, no i zaraz pojde spac. poczytam jeszcze troche mein kampf i wtedy spac.
no i to chyba tyle co mialem o dzisiejszym dniu przekazac, nic sie nie dzialo wiec duzo do napisania nie bylo. pojde spac, oby mi sie znowu cos przysnilo i moze uda mi sie to zapamietac. dzis niby nie bralem nic na sen, ale moze zasne, zaraz sie przekonam. ale jak bylem u ojca co prawie caly czas lezalem na jego lozku z zamknietymi oczami, prawie caly dzien u niego, jakby chcialo mi sie spac, ale nie spalem, choc kto wie, moze troche tak. zaraz sie przekonam jak bedzie dzis. wiec to tyle na dzis.

The Lucky One, 2012

Film nie przypadl mi do gustu, takie srednie to wszystko bylo. historia jakby milosna, ale widzialem juz lepsze, no ale jakos to obejrzale. jutro pewnie wcale lepiej nie bedzie. teraz co nie ogladam to mi sie nie podoba, nic, teraz juz zaden film mi sie nie podoba. ten byl tylko o tyle ok, ze aktorsko bylo ladnie zagrane. ten aktor hefron bardzo ladnie. juz jest dorosly i nawet ladnie, bo pamietam go tylko z high school musical, a tam byl dzieckiem i film byl do niczego, ale ten tez byl taki sobie.

w nocy spalem jakos, ale snu nie pamietam zadnego, ale to bylo slabe spanie, no bo mialem goraczke i przez to dzis wcale fajnie nie bylo. rano wstalem i zjadlem sniadanie, popatrzylem na snookera, jak trump wchodzi do finalu. a potem do godziny 15 lezalem na lozku z zamknietymi oczami, staralem sie spac, bylem niewyspany po nocy jakby. tak mi dzien mijal. ojciec przyszedl o 15 i wtedy poszedlem do niego i tam spedzilem reszte dnia. potem wrocilem do siebie na kolacje i film, no i tak ten dzien sie konczy, zaraz pojde spac. nic sie dzis nie wydarzylo, dzien uciekl i nigdy nie wroci.
dzis mam niby specjalny dzien, nie dosc tego, ze ostatni dzien wakacji, ale dzis jest rocznica 33 moich urodzin, no starzeje sie, i robie to sam, cale zycie sam, to sie nie zmieni raczej nigdy. coraz blizej 40 lat, zobaczymy jak wtedy bedzie. no ale dzis mam rocznice urodzin.
no i to tyle na dzis. popatrze jeszcze ciut na ten boks, ktory jest w tv, no bo polak walczy no to obejrze a potem spac.

LEG 1 – 1 POL

Mialem wczoraj goraczke i nic nie moglem napisac. nie byla wysok, ale glowa bolala i nie moglem patrzec, moglem miec tylko zamkniete oczy, wiec pisac nie bylo jak.

jakos rano wstalem, nawet spalem, snow nie pamietam wcale. bylem skoncentrowany na wyjezdzie i dlatego nie moglem zapamietac. pojechalem rano do lekarza w warszawie. tam zeszlo mi sie z 5 godzin. ale wyniki mam nawet ciut lepsze i z tego moge sie cieszyc. dostalem zastrzyk i to spowodowalo tylko, ze mialem wieczorem goraczke i to nie fajnie. do domu wrocilem cos kolo 17, u ojca siedzialem. potem wrocilem do siebie na kolaje i mecz legi. ale kolacje ledwo zjadlem, no ledwo, nie moglem jesc przy tej goraczce i tak samo nie patrzylem na mecz, tylko go sluchalem z zamknietymi oczami. niestety remis byl i legia nie wygrala, troche szkoda, no ale co zrobic, mecz byl na remis mozna powiedziec. po meczu ledwo polozylem sie spac i spalem. co bylo dalej postaram sie napisac dzis wieczorem, no i jeszcze inne newsy, teraz ogladam sobie snookera.