ostatnia ofensywa Mansteina cz. 2

W połowie lutego los całego frontu wisiał na włosku. Feldmarszałek Manstein zdawał sobie z tego sprawę. Trzecia dekada lutego była bardzo ciężka dla wojsk niemieckich na wschodzie. Jednak już zaczęła się rysować zmiana sytuacji operacyjnej. 16 lutego stracono Charków co było dużym ciosem dla sił niemieckich. Znaczenie miasta było ogromne. Był dużym węzłem komunikacyjnym oraz ważnym centrum gospodarczym i siedzibą władz okupacyjnych, szpitali, magazynów i warsztatów naprawczych. Nie dziwi więc reakcja Hitlera, który zdecydował się na natychmiastową wizytę w sztabie Mansteina. Siły niemieckie nadal się wycofywały na zachód nie mogąc powstrzymać ofensywy sowieckiej. Jej pęd słabł głównie ze względu na trudności w zaopatrzeniu i zmęczenie wojsk, które poniosły dość wysokie straty. Pomiędzy jednostkami niemieckimi powstała 120 km dziura nie obsadzona przez żadne oddziały z wyjątkiem jednostek policyjnych. Przez tą dziurę parły jednostki 1 AGw oraz 6 A. Dowództwo niemieckie nie miało jakichkolwiek sił, które mogłyby powstrzymać sowieckie natarcie. Kluczowe przeprawy na Dniestrze nie miały żadnej osłony. Jednak umiejętnie prowadzone działania odwrotowe umożliwiły później realizację przeciwuderzenia Mansteina. Pośrednie linie obrony były planowane z wyprzedzeniem a wojska wiedziały czego się od nich oczekuje. Dzięki temu dowódcy niemieccy nie musieli działać pod wpływem katastrofalnych wydarzeń na froncie. Można było umiejętnie wykorzystać wszystkie atuty wojska, terenu, pogody. Rosjanie deptali Niemcom po piętach, nie mogli ich jednak rozbić. To, że Wermaht nie załamał się w lutym 43 roku należy przypisać właśnie Mansteinowi. Okazał się błyskotliwym dowódcą o żelaznych nerwach, dodatkowo miał pozytywy wpływ na swoich żołnierzy. Dodatkowo zdecydowana postawa niemieckich żołnierzy, którzy walczyli twardo i odważnie, pozwoliło to uniknąć kolejnej wielkiej klęski. Upadek Charkowa wyprowadził z równowagi Hitlera, zdecydował się na wizytę u Mansteina. 17 lutego był już w Zaporożu, przybył z silnym przekonaniem o dymisji Mansteina. W Zaporożu rozmawiali, z rozmowy zwycięsko wyszedł Manstein. Według stosowanych przez niego zasad sztab i dowódca powinien planować swe działania na cztery do ośmiu tygodni wcześniej, a nie reagować tylko na obecną sytuację. Zasady tej nie rozumiał i nie sosował Hitler. Fuhrer myślał tylko o odbiciu Charkowa a do tego zamiaru chciał wykorzystać Korpus Pancerny SS. Plan Mansteina był jednak inny i po krótkim oporze Hitler został do niego przekonany. Feldmarszałek otrzymał prawie całkowitą wolność rozkazodawstwa, co nie było częste i zdarzyło się w tej skali po raz ostatni w wojnie na wschodzie. Manstein zdążył już poznać słabość wroga i wyciągnął z niej odpowiednie wnioski. Wiedział o złej sytuacji zaopatrzeniowej, niskich stanach ludzkich oraz sprzętowych a także rosnącym zmęczeniu żołnierzy Armii Czerwonej. Sukces bitwy, który zaplanował kilka tygodni wcześniej miał opierać się właśnie na słabości sowietów oraz efekcie wojny błyskawicznej.. Chodziło o wytracenie tępa ofensywy radzieckiej a następnie uderzenie na tyły armii rosyjskich.  Południową flankę trzymała Grupa „Hollidt” oraz 1 APanc. Na północy Grupa „Lanz” wraz z LII KA z 2 A starały się ustabilizować front co udało się i udało odtworzyć się ciągła linie frontu. Na tyłach koncentrowała się grupa uderzeniowa. 4 APanc gen. Hotha z siedzibą w Dniepropietrowsku. Na północy w okolicach Krasnogradu koncentrował się Korpus Pancerny SS. Dodatkowo na południu koncentrowały się 6 i 17 DPanc. Pomiędzy te pancerne szczęki wchodziły niczego niespodziewające się jednostki 1 AGw i 6 A. Plan Mainsteina przewidywał zbieżne uderzenie korpusów pancernych z północy i południa i odcięcie jednostek sowieckich. Doprowadziło by to w szybkim tempie do ich unicestwienia. Brak zaopatrzenia, którego i tak już brakowało. Czołgi bez paliwa musiały się zatrzymać a piechota i artyleria nie mogły walczyć bez jedzenia i amunicji. Do ataku miała przyłączyć się 1 APanc, która miała znieść Grupę mobilną „Popowa.” Po zniszczeniu jednostek sowieckich, Niemcy chcieli skierować się na Charków i odbić miasto. Niepokój budziła tylko pogoda, ale to ryzyko zdecydowano się podjąć. Wczesne roztopy mogły zniweczyć tak ambitne plany. Rosjanie co prawda rozpoznali koncentrację niemiecką jednak to nie zmąciło dobrego nastroju dowództwa radzieckiego. Od miesięcy sukces gonił sukces co spowodowało niespotykany wręcz optymizm w wojskach radzieckich. Armia Czerwona nacierała szerokim frontem nigdzie nie była więc silna. Do walk wprowadzono wszystkie rezerwy więc szyk wojsk był jednorzutowy. Zwycięstwo było tuż, tuż i nikt nie czuł potrzeby zatrzymania ofensywy dla podciągnięcia tyłów i reorganizacji jednostek. Trudna sytuacja zaopatrzeniowa, ciężkie warunki drogowe jeszcze pogłębiły tą sytuację.

Rosjanie co prawda rozpoznali koncentrację wojsk niemieckich, nie zmąciło to jednak ich optymizmu. Uważano, że Niemcy się wycofują a koncentrację niemiecką wzięto za ruch odwrotowy. Od tygodni sukces gonił sukces i nikt nie dopuszczał myśli, że coś może się zmienić. Armia Czerwona naciskała na szerokim froncie więc nigdzie nie była silna. Do walk wprowadzono wszystkie odwody więc szyk nacierających był jednorzutowy. Zwycięstwo było na wyciągnięcie ręki i nikt nie zdecydowałby się na zatrzymanie ofensywy.

Ofensywa niemiecka rozpoczęła się od ataku „Das Reich” z pozycji na południe od Krasnodaru. Już pierwszego dnia esesmani osiągnęli sukces. Zaskoczyli i odcięli 267 DP i 1-6 BP z 6 A. Rosjanie nie spanikowali, postanowiono kontratakować tym bardziej, że Niemcy nie atakowali jeszcze wszystkimi siłami.  Jednak szybko napływające nowe jednostki Korpusu Pancernego SS spowodowały, że Niemcy szybko odparli to kontrnatarcie. Jednostki „Totenkopf” koncentrowały się w okolicy Piereszczepino i z tego rejony miały uderzyć na Pawłograd. Rosjanie nie zrażeni postępami jednostek SS nadal nalegali na przyśpieszenie swojego natarcia. Chciano jak najszybciej zdobyć Zaporoże. Do tego celu przeznaczono 1 KPancGw i 25 KPanc, które koncentrowały się w rejonie Pawłogradu i Łozowej. 6 A miała sforsować Dniepr. Rozkazów tych nie można było jednak wykonać, były całkowicie oderwane od rzeczywistości. Jednak Rosjanie atakowali. 25 KPanc popędzany przez dowódcę 6 A parł naprzód. W końcu został całkowicie odcięty przez Niemców, ponosząc przy tym duże straty i zmuszony został do porzucenia sprzętu, do którego nie było paliwa i amunicji a następnie do przebijania się do swoich. Watutin zaniepokojony postępami niemieckimi na jego prawym skrzydle wydzielił 1 KPancGw, 16 i 17 BpancGw do zatrzymania ataku niemieckiego. Niestety rozproszone jednostki sowieckiej piechoty i czołgów tego zadania wykonać nie mogły. 22 lutego „Das Reich” ponowiła atak, jedna część dywizji nacierała na południe a druga na zachód w kierunku Pawłogradu.  Dywizja „Totenkopf” maszerowała na południe, napotykając tylko niewielki opór. 23 lutego 6 A straciła kontrolę nad wydarzeniai dziejącymi się na froncie. 6 i 17 DPanc, stały na dogodnych pozycjach do rozpoczęcia ataku, co prawda były tylko cieniem swojej siły z lata, jednak posiadały duża manewrowość. Sama tylko 17 DPanc posiadała 8 czołgów. „Das Reich” rozpoczęła walki uliczne w Pawłogradzie. Watutin poprosił o wsparcie, które otrzymał od Frontu Woroneskiego. Co ciekawe Grupa Popowa nie otrzymała rozkazu do poniechania ofensywy. Mimo, że 6 A ponosiła duże straty to żołnierze bili się dzielnie a morale było wysokie. 24 lutego trwały ciężkie walki o Pawłograd, ostatecznie oczyszczony z sowietów po południu tego dnia. Obie dywizje SS „Das Reich” i „Totenkopf” połączyły się w Pawłogradzie. Miały teraz atakować poprzez Łozową na Charków. Rozpoczęło się również spychanie jednostek Popowa na północ w kierunku Barwienkowa. Sytuacja jednostek sowieckich była bardzo zła. Posiadały one niewiele czołgów a zaopatrzenie szwankowało. Dywizje 1 AGw zostały związane w okolicach Sławiańska, dodatkowo cały front pozbawiony był odwodów. Popow zwrócił się z prośbą do Watutina o wycofanie wojsk by uniknąć ich zniszczenia. Prośba została oczywiście odrzucona. Wycofanie Grupy Popowa odsłoniło by flankę 6 A, więc taka możliwość nie wchodziła w grę. W takiej sytuacji siły w składzie 7 i 11 DPanc oraz DGPanc „Wiking” rozbiły po dwudniowej bitwie siły Popowa. Pokonane jednostki sowieckie starały się wycofać w rejon Barwienkowa. Miały je obsadzić 38 i 44 DPGw oraz rozbitkowie z grupy Popowa. W ten sposób zakończyła się działalność mobilnej grupy Popowa. Jej siły zostały doszczętnie rozbite.

Nowopowstała Grupa Operacyjna „Kempf” od nazwiska gen. Wernera Kempfa, zastąpiła grupę „Lanz” po zdymisjonowaniu jej dowódcy. Grupa składała się z 167, 168, 320 DP, DGPanc „Grossdeutschland”, 1 DGPanc „Leibstandarte Adolf Hitler” oraz pułku SS „Thule.” Zadaniem jednostki była osłona Korpusu SS, który wykonywał atak na 6 A. Rosjanie rzucili przeciwko Niemcom swe armie, atak przeprowadzono frontalnie. 3 APanc oraz 69 i 40 A parły na zachód. Pomimo, że był to jednostki piechoty to osiągnęły całkiem wysokie tempo natarcia, około 14 km dziennie. „Kempf” skupił się na obronie zachodnich podejść do rejonu Krasnograd – Połtawa. Powstała w wyniku tego dziura wielkości około 60 km pomiędzy siłami niemieckimi. Jednak było to ryzyko wkalkulowane, Niemcy wiedzieli, że nawet gdy wnikną tam jednostki radzieckie to nie zagrozi to linii frontu. Przewaga Rosjan wymusiła obronę manewrową. Trzymano kluczowe skrzyżowania, stacje kolejowe, wsi i miasta. Niemcy pod naporem sowietów powoli wycofywali się na zachód, starając się spowolnić i wykrwawić sowiecką ofensywę.  Dopiero 22 lutego jasne stało się dla Stawi, że sytuacja na froncie jest niepokojąca a kontratak wojsk niemieckich to nie tyko osłona działań odwrotowych. Jednak nawet wtedy nie zdecydowano się na zmianę planów. Wojska sowieckie otrzymały zadanie zniszczenia krasnobradzkiego zgrupowania wroga. Miała to wykonać 3 APanc i 69 A, dodatkowo 40 A przejmując sektor 69 A parła na zachód wchodząc w nie obsadzoną przez żadne siły pustkę. Niemcy powoli oddawali teren, sowieci jednak nie byli im w stanie poważnie zagrozić. Ciężkie walki toczyły się w pasie działania LSSAH, na którą napierała 3 APanc, jednak Niemcy stosując aktywną obronę manewrową powstrzymali sowieckie ataki i sami wyprowadzali kontrnatarcia. W tym przypadku rozkazano 40 A zintensyfikowanie swoich działań. Seria rozkazów, które spadły na 40 A postawiły ją w bardzo trudnej sytuacji. Pas natarcia powiększył się do 200 km. W tej sytuacji wojska 40 A zaczęły się dosłownie rozłazić. 40 A miała w składzie sześć osłabionych dywizji piechoty i jeden korpus pancerny. Na tak dużym pasie tymi siłami działać się jednak nie dało. Dodatkowo ogromne problemy z zaopatrzeniem, którego baza była aż 300 km dalej. Do 28 lutego ofensywa sowiecka wygasła całkowicie. Kontruderzenie na południu zgodnie z planem Mainsteina rozwijało się pomyślnie a czarne chmury zaczęły się gromadzić nad całymi siłami sowieckimi.

Po zdobyciu Pawłogradu „Das Reich” skierował się na Łozową. Jednak napotkał tam silny opór sowiecki. Wycofywały się tam wszystkie siły radzieckie. Resztki 41 i 58 DPGw. Rosjanie postawili zacięty opór, jednak Niemcy powoli zdobywali miasto. „Totenkopf” atakowała w kierunku północno wschodnim z celem odcięcia 6 A. Za dywizjami SS podążała 15 DP, która likwidowała odcięte jednostki sowieckie oraz zabezpieczała sieć drogową, którą płynęło zaopatrzenie. 26 lutego większość dywizji „Totenkopf” zajęta była oczyszczaniem z Rosjan swojego terenu działania. Wiele jednostek sowieckich przebijało się na wschód, co paraliżowało działania Niemców. 27 lutego dywizja ruszyła w końcu do przodu osiągając wyznaczone cele, tzn. przecięcie drogi z Łozowej. Tego samego dnia „Das Reich” toczył zaciętą bitwę o Łozową. Jednak Rosjanie stawiali duży opór. Starano się otoczyć miasto i odciąć sowietów, zmasowane ataki lotnictwa pomogły wojskom niemieckim przełamać radziecką obronę. Jednostki radzieckie zagrożone z dwóch stron rozpoczęły odwrót. Do godziny szesnastej 27 lutego Łozowa została zdobyta.

25 lutego Niemcy kontynuowali atak szerokim frontem na Barwienkowo. Napotkali jednak silny opór elementów 38, 44 i 52 DPGw oraz pozostałości po grupie Popowa. Odpowiedzialność za ten sektor należał do 1 AGw i pchała ona w ten zagrożony rejon wszystkie dostępne siły osłabiając swe skrzydła. Niemcy oczywiście wykorzystali tą sytuację. Nacierano 11 DPanc, która starała się oskrzydlić miasto oraz oddziałami DGPanc „Wiking” i 7 DPanc. Dowódca 1 AGw nie chcąc dopuścić do okrążenia swych sił wydał rozkaz odwrotu. Prawe skrzydło frontu Mansteina wykonało swe zadanie, odtwarzając linie frontu na Dońcu Siewierskim, choć ostatnie walki w tym sektorze trwały aż do 5 marca.

25 lutego i kolejne dwa dni były przełomowe dla ofensywy Mansteina. Opór Rosjan w rejonie Łozowej i Barwienkowa został złamany. „Totenkopf” i „Das Reich” po oczyszczeniu Łozowej przygotowywały się 27 lutego do uderzenia w kierunku Charkowa. Wszystkie niemieckie oddziały toczyły ciężkie walki na całej linii frontu, walcząc z setkami małych oddziałów sowieckich przebijających się do swoich wojsk. Walki te wyczerpały dość znacznie jednostki Wermahtu i SS. Stany bojowe niektórych dywizji były alarmujące: np. 17 DPanc liczyła 27 lutego tylko 1840 żołnierzy i 6 czołgów. Stawka zdała sobie po tygodniowej prawie ofensywie niemieckiej sprawę z rozmiarów klęski i wydała rozkaz odwrotu wszystkich zdolnych jednostek za Doniec Siewierski. Niemcy nie przekroczyli jeszcze rzeki głównie z powodu koncentrowania jednostek do uderzenia na Charków.

3 APanc przekazana pod dowództwo Watutina miała ratować 6 A. Armia miała uderzać na południe i zniszczenia Korpusu Pancernego SS. Jednak to wysiłki zmierzały już do nikąd. Korpus SS był już w pełnej sile trzech dywizji (LSSAH, SSDR, SSTK) pozostało mu tylko wykonać wyrok śmierci na dogorywającej 6 A. Co ciekawe Stawka nie zmieniła rozkazów dla oddziałów Frontu Woroneskiego, które miały atakować dalej. 69 A w kierunku Połtawy a 40 A w trzech kierunkach.

1 marca Rosjanie rozpoczęli koncentrację swoich wojsk do przewidzianego wtedy kontruderzenia. Zbierały się jednostki 15 KPanc wraz z towarzyszącymi jej dywizjami piechoty i 12 KPanc. Uderzenie miało wyjść 2 marca zostało jednak przełożone. Niemieckie rozpoznanie z powietrza wykryło relokację jednostek sowieckich, nie wiadomo było tylko co ono oznacza. 6 A wycofywała się na północ a 3 APanc na południe więc Niemcy z początku nie wiedzieli po co Rosjanie koncentrują te jednostki. Padł jednak rozkaz do ataku. Niemcy nacierali, „Das Reich”  napotkał na drodze tylko drobne elementy 3 APanc, które nie stawiały oporu. Zaatakowano Jefremowkę, której nie udało się z początku zdobyć, wokół miasta rozgorzała zacięta bitwa. Przeciwnikiem był 6 KKawGw, który osłaniał odwrót 3 APanc. Po ustaniu walk o Jefremowke 6 KKawGw przestał istnieć co świadczy tylko o zażartości walk. W centrum nacierała dywizja „Totenkof”. Atak prowadzony był w kierunku północnym. Nie spotykano wojsk sowieckich, które stawiały by duży problem i tym samym dywizja dotarła do celu swego natarcia, który był Niżnyj Orzeł. Mimo zapadnięcia zmierzchu „Totenkopf” atakował dalej. Uderzenie Rosjan, które miało się zacząć 3 marca, w ogóle się nie zaczęło. Jednostki sowieckie wpadły na maszerujących na północ żołnierzy „Totenkopf” będąc jednocześnie okrążani przez LSSAH i „Das Reich”. 3 APanc została zmuszona do obrony. LSSAH kontynuowała atak i odcięła siły 15 KPanc.  Dodatkowo LSSAH miała połączyć się z „Das Reich” odcinając również 12 KPanc. Powstały w ten sposób dwa kotły. Rosjanie zdali sobie sprawę z tragicznego położenia i wydali swoim wojskom rozkaz przebicia się z okrążenia, jednak wykonanie tego rozkazu było niemożliwe. Do 5 marca dwa korpusy pancerne 12 i 15 oraz trzy dywizje piechoty, 111, 184, 219 zostały zniszczone.

Bitwa jaka rozegrała się pod koniec lutego i w pierwszych dniach marca była ogromnycm sukcesem dla Niemców. Kontrofensywa radziecka trwająca nieprzerwanie od listopada 42 została powstrzymana. Umiejętności planistyczne i operacyjne Mansteina i wytrzymałość jednostek niemieckich pozwoliły feldmarszałkowi  w ciągu dwóch tygodni diametralnie zmienić sytuację na froncie. Rosjanie byli całkowicie zaskoczeniu, uważając wojska niemieckie za pokonane. Wyniki osiągnięte przez GA Południe były więcej niż zadowalające. Zniszczono duża część wojsk sowieckich, 1 AGw, 6 A i 3 APanc oraz grupę mobilną Popowa. Sowieci wycofali się za Doniec Siewierski co dawało Niemcom szanse na zbudowanie frontu na bazie dużej przeszkody wodnej. Dramat Armii Czerwonej jeszcze się nie skończył, kontrofensywa Mansteina wkraczała w drugą fazę, której celem był Charków.

Po zniszczeniu 3 APanc inicjatywa pozostała wyłącznie w rękach niemieckich. Zadania postawione 4 APanc pozostały nie zmienione. Trwało oczyszczanie z Rosjan kotła w rejonie Kegiczewki. Zajmowały się tym siły „Totenkopf” i pozostałe oddziały SS. Korpus Pancerny SS miał kontynuować swe natarcie w kierunku Północnym. Jednak nie było to takie łatwe, stan dróg był zastraszający, poza tym trzeba było walczyć z sowietami znajdującymi się z tyłu. Na drodze korpusu stanęła 62 DPGw, walki były bardzo ciężkie, lecz w końcu udało się okrążyć Rosjan i odeprzeć ich kontrataki. Dowódca 4 APanc zdawał sobie sprawę z trudnej sytuacji wojsk Haussera i dał im cały następny dzień wolnego. Nie były to do końca wolne dni bo przeznaczone na oczyszczanie terenu z wojsk sowieckich znajdujących się na tyłach korpusu. Następnie skierowano Korpus Pancerny SS na pozycje wyjściowe do ataku na Charków. Na bokach jednostek SS wprowadzono z jednej strony 6 i 11 DPanc. Wycofano za to 17 DPanc, która była bardzo wyniszczona przez walki i przesunięto ją razem z 15 DP na drugą flankę jednostek SS. Do ataku 4 APanc miała dołączyć również grupa „Kempfa”. Rankiem 6 marca 4 APanc ruszyła na północ i północny wschód. „Totenkopf” zakończyła niszczenie jednostek sowieckich w kotle kegiczewskim i zaczęła przegrupowanie by chronić lewe skrzydło Korpusu SS. „Das Reich” nacierała na Nową Wodołogę gdzie spotkała się z 235 BP i 195 BPanc. Oczyszczanie miasta z sił sowieckich trwało do 7 marca rano. LSAH nacierała na lewo od „Das Reich” w kierunku na Wałki. Natarcie postępowało całkiem szybko, Rosjanie wycofywali się na kolejną linię obrony. Na prawej flance Korpusu SS nacierały 6 i 11 DPanc, które kierowały się na Taranowkę. Dywizje wdały się w długie i ciężkie kilkudniowe walki z 25 DPGw i 179 BPanc. Na skrajnym prawym skrzydle walczyła 15 DP, zmuszona przez silny napór Rosjan do odwrotu o kilka kilomterów. 17 DPanc, która również walczyła w tym rejonie przeżywała podobne problemy. Tym bardziej była zmuszona do zwalczania grup sowieckich żołnierzy znajdujących się na jej tyłach. Do 7 marca dywizje nie osiągnęły wyznaczonych celów, którymi było wypchnięcie Rosjan za Doniec i przecięcie linii kolejowej Izjum-Charków. Jednostki SS, „Das Reich” i LSSAH 7 marca osiągnęły swe cele zdobywając Nową Wodołagę i Wałki. „Grossdeutschland” w tym czasie skierował swe uderzenie na styk 3 APanc i 69 A, grożąc wyjściem na tyły tej ostatniej formacji. Sytuacja Rosjan stałaby się bardzo trudna gdyż sowieci znajdowali się kilkadziesiąt kilometrów na dalej na zachód od rejonu przełamania ich obrony. Od 5 do 7 marca „Grossdeutschland” osiągnęła wysokie tempo ataku, nie napotykając silnego oporu wroga. Dość szybko osiągnięto miasto Perekop. Na lewym skrzydle „Grossdeutschland” atakował pułk SS „Thule” oraz 320 i 167 DP. Atak postępował całkiem sprawnie bez większego oporu ze strony Rosjan, jednak jednostki piechoty nie nadążały za zmechanizowanymi oddziałami niemieckimi, co budziło pewne obawy w dowództwie niemieckim. 8 marca Korpus Pancerny SS parł dalej na północ i północny wschód, podchodząc pod Olszany, Bogoduchow i Ljubotin. Jednostki sowieckie 48 DPGw, 235 BP, 195 BPanc wycofywały się gdyż na inne działania nie miały już sił. „Das Reich” podeszła pod Ljubotin i zablokowała drogi wychodzące z Charkowa na zachód. Do 9 marca esesmani zdobyli Koroticz i byli w bezpośredniej bliskości Charkowa. Atak na miasto został zaplanowany na 10 marca. „Totenkopf” atakowała zdobywając po drodze Olszany leżące około 20 km od Charkowa na północny zachód. Następnie miała skręcić na wschód, tak by obejść miasto odcinając je od połączeń z Biełogrodem, tworząc przy tym zewnętrzne ramię okrążenia Charkowa. 9 marca niemiecka ofensywa przyśpieszyła. Korpus Pancerny SS skierował się na Charków. „Totenkopf” zzdobyła Olszany i nacierała na Dergaczi. „Leibstandarte” nacierała od północy na Charków. 6 i 11 DPanc przełamała w końcu obronę sowiecką i czechosłowacką w rejonie Taranowki i Sokołowa. Jednak nie była w stanie sforsować rzeki Młża, siły jakimi dysponowały obie jednostki były bardzo nikłe. Kompnie liczyły po około 40 żołnierzy.

Komunikacja pomiędzy 69 A a 3 APanc została w końcu przecięta przez „Grossdeutschland” w dniu 8 marca. Rosjanie planowali kontruderzenie siłami trzech dywizji 107, 183 i 340. 10 marca wyszło uderzenie na flankę „Grossdeutschland”. Niemcy jednak nie odnotowali tego ataku w swoich dziennikach bojowych. Widocznie związki sowieckie były tak słabe, że nie było takiej potrzeby. W tym samym czasie Niemcy napierali na 69 A, grożąc wyjściem na tyły 40 A. Ciężka sytuacja sowietów wymusiła rozkaz odwrotu, który został wykonany w ostatniej chwili, gdyż w innym przypadku jednostki radzieckie zostałyby okrążone.

10 marca dywizje pancerne SS rozpoczęły szturm Charkowa. Korpus Pancerny SS miał w chwili rozpoczęcia szturmu około 105  czołgów gotowych do walki. Spełniając życzenie Hitlera atakowała „Leibstandarte” w końcu jego dywizja, wbiła się ona od północy do Charkowa napotykając bardzo silny opór sowiecki. Pomimo wsparcia artylerii i lotnictwa z trudem torowali sobie drogę do przodu, ponosząc przy tym duże straty. Około południa żołnierze „Leibstandarte” wkroczyli na Plac Czerwony, centralny punkt miasta, który w nocy trzeba było opuścić z powodu silnych kontrataków rosyjskich. „Das Reich” weszła do Charkowa od zachodu, cały czas napotykając silny  opór Rosjan. Walki w Charkowie już trwały jednak nie udało się Niemcom zamknąć całkowicie okrążenia miasta. Jednostki Wermahtu były bardzo wyniszczone i nie mogły przełamać siły 3 APanc w dolinie rzeki Młża. Jednostkom sowieckim pozostała tylko jedna droga ucieczki z miasta choć nie podejmowano jeszcze takich prób. 6 i 11 DPanc nie mogła odciąć Charkowa więc zdecydowano się zmienić zadania jednostek SS. Hoth zdecydowany był by nie dopuścić do ucieczki Rosjan z Charkowa więc w nocy z 11 na 12 marca wydano nowe rozkazy. SSTK i LSSAH miały dokonać głębokiego obejścia miasta od wschodu. 6 i 11 DPanc otrzymały wsparcie w postaci 106 DP, miały dzięki temu przełamać sowiecką obronę. Hausser oprotestował te rozkazy twierdząc, że jednostki SS toczą ciężkie walki w mieście i powoli przełamują opór Rosjan i nie może wydzielić żadnych sił dla Hotha. Rozkazy zostały jednak wydane i trzeba było je wykonać choć stało się to z opóźnieniem. Główne zadanie wg nowych rozkazów miało przypaść SS „Totenkof” . Polegało ono na zdobyciu Czugujewa i odcięciu ostatniej drogi ucieczki z miasta. 13 marca LSSAH metodycznie oczyszczała miasto, posuwając się na południowy wschód, ponosiła przy tym jednak znaczne straty, zarówno w sprzęcie jak i ludziach. Elementy wszystkich trzech dywizji SS brały udział w oczyszczaniu miasta. Powiodły się również próby całkowitego odcięcia miasta. By odciąć je zupełnie brakowało tylko 10 km. Opór sowiecki zaczął słabnąć i 3 APanc zaczęła się wycofywać za Doniec. Do 14 marca Charków został oczyszczony z Rosjan.

Po upadku Charkowa sytuacja 3 APanc stała się wręcz tragiczna. 6 i 11 DPanc razem z 106 DP napierały od zachodu a Korpus Pancerny SS od północy i wschodu, zaczynając wychodzić na tyły armii. Zaopatrzenie było praktycznie zerowe, ilość paliwa i amunicji alarmująco niska. Dlatego też 14 marca wydano rozkaz do odwrotu w rejon Osnowa i Bezludowki. Oddziały sowieckie wymieszały się i straciły swoją spoistość. Dodatkowo okrążane były od północy przez „Totenkopf” a od południa przez 6 DPanc. Stawka przysłała swe rezerwy 113 i 303 DP i 1 KKawGw, które miały zaatakować jednostki SS.15 marca 4 APanc zaatakowała formacje sowieckie na południe od Charkowa, zamykając kolejnego dnia okrążenie wokół 3 APanc. Rosjanie walcząc o życie przebijali się na wschód. Cała armia starała się uciec za Doniec Siewierski, ponosząc przy tym bardzo duże straty. Do 17 marca oczyszczaniem pozostałości jednostek sowieckich, które zostały na tyłach zajęły się  39 i 106 DP. Dywizje SS przegrupowały się, aby w ciągu kilku następnych dni ruszyć w kierunku Biełgorodu. Zadaniem 6 i 11 DPanc było zepchnięcie za rzekę 1 KKawGw i resztek 3 APanc. Rosjanie za rzekę wycofali się dopiero 26 marca, prowadząc umiejętnie walki opóźniające.

Zdobycie 11 marca Bogoduchowa przez „Grossdeutschland” postawiło w bardzo niekorzystnej sytuacji 40 i 69 A. Rosjanie starali się powstrzymać marsz niemieckich 167 i 320 DP jednak po nieudanych próbach osiągnięcia tego celu wycofały się na północ. Niemcy rozcięli sowietów na pół i dalsze sukcesy mogły spowodować okrążenie całej 69 A. 2 A niemiecka kontynuowała natarcie spychając jednostki 38 i 40 A. 15 marca rano wyprowadzono silny kontratak ze strony rosyjskiej. Atakowały 2, 3, 5 KPancGw. Liczbę czołgów po stronie sowieckiej ustalono na 200, ataki udało się odeprzeć jednak jednostka SS nie prowadziła działań zaczepnych. Do „Grossdeutschland” zaczęły dochodzić jednostki piechoty, dogoniły wreszcie swoich zmotoryzowanych towarzyszy broni. Przybyły 167 i 320 DP. Do 17 marca opór sowiecki stężał, wprowadzano nowe jednostki i ogromne ilości czołgów. Ataki Rosjan były jednak nieskuteczne i nieskoordynowane. Wokół samej tylko Borysowki sowieci stracili 46 czołgów, Niemcy zaś tylko 4. Jednak udało się powstrzymać marsz hitlerowców na wschód.

Po walkach w Charkowie, który zdobyto 14 marca a oczyszczono dzień później. Hoth rozkazał dywizjom SS przegrupować się by skierować je na Biełgorod. W pierwszej kolejności ruszyła LSSAH, 16 marca rozpoczęła natarcie i od razu natknęła się na silny opór 69 A. Dopiero przy wsparciu lotnictwa udało się wieczorem przełamać pozycje radzieckie. Następnego dnia wznowiono atak. Niestety rozpoczynające się roztopy spowodowały fatalną sytuację drogową i natarcie musiało zwolnić. Gdy LSSAH atakowała na północ to „Totenkopf” i „Das Reich” oczyszczały teren na południe od Charkowa z pozostałości wojsk sowieckich. Rano 18 marca LSSAH i „Das Reich” rozpoczęły atak osiągając szybki sukces, niszcząc 160 i 270 DP i 2 KPancGw, zdobywając wieczorem Biełgorod, który oddano bez walki. 167 i 320 DP zaatakowały 161 i 340 DP, które broniły skrzydła 69 A. Przełamano szybko opór sowiecki i okrążono 161 DP. „Grossdeutschland” nacierała z Borisowki w stronę Tomarowki, którą zdobyto następnego dnia. Dzięki działaniom „Grossdeutschland” i LSSAH zaczynał się tworzyć kocioł, w którym znalazły się jednostki 40 i 69 A w sile pięciu słabych dywizji, oraz elementy 2 i 5 KPancGw. W celu ułatwienia przebicia się do swoich Rosjanie wprowadzili do walki 3 i 5 KPancGw, który miał odblokować powstały kocioł w rejonie Ud. Pomoc na tyle się przydała, że 161 DP przebiła się z okrążenia i dotarła do własnych linii. Los pozostałych jednostek nie był tak szczęśliwy. Wielu udało się pojedynczo przebić, trzeba było jednak pozostawić cały sprzęt. Żołnierze, którym udało się przebić byli natychmiast wcielani do 40 A. Od 19 marca Niemcy konsolidowali swe pozycje prowadząc ograniczone działania zaczepne. Utworzono ciągły front. Rozpoczęło się też oczyszczanie i likwidowanie powstałych kotłów, w których pozostały jeszcze oddziały radzieckie. Opór rosyjski wzrastał, Stawka skierowała w rejon Charkowa kolejne siły. Dotarły tam 21 i 64 A i 1 APanc. Jednak największym czynnikiem wpływającym na wygaśnięcie ofensywy była pogoda. Wyczekiwane przez Rosjan roztopy właśnie się rozpoczęły i uniemożliwiły jakiekolwiek działania ofensywne.

Sukces osiągnięty przez Mansteina nie spełnił wszystkich jego oczekiwań. Nie udało się zaatakować i odciąć występu Kurskiego ze względu na roztopy i wyczerpanie wojsk. Nie udało się też całkowicie okrążyć sił radzieckich na jakie liczył Manstein. Dowództwo radzieckie popełniło wiele błędów podczas tej operacji, za które swoją krwią zapłacił żołnierz rosyjski. Zrządzeniem losu na czele Wermahtu stał wtedy Manstein, który prawdopodobną klęskę zmienił w ostatnie zwycięstwo. Zdecydował się na opuszczenie dużych połaci terenu, których i tak nie mógłby utrzymać. Nie miał oporów przed oddawaniem terenu, tak powinna właśnie wyglądać wojna manewrowa i tym sposobem zagnał Rosjan w pułapkę. Armia Czerwona chwyciła przynętę. Atak trzech grup pancernych całkowicie zaskoczył sowietów a ich reakcja na te wydarzenia okazał się zbyt wolna.

Straty po obu stronach były znaczne. Podczas samego „Galopu” i „Gwiazdy” Rosjanie stracili około 55 tys. żołnierzy. Podczas obrony Charkowa utracono 45 tys. ludzi. Straty w sprzęcie również były ogromne jednak można je było uzupełnić szybko dzięki gigantycznej produkcji przemysłowej ZSRR. 1 APanc w okresie 1 luty – 3 marca straciła około 8.000 ludzi a 4 APanc 15.000. Do tej liczby należy również liczbę rannych ocenianą na około 150.000. Straty niemieckie również można tylko oszacować. W okresie luty – marzec 1943 wyniosły one około 282.000 żołnierzy przy czym nie obejmują one strat Stalingradzkich. Całkowite straty Korpusu Pancernego SS wyniosły 11.000 żołnierzy czyli około 15% stanów.

Wygrana pod Charkowem spowodował odbudowanie wiary w społeczeństwie niemieckim w wygranie wojny z ZSRR. Niemcy ponownie starali się przejąć inicjatywę latem 1943. Letnia ofensywa o kryptonimie „Cytadela” ruszyła 5 lipca 1943 roku. Na nic zdała się jednak wielka mobilizacja sił. Bitwa kurska przyniosła klęskę III Rzeszy i ostatecznie siły Armii Czerwonej przejęły inicjatywę na froncie wschodnim. Dla strategów na Kremlu bitwa o Charków była tzw. kubłem zimnej wody. Stawka przestała stawiać przed wojskami nierealne cele. Zmieniono też organizację jednostek pancernych i zmotoryzowanych nie łącząc ich z oddziałami piechoty. Krwawo zdobyte doświadczenia spowodowało stałe zwiększanie się ilości i jakości sił sowieckich.

ostatnia ofensywa Mansteina cz. 1

Na temat działania niemieckich jednostek na froncie wschodnim podczas II wojny światowej urosło wiele mitów, są one powtarzane przez kolejne pokolenia osób, które zajmują się historią tego wielkiego konfliktu. Wokół całej II wojny światowej krąży wiele mitów, które warto by rozjaśnić i przedstawić szerzej gronu osób, które są tym tematem zainteresowane. Jednym z takich mitów to kontrofensywa podjęta przed upadającą III Rzeszę w Ardenach zimą 1944, wiele osób zajmujących się tym tematem twierdzi, że ta ofensywa była ostatnia. Jednak to nie prawda, gdyż podobną ofensywę o podobnym zasięgu i zaangażowaniu sił zbrojnych przeprowadziły wojska hitlerowskie wiosną na terenie Węgier. Fakt jest ten jednak mało znany nie tylko u nas w kraju, jednak w historiografii innych państw. Do podobnego mitu urósł fakt klęski 6 Armii pod Stalingradem. Nawet nie sam fakt klęski, która jest oczywistym faktem lecz tym co się stało później. Uważa się, że klęska Stalingradzka przesądziła o całkowitej porażce państw osi w II wojnie światowej. Twierdzi się, że ta porażka i sam Stalingrad był końcem jakichkolwiek udanych działań wojsk niemieckich na każdym froncie. Oczywiście dla Brytyjczyków tą bitwą jest El-Alamein, dla pozostałych tą bitwą jest Stalingrad. To ta bitwa miała spowodować całkowitą klęskę i porażkę wojsk niemieckich na froncie wschodnim, od tej pory Wermaht już tylko się wycofywał a jak to się skończyło wszyscy wiemy. Jednak ten mit, który urósł wokół bitwy Stalingradzkiej i tego co stało się potem jest nieprawdą. Wiele osób nie pamięta lub pomija to co stało się na początku roku 43, sam fakt wielkiej ofensywy, którą przeprowadziła wtedy STAWKA jest bezsporny, jednak jej zakończenie nie jest powszechnie znane. Ta wielka bitwa zakończyła się zwycięstwem jednostek SS wspieranymi przez Wermaht a jednostki radzieckie przestały istnieć. Ten sukces miał dwóch ojców, pierwszym z nich był oczywiście sam Hitler choć on nie zdawał sobie z tego sprawy. Dał on wolną rękę a nie czynił tego często, nie czynił tego nigdy, dał wolną rękę innemu dowódcy, geniuszowi niemieckiej armii von Manstein’owi. 

Chciałbym przedstawić przebieg bitwy na południowym skrzydle frontu wschodniego w lutym i marcu 1943 r. Ofensywa Armii Czerwonej rozwijająca się od bitwy Stalingradzkiej osiągnęła etap, w którym losy II wojny światowej mogły być zupełnie inne. Ogromna część wojsk niemieckich na froncie wschodnim zagrożona została okrążeniem i totalnym zniszczeniem. W historiografii angielskiej i niemieckiej bitwę tytułuje się jako „trzecią bitwą o Charków”, zaś w radzieckiej jako operacje „Gwiazda” lub „Galop”.

Wiedza popularna dotycząca  tematu frontu wschodniego jak i całej II wojny światowej to wiele mitów, zarówno dotyczących strony niemieckiej, jak i sowieckiej. W Polsce należącej do bloku socjalistycznego, historia ostatniego konfliktu światowego była często przekłamywana. Szczególnie działania sowiecko-niemieckie. Wiele faktów i danych było przed długi okres czasu niedostępnych.. Niektóre stawiane przeze mnie tezy mogą się wydać kontrowersyjne, cóż taka jest już historia, mam jednak nadzieję, że rozszerzę choć o ułamek wiedzę o tym okresie dziejów.

W zmaganiach o stolicę wschodniej Ukrainy istotną rolę odegrały dywizje Wafen-SS. To te jednostki były główną siłą zaczepno obronną sił niemieckich. W bitwie o Charków te oddziały stały się najważniejsze, co oczywiście okupiły poważnymi stratami.

Wszystko zaczęło się od bitwy Stalingradzkiej. 19 listopada Armia Czerwona rozpoczęła swą ofensywę o kryptonimie „Uranus”. W ciągu kilku dni 6 Armia i elementy  armii rumuński zostały okrążone pod Stalingradem. Atak radziecki nie był zaskoczeniem dla Wermahtu, nie spodziewano się jednak takiej skali ofensywy. Stawka do operacji zebrała ponad 1.100.000 żołnierzy, prawie 900 czołgów, 13.000 sztuk różnej artylerii oraz około 1100 samolotów. Rosjanie osiągnęli przewagę jak 2 do 1, a nie wliczając jednostek rumuńskich, których wartość bojowa była mierna to ten wskaźnik zmienia się jeszcze bardziej na korzyść wojsk sowieckich. Niemiecką reakcją na radziecką ofensywę były starania odblokowania kotła, jednak skończyły się one niepowodzeniem. Siły hitlerowskie skapitulowały po ciężkich walkach 2 lutego 1943 roku. 6 Armia straciła 147 tys. zabitych, 91 tys. jeńców. Straty sowieckie związane z likwidacją kotła są znaczne i szacowane są aż na pół miliona, w tym 155 tys. zabitych i 331 tys. rannych.

Wielu historyków twierdzi, że sytuacja po otoczeniu 6 Armii w Stalingradzie nie została w pełni wykorzystana przez Armię Czerwoną. Powinna ona atakować w kierunku Rostowa nad Donem, jednak skoncentrowała się na likwidacji kotła. Odcięcie wojsk niemieckich znajdujących się na Kaukazie mogło przypieczętować klęskę III Rzeszy już w początku 1943 roku, byłaby to szybka powtórka ze Stalingradu. Stalin jednak naciskał na likwidację kotła. W ZSRR ważne jeżeli nie najważniejsze były cele propagandowe a nie operacyjne i ten cel został zrealizowany w pierwszej kolejności. Ogólnym zadaniem jakie na początku 1943 r. Postawiono Frontowi Południowemu i Zakaukaskiemu, było rozbicie i uniemożliwienie  wycofania wojsk GA „A” z północnego Kaukazu. Wojska niemieckie udało się wycofać z Kaukazu pomimo ogromnego sprzeciwu Hitlera. Jednak po naciskach Mainsteina udało się ten cel zrealizować, nie do końca oczywiście gdyż nie wszystkie związki zostały zwolnione, jednak Grupa Armii A została przeniesiona i udało się uniknąć kolejnego wielkiego okrążenia.

W drugiej połowie stycznia 43 r. Stawka zdecydowała się na wyzwolenie prawobrzeżnej Ukrainy. Powtórzyła się sytuacja z roku poprzedniego, kontrofensywy pod Moskwą gdzie chciano osiągnąć zbyt wiele i zbyt małymi środkami do tak ambitnych planów. Operację nazwano „Gwiazda” (Zwezda). Najistotniejsze zadanie przypadło jednostkom dowodzonym przez  gen. Watutina, jego 6 A i 1 AGw miały dokonać przełamania sił niemieckich i ich okrążenia. Druga ofensywa odbywająca się w tym samym czasie i skoordynowana z działaniami Gwiazdy to ofensywa „Galop” (Skoczok) jej celem było związanie jednostek niemieckich okrążanych przez jednostki Watutina. Jednak przeprowadzenie tych działań nie było łatwe, nadal walczyła 6 A angażując znaczne siły radzieckie, poza tym szlaki komunikacyjne wydłużyły się bardzo. Armia radziecka musiała odbudować od 80% do 100% sieci kolejowej i drogowej oraz przepraw wodnych. Dostawy paliw spadły na początku roku do poziomu 6%, a droga, którą musiały przebyć materiały pędne wydłużyła się do 2000 km. Jednak decyzja zapadła i siły radzieckie miały atakować, Stawka nie brała pod uwagę wtedy sił niemieckich, uważano jest za całkowicie rozbite i nie oczekiwano prawie żadnego oporu. Dowódcy radzieccy uważali, że każda pauza da oddech nieprzyjacielowi i nie chcieli tak intratnej szansy wykorzystać. Przeprowadzono więc obie operacje bez przerwy operacyjnej i podciągnięcia rezerw i uzupełnień. Trzeba zaznaczyć, że raporty sowieckie z tamtego okresu mówią o dziennych stratach w jednostkach pancernych rzędu 10%.

Pod koniec stycznia los całego frontu południowego wisiał na włosku. Trzy niemieckie grupy Armii: „A”, „Don”, „B” były zagrożone okrążeniem i zniszczeniem. Gdyby do tego doszło wojna światowa trwała by znacznie krócej, gdyż kolejna klęska o wiele większa niż Stalingradzka stała by się gwoździem do trumny III Rzeszy. Rosjanie dobrze wiedzieli o takiej możliwości i ta perspektywa prawdopodobnie zaślepiła w jakimś sensie Stalina i jego wyższych dowódców. Zapomnieli o zeszłej zimie gdy ponieśli ogromne straty podczas ofensywy zimowej prowadzonej przez Żukowa.

„Galop” miał się zacząć 29 stycznia 1943 r. a w siódmym dniu operacji miał osiągnąć Mariupol leżący ponad 300 km od linii startowej ofensywy. W tym samym czasie miały być wyzwolone Zaporoże i Dniepropietrowsk. Front Południowy Malinowskiego miał współdziałać z siłami Watutina i naciskać na siły niemieckie, wyzwalając Rostów. Cele były bardzo ambitne co przytacza sama opinia Malinowskiego „opór nieprzyjaciela w wyniku pomyślnych działań naszych wojsk(…)został złamany. Obrona nieprzyjaciela została przełamana na szerokim froncie.[...]Powstała sytuacja sprzyjająca okrążeniu i rozgromieniu po kolei(…)zgrupowania nieprzyjaciela. W razie powodzenia „Galopu” okrążono by nie mniej niż 500.000 żołnierzy niemieckich, całe południowe skrzydło Wermahtu zostałoby unicestwione. Oznaczałoby to całkowitą klęskę III Rzeszy już w 1943 roku, stawka była więc wysoka więc nie dziwki ryzyko podejmowane przez sowietów. Dowództwo niemieckie w tym czasie dalekie było od optymizmu. Nie było rezerw a Hitler nie chciał przekazać Mainsteinowi sił 1APanc, które były wtedy na Kaukazie. W końcu sytuacja na froncie wymusiła na Fuhrerze przekazanie części sił z GA „A” W ostatniej chwili pięć dywizji dociera przez Rostów na miejsca wyjściowe zaczynającej się operacji „Galop”

SIŁY STRON W PRZEDEDNIU OPERACJI

Wojska radzieckie pod koniec stycznia były mocno wykrwawione na skutek walk trwających nieprzerwanie praktycznie od listopada ubiegłego roku. Dywizje piechoty były 20%-40% poniżej stanów, licząc po 6-8 tys. żołnierzy. Korpusy pancerne miały pod 30-50 sprawnych czołgów co stanowiło 15-25% sił wyjściowych. Jednak największym zmartwieniem sił sowieckich był stan piechoty. Stany bojowe były jeszcze do zaakceptowania jednak dużą ich część stanowili nowi rekruci, nie obyci z prawdziwą wojną. Spowodowało to tylko, że siła przebojowa sił sowieckich poważnie malała i skazywała całą operację „Galop” na duże ryzyko.

Front Watutina składał się z 6 A, 1 i 3 AGw, 5 APanc oraz mobilnej grupy Popowa. Liczył on na początku operacji 300 tys. żołnierzy i około 360 czołgów.

Siły niemieckie podobnie jak sowieckie były bardzo wyczerpane. To na nie miało spaść uderzenie grupy Watutina. Niemcy mieli siły zorganizowane w grupy „Lanz”, Hollidt” oraz 1 APanc, trzeba jednak pamiętać, że tylko część tych sił brała udział w odparciu operacji „Galop”. Niemcy mogli wystawić około 110 tys. żołnierzy oraz około 70 czołgów. Przewaga Rosjan była więc duża, wynosząca w ludziach 3:1 a w jednostkach pancernych aż 4:1.

6 A rozpoczęła zgodnie z planem, 29 stycznia. W sześć dni miała przebyć 110 km. Niemcy w tym rejonie posiadali dwie dywizje, 298 i 320 DP. Przełamania dokonano na prawym skrzydle 298 DP. Rosjanie osiągnęli natychmiastowe powodzenie. 298 DP musiała szukać drogi odwrotu tym bardziej, że atak 3 APanc i 172 DP groził jej całkowitym odcięciem. Odwrót był bardzo kosztowny dla dywizji i w końcu przestała być uznawana przez dowództwo niemieckie jako związek taktyczny. Podobne problemy trapiły 320 DP, którą to połączone siły 6, 267, 106 DP próbowały okrążyć i zniszczyć. Umiejętnie prowadzone działania odwrotowe uratowały tę dywizję przed całkowitym unicestwieniem. 2 lutego rozpoczęła się operacja „Gwiazda” więc Watutin przyśpieszył swoją 6A by mogła chronić 3APanc nacierającą na Charków. Jednak 6 A koncentrowała się na totalnym zniszczeniu 320 DP. Dywizja ta jednak przebiła się przez pozycje sowieckie, co okupiła kosztem prawie 4000  zabitych i rannych. 6 A podczas pierwszych dwóch tygodni operacji osiągnęła wszystkie stawiane przed nią cele. Pobiła 298 i 320 DP, sforsowała Doniec Siewierski i kontynuowała natarcie w kierunku zachodnim. Pojawiły się na jej drodze co prawda już przednie oddziały LSSAH jednak to nie był wtedy jeszcze duży problem. Zaczęła się jednak zarysowywać niebezpieczna tendencja, która doprowadzi w końcu do całkowitej zagłady 6 A, zbaczanie sił radzieckich w stronę najmniejszego oporu wroga.

1 AGw uderzyła na Niemców dzień później niż 6 A. Na prawym skrzydle atakował 4 KPGw, drugim ramieniem okrążenia miał być 6 KPGw. Bardzo ważna rolę przypisano grupie mobilnej Popowa, która miała przełamać niemiecką obronę przechodząc przez jej formacje piechoty i dokonać 300 kilometrowego rajdu na Mariupol.

Atak sowiecki rozpoczął się w nocy z 29 na 30 stycznia, wojska radzieckie szybko zepchnęły 19DPanc z jej pozycji obronnych, Niemcy prowadzili umiejętne działania opóźniające by ostatecznie wycofać się na południowy brzeg Dońca Siewierskiego. Sytuacja na froncie wyglądała bardzo korzystnie dla Armii Czerwonej. We froncie niemieckim zaczęła powstawać spora dziura nie obsadzona przez żadne oddziały. Odblokowana została droga na Sławiańsk, który był ważnym punktem komunikacyjnym, na szczęście dla Niemców udało się w ten rejon ściągnąć 7 DPanc oraz 3 DPanc i  333 DP. Od 2 lutego zaczął się atak wojsk sowieckich na Sławiańsk. Atakowała 195 DP poniosła jednak poważne straty. Kontratak niemieckiej 7 DPanc spowodował przejście sowietów do obrony. Dowództwo radzieckie zareagowało natychmiast i ściągnęło w ten rejon kolejne siły. Sławiańsk był ważny dla obu stron. Dla Rosjan stanowił zaporę, która praktycznie uniemożliwiała dalsze posuwanie się a dla Niemców był tzw. „łamaczem fal” przez, które wojska sowieckie nie mogły przejść, mogły by je tylko obejść narażając się jednak na kontratak w swoje odsłonięte skrzydło. Dowództwo sowieckie było bardzo sfrustrowane nie zajęciem Sławiańska, spływały tam kolejne siły, wpierw była to 57DPGw,  następnie 41DPGw. Rozpoczął się manewr jednostek sowieckich w kierunku zachodnim i przyniósł on ostatecznie zgubę sowietom.

3 AGw rozpoczęła natarcie 29 stycznia. Zadaniem było przebicie się przez jednostki niemieckie i parcie na zachód w rejon Stalino, gdzie miało dojść do spotkania z 1AGw i okrążenia sił niemieckich. 3 AGw nie udało się przełamać frontu niemieckiego, rozpoczęła się bardzo kosztowna operacja spychania wojsk niemieckich.

Przeciągające się walki o Sławiańsk nie były na rękę dowództwu sowieckiemu. Limity czasowe operacji zostały już przekroczone. Dodatkowo wojska radzieckie były przyciągane jak magnes do dziur powstałych w szyku wojsk niemieckich i parły tam na oślep, byle dalej.

Nowe cele, które zostały postawione jednostkom Watutina nie zostały zrealizowane, nie licząc zdobycia Łozowej przez 35 DPGw. Kolejnym sowieckim sukcesem było wyzwolenie Krasnoarmiejskoje, stało się to 11 lutego a dowództwo niemieckie było tym faktem bardzo zaskoczone a wręcz załamane gdyż myślano, że czołgi radzieckie przez niedostępny teren do tego miasta nie dotrą. Pod miejscowość Niemcy ściągnęli szybko Dywizję „Wiking”. Starano się kontratakować by odciąć Rosjan w Krasnoarmiejsku, jednak ten plan się nie powiódł, jednostki niemieckie zostały zatrzymane.

W trakcie walk  o Sławiańsk 6 A parła dalej na zachód gdzie koncentrował się korpus pancerny SS. Jednak sytuacja dla wojsk niemieckich nie była przyjemna, Rosjanie atakowali wszędzie, wydzierali każdy kawałek ziemi Wermahtowi. 6 A wyzwoliła Piereszczepino,35DPGw wkroczyła do Pawłogradu a następnie do Nowomoskowska. Radziecki ruch oporu wzniecał powstania w wyzwalanych miejscowościach co jeszcze utrudniało dodatkowo zadanie Niemcom. Partyzanci następnie dołączali się do wojsk Armii Czerwonej. Watutin w tej sytuacji zaryzykował, tworząc kolejna grupę mobilną, rozpraszał swe siły gdy wojska niemieckie nie były jeszcze pokonane. Z Francji Niemcy ściągnęli 15 DP, która była bardzo dobrze przygotowana do działań zimowych. Watutin ryzykował, chciał osiągnąć przeprawy na Dniestrze, które pozwoliły by na kolejną ofensywę. Niemcy nie mieliby wtedy punktu ryglowego jakim mogła być przeprawa wodna. Jednostki 1 AGw przegrupowywały się. Wiele jednostek przeszło obok niemieckiego „łamacza fal” jakim był Sławiańsk. Jednostki radzieckie maszerowały na zachód. Jednocześnie zaopatrzenie „Galopu” szwankowało. 4 KpancGw miał 18 lutego na stanie siedemnaście wozów bojowych. Inne jednostki miały podobne problemy. Niemcy wiedzieli o bardzo trudnej sytuacji zaopatrzeniowej strony radzieckiej, odczytywali sowieckie szyfrogramy i mieli pełny obraz sytuacji. Wojska radzieckie przeszły do obrony okrężnej, czekając na niemiecki kontratak. Nastąpił on już 18 lutego. 7 DPanc a następnie 333 DP i DGPanc SS „Wiking” zaatakowali siły 4KPancGw. Rosjanie utrzymali pozycje i przeprowadzili lokalne kontrataki. Niestety dowództwo radzieckie nie zdawało sobie sprawy z powagi sytuacji i krzepnięcia niemieckiej obrony. 19 lutego wydano rozkaz „rozkazujemy okrążenie i zniszczenie wrogiego ugrupowania(…)W żadnym przypadku nie możemy dopuścić aby, przeciwnik się wycofał.” Reakcja gen. Popowa była natychmiastowa, ściągnął kolejne jednostki z rezerw Stawki, przemieścił swoje oddziały by odblokowały 4 KPancGw, jednak 7 DPanc odcięła w końcu Rosjan, zdobywając przedmieścia Krasnoarmiejska. SS „Wiking” i 333 DP zacieśniały okrążenie i przygotowywały się do oczyszczenia miasta z sił sowieckich. Jednostki radzieckie, które szły z pomocą 4 Korpusowi zaczęły ulegać rozpadowi z powodu poniesionych strat i braków w zaopatrzeniu.  W ten sposób utracono 10 i 18 KPanc. W nocy z 20 na 21 lutego niedobitki 4KPancGw zaczęły się przebijać przez kordon niemiecki. Niedobitkom udało się dotrzeć do swoich i wcielono je do innej jednostki. Pod koniec lutego ofensywa radziecka straciła swój impet. Wszystkie jednostki sowieckie nie były w stanie  kontynuować natarcia. Próby przeciwdziałania tej sytuacji podjęte przez grupy mobilne nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Trwająca od ponad trzech miesięcy ofensywa wykrwawiła dywizje radzieckie. Pod koniec lutego były one bardzo wykrwawione oraz miały duże straty w sprzęcie. Jednak dowództwo radzieckie nie przewidywał pauzy operacyjnej decydując się na dalsze natarcie.

W tym samym czasie przeprowadzono operację „Gwiazda.” Stawka zdecydowała się na dalszą ofensywę bez przeprowadzenia przerwy operacyjnej uważając, że siły niemieckie w okolicach Charkowa są słabe i niewystarczające do obrony nawet zmęczonych i osłabionych lecz o wysokim morale sił radzieckich. Operacja miała się rozpocząć 2 lutego. Odpowiadało to Stawce, która uważała, że rozszerzając operacje na kolejne odcinki frontu doprowadzi do wyczerpania i zniszczenia Ostheer. Siły radzieckie podzielono na dwie części. Pierwszą składającą się z 40, 69 A i 3 APanc, nacierała na Charków. Druga w składzie 38 i 60 A uderzała na Kursk. Plan był prosty, 3 APanc miała obejść Charków od południa, 69 A atakowała frontalnie a 40 A obchodziła miasto od północy. 38 A osłaniała północne skrzydło a 60 A nacierała na Kursk. Głębokość operacji wynosiła 200-250 km. Rosjanie korzystający z doświadczeń z doświadczeń z ubiegłego roku i wiedząc, że Niemcy nie będą bronić całego frontu a tylko bronić się będą w umocnionych rejonach, głównie w większych miastach. Nacierano więc całym frontem, pomijając te umocnione rejony a likwidacją ich miały się zająć w późniejszym czasie jednostki piechoty. Pościg prowadzony przez jednostki pancerne miał uniemożliwić stworzenie kolejnych pozycji obronnych. Celem było zniszczenie jak największej liczy jednostek niemieckich w małych okrążeniach. Co miło doprowadzić do niedopuszczenia by siły Grupy Operacyjnej „Lanz” mogły się wycofać co mogło w efekcie doprowadzić do okrążenia całej grupy w okolicach Charkowa.

Siły bezpośrednio nacierające na Charków liczyły około 200.000 żołnierzy i ponad 300 czołgów. Niemcy mogli przeciwstawić tej sile, Grupę Operacyjną „Lanz” liczącą około 180.000 żołnierzy i około 300 czołgów. Nie wszystkie siły mogły być użyte w walce. 4 dywizje były odcięte na południowym skrzydle. Do Charkowa zaczęły przybywać jednostki Korpusu Pancernego SS. Dywizja „Das Reich” i „Grossdeutchland“. Gen. Lanz czekał na pozostałe jednostki Haussera, gdyż przewaga wojsk sowieckich była ogromna. Przeciwko 200.000 żołnierzy radzieckich stała tylko jedna dywizja Niemiecka. Była tam 168 DP jednak bardzo osłabiona i jedna „pełnokrwista” dywizja grenadierów pancernych, razem nie więcej jak 30.000 żołnierzy i kilkadziesiąt czołgów.

2 lutego rozpoczęto ofensywę. Mimo znaczących postępów korpusów pancernych 3 APanc, które wdarły się głęboko w niemiecką obronę, opór pułku „Deutschland” wstrzymał natarcie. Rosjanie skierowali swe oddziały na północ gdzie jednostki piechoty nie mogły uzyskać pełnego przełamania. Dodatkowo czołowe oddziały starły się z nadchodzącymi z zachodu oddziałami LSSAH.

69 A nie udało się przełamać niemieckiej obrony, zaczęło się „spychanie masą.” Jednostki niemieckie zaczęły odwrót stawiając zacięty opór. Niemcy starali się bronić tylko węzłów drogowych jednak ta taktyka nie przynosiła pozytywnych rezultatów. Rosjanie atakowali szerokim frontem, mogli sobie na to pozwolić z powodu użytych sił. Powodowało to, że niemieckie jednostki były przeskrzydlane i zagrożone oskrzydleniem, czego strona niemiecka starała się za wszelką cenę unikać.

40 A rozpoczęła atak dzień później. Jej cztery dywizje piechoty i brygada pancerna odniosły natychmiastowy sukces. Osłabiona 168 DP nie mogła powstrzymać sowietów gdyż brakowało jej odpowiednich środków. Już w pierwszym dniu 40 A pokonała 20 km. Sytuacja stawała się bardzo niebezpieczna dla wojsk niemieckich i tylko ich wzmocnienie mogłoby opanować sytuację w innym przypadku realne stawało się oddanie w ręce sowieckie Charkowa.

Formacje niemieckie znalazły się w bardzo trudnym położeniu. Pogarszająca się sytuacja zmusiła dowództwo niemieckie do natychmiastowego kierowania jednostek SS na front. W ostatniej chwili udało się wyładować jednostki LSSAH, które powstrzymały pędzące do przodu jednostki sowieckie. Bitwy spotkaniowe zatrzymały 12 i 15 KPanc wraz z towarzyszącą jej piechotą. Bardziej na południe 12KPanc wraz z 62 DP i 111 DP oraz 6 KKawGw atakowały na Czugajew, jednocześnie starając się obejść skrzydło LSSAH. Ponawiane ataki na linię Dońca Siewierskiego powodowały tylko straty po stronie sowieckiej. W celu przełamania impasu sowieci zdecydowali się na obejście południowego skrzydła Grupy „Lanz.” Znacznie bardziej złożona sytuacja wytworzyła się na północnym skrzydle gdzie dywizja „Das Reich” przeszła do kontrataku i poważnie zagroziła tyłom jednostek sowieckich. Sowieci nie rezygnując z czołowych i kosztownych ataków obchodzili jednocześnie skrzydła dywizji „Das Reich”, która w dniu 9 lutego dostała rozkaz odwrotu w stronę  Charkowa. Na północy „Grossdeutschland” prowadziła umiejętnie walki odwrotowe czym przyczyniła się do zahamowania postępów 69 A. Obie dywizje wycofały się do 10 lutego za Doniec i tam czekały na kolejne sowieckie ataki.

Impas 69 A i 3 Apanc zrekompensowała 40 A, która miała najdłuższą drogę do przebycia. Do 5 lutego jednostki 40 A podeszły pod Koroczę, którą zdobyły. Główne siły parły na Biełogorod docierając tam 7 lutego, który w nocy rozpoczęła szturmować. Niemcy nie mogli stawić trwałego oporu, zmuszeni zostali do wycofania. Sytuacja jaka się wytworzyła była bardzo niekorzystna dla Niemców . Groziła bowiem ich okrążeniem w rejonie Charkowa. Siły niemiecki zostały więc zmuszone do dalszego odwrotu na zachód. Dotychczasowy przebieg działań nie był zadowalający dla strony sowieckiej. Tylko 40 A osiągnęła sukces na innych odcinkach frontu Niemcy stawiali opór, nie pozwalając na dokonanie przełamania. 10 lutego Rosjanie wznowili ofensywę, której celem było wyzwolenie Charkowa. Rosjanie chcieli doprowadzić do okrążenia miasta i odcięcia tam jednostek Wermahtu, który starał się reagować na sytuację i wyznaczył LSSAH do kontrataku przeciwko okrążającemu 6 KkawGW, jednak ten atak po nikłych sukcesach został powstrzymany. W tym czasie jednostki radzieckie były już bardzo wykrwawione , dywizje liczyły między 1.000 a 3.500 żołnierzy. Jedyną nadzieją dla Rosjan było powodzenie 40 A, która wyzwoliła Biełgorod i następnie wznowiła natarcie. 13 lutego czołowe elementy sowieckie dotarły na przedmieścia Charkowa. Następnego dnia skierowano część jednostek na zachód w celu całkowitego odcięcia miasta. Szturm na Charków rozpoczął się 14 lutego. 40 A wkraczała do miasta od zachodu, 69 A od północy a 3 APanc od wschodu i południa. Hitler oczywiście rozkazał bronić Charkowa do „ostatniego żołnierza.” W takiej sytuacji okrążenie części sił LSSAH, SSDR i „Grossdeutschland” było pewne. Gen. Hausser nakazał ewakuację miasta, pomimo protestów dowództwa niemieckiego. Rozkaz został wykonany w ciągu kolejnych dwóch dni. Decyzja ta była bardzo ważna, uchroniła od zniszczenia dużą część sił niemieckich, które mogły być później użyte do kontrofensywy. 16 lutego rankiem pierwsze jednostki sowieckie weszły do miasta. Jednak sowietom nie udało się okrążyć żadnych jednostek Wermahtu i Waffen-SS, które wycofały się na zachód. Po zdobyciu Charkowa Rosjanie starali się przeć dalej na zachód. Dalszym celem ofensywy miał być Dnierp i Kijów. Było to jednak zadanie niemożliwe do wykonania. Jednostki radzieckie były na wyczerpaniu. Sowieci otrzymali tylko 1.600 żołnierzy z uzupełnień a prosili o 19.000. Ponownie największe sukcesy odniosła 40 A gen. Moskalenki, do 20 lutego osiągając linię Krasnopolje-Achtyrka. 69 A nacierała w centrum dochodząc po kilku dniach na odległość 40 km od Połtawy. Siły niemieckie w tym rejonie zaczęły się zwiększać do obecnych tam 168 DP i „Grossdeutschland” włączyły się posiłki w postaci 167 DP i pułku SS „Thule” z dywizji „Totenkopf.” Działania opóźniające wojsk niemieckich przynosiły rezultaty, a sowieci ponosili przy tym ogromne straty. W 3 APanc w dniu 18 lutego liczba czołgów spadła do 110 sztuk. Dodatkowo początkowo jednostki sowieckie koncentrowały się na zdobyciu Charkowa i tam koncentrowano wszelkie siły co powodowało dużą przewagę ilościową nad Niemcami, jednak po zajęciu miasta sytuacja się zmieniła. Armie prowadziły natarcie na rozbieżnych kierunkach, front stawał się coraz bardziej rozciągnięty i jego siły malały z dnia na dzień.

Opór stawiany przez Niemców spowodował znaczące spowolnienie ofensywy radzieckiej. Frontalna forma ataku stosowana przez wojska radzieckie kosztowała bardzo drogo. „Gwiazda” mogła się rozwijać pomimo przekroczenia ponad dwukrotnie harmonogramu czasowego. Charków zostały zdobyty, nie udało się jednak okrążyć i zniszczyć żadnych poważnych sił niemieckich. Wyznaczono za to kolejne cele operacyjne dla atakujących armii. Jednak w miarę oddalania się od własnych baz zaopatrzeniowych i na skutek ponoszonych strat wojska radzieckie traciły swą przewagę ilościową i efektywność. Oczywiście Niemcy nie omieszkali w kolejnych tygodniach wykorzystać tego faktu

Autorytet dalej

Czy autorytet jest obecnie potrzebny? Nie ma wątpliwości, że tak. Samo to zjawisko nigdy nie zginie mówią kolokwialnie. Obecnie nadal szukamy autorytetu, możliwe, że jest go znaleźć o wiele trudniej niż kiedyś. Zmieniły się czasy i warunki kształtowania autorytetu jednak on nigdy nie zaniknie więc nie mamy się o co martwić. Autorytet jest obecnie potrzebny jak nigdy dotąd, ludzkość rozwija się w bardzo szybkim tempie. Właśnie w takich warunkach potrzebne nam osoby, które będą mogły być dla nas autorytetem, które będą mogły kształtować nasze postawy, pomagać nam w wyborach, które dokonujemy. Autorytet jest nadal obecny w naszym życiu i nadal możemy podać przykłady ludzi, którzy są nadal autorytetami dla wielkiej grupy ludzi. Wiele osób mówi, że autorytet przeżywa kryzys, że trudno nam go znaleźć lub nie ma go wcale. To nie prawda, autorytety nadal istnieją, trudniej je może znaleźć, lecz istnieją i są wśród nas. Ludzie mają tendencję do wspominania i mówienia, że kiedyś to było lepiej, te dawne dzieje zawsze są lepsze, i kiedyś było dużo autorytetów, te lata wiążą się z naszą młodością i dlatego tak dobrze jest je wspominać. Nasza młodość to zawsze dobre lata i wspominamy je z rozrzewnieniem. W przeszłości wszystko jest lepsze i łatwiejsze. Życie jest zawsze trudne i skomplikowane. Samo zjawisko autorytetu jest nam bardzo potrzebne, nie da się bez niego żyć, ktoś musi nam pomagać kształtować nasze postawy a tylko ludzie o wysokim poziomie poważania czyli autorytetu mogą takie postawy kreować.

Obecnie samo zjawisko autorytetu często utożsamia się z pojęciem eksperta. Oba zjawiska są bardzo podobne i mają tą samą podstawę, wiedzę. Prawie każdy autorytet wiąże się z wiedzą, którą może przekazać, zjawisko eksperta jest tu podobne i te dwa terminy możemy traktować jako równoznaczne. Choć nie są tożsame do końca. Ekspert to tylko wiedza a autorytetem można być moralnym a ekspert już w tej dziedzinie nie musi mieć nic do powiedzenia. Jednak poprzez samo posiadanie wiedzy oba te zjawiska są tożsame. Przenikają się, jednak nie zastępują.

Samo zjawisko autorytetu jest bardzo potrzebne szczególnie przy rozwoju dzieci i młodzieży. To właśnie młodzi ludzie potrzebują wzorców do naśladowania na swe przyszłe życie, bez takich wzorów nie będą mogli pójść prawidłową drogą w swym rozwoju. Autorytet jest po to by dać przykład młodym ludziom jak żyć i postępować by samemu w przyszłości móc stać się autorytetem dla innych.

Autorytet

Autorytet, obecnie bardzo trudno zdefiniować te słowo. Mówi się wszędzie o upadku autorytetu, jego braku. Tak naprawdę autorytet nie zanikł, zmienił się a raczej zmieniły się nasze wymagania odnośnie autorytetu. Obecnie wiele osób mówi, że autorytetów nie ma, jednak to nie prawda. Wiele osób tak naprawdę nie wie co to jest autorytet, ma odnośnie niego nie wiadomo jakie wyobrażenia i wymagania. Ludzie nie wiedzą co to jest autorytet więc jest im o wiele łatwiej powiedzieć, że go nie ma, a zawsze wybieramy tą prostszą drogę. Prawdą jest, że autorytet przeżywa kryzys jednak nigdy nie zniknie i nie zniknął obecnie. Ludzie nie wiedzą czym jest autorytet, mają odnośnie niego zbyt wielkie oczekiwania i dlatego mówią, że on nie istnieje obecnie i wracają do dawnych czasów gdzie autorytety było wskazać łatwo. Autorytet przeżywa jakąś formę kryzysu z powodu wiedzy, którą się teraz posługujemy. Na świecie mamy teraz ogrom wykształconych ludzi, ci ludzie wiedzą czego chcą i dlatego mają bardzo wygórowane wymagania odnośnie autorytetu, bardzo trudno je spełnić. Wiem, że nikt nie jest idealny a ludzie chcieliby by autorytet był ideałem. Jednak taka forma autorytetu jest obecnie nie możliwa do zrealizowania. Pojedynczy człowiek nie może być autorytetem w każdej dziedzinie.

Kryzys autorytetu najbardziej widoczny jest w szkołach. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu nauczyciele byli dla uczniów autorytetami, cieszyli się szacunkiem i powagą. Jednak obecnie z roku na rok jest z tym coraz gorzej. Zawodu nauczyciela nie traktuje się już poważnie a sama osoba nauczyciela nie jest już szanowana praktycznie przez nikogo. Żaden z uczniów nie szanuje nauczycieli. Jedyne uczucie jakie uczniowie mogą żywić do nauczyciela to strach w innym przypadku traktują go tak jakby go nie było. Jednak nauczyciele nie potrafią wykształcić w uczniach autorytetu do siebie. Wielu z nauczycieli kojarzy i utożsamia strach z szacunkiem a to wielki błąd. Jednak tak jest łatwiej. Jeżeli dzieci boją się nauczyciela to on ma spokój i wszyscy są zadowoleni. Jednak takie postępowanie nie ma nic z autorytetem wspólnego. Kilkadziesiąt lat temu zawód nauczyciela wybierany był przez jednostki wartościowe, sam zwód był ważny i poważany dlatego też osoby, które go wybierały to same wartościowe jednostki więc jako, że do zawodu trafiały wartościowe jednostki to i sam zawód nauczyciela traktowany był w inny sposób niż obecnie. Teraz sytuację mamy innego typu, do zawodu nauczyciela trafiają jednostki najsłabsze. Każdy wartościowy człowiek wybiera inne zawody, lepiej płatne więc nikt nie interesuje się karierą nauczycielską gdyż jest to zawód bez przyszłości. Zostało tak, że zawód nauczyciela wybierają osoby, które nie mogły dostać się na jakiekolwiek inne studia, więc do zawodu trafiają osoby z niższymi kwalifikacjami i z o wiele mniejszą charyzmą. Obecnie też nie widać by ten trend miał szanse się zmienić.

Jeżeli chodzi o autorytety, niekwestionowanym jest dla nas Jan Paweł II, nie tylko dla Polaków ale także dla wielu mieszkańców świata. Jest on nie tylko autorytetem moralnym, ale co się rzadko zdarza autorytetem w każdej dziedzinie życia. Taki ludzi jest bardzo mało. Kolejna osoba, pan Owsiak, bardzo kontrowersyjna postać, budząca wiele odczuć. Dla wielu z nas autorytet. Jednak nie dla wszystkich. Bardzo bezkompromisowa postać, która stworzyła jedną z największych na świecie akcji charytatywnych. Jednak ma też w kraju swoich przeciwników. Wiele kontrowersji budzi koncert, który rokrocznie organizuje dla młodzieży jako podziękowanie z pracę przy organizacji styczniowej akcji zbiórki pieniędzy. Dla wielu osób autorytetem jest pan Kazik Staszewski. Muzyk, którego nagrań nie można posłuchać prawie nigdzie. Nikt nie puszcza jego nagrać w radiu ani w telewizji, jednak poprzez swoją pracę potrafił zbudować przez kilkanaście lat pracy ogromną pozycję. Nie stracił w oczach młodzieży tej młodszej i starszej nawet po publicznym przyznaniu się do problemu alkoholowego.

Zmiana warty

Ostatnim razem pisałem o Kuzaju. Teraz może pociągnę ten temat. Pewnie myślicie sobie, że jestem jakimś jego ogromnym fanem, a tak nie jest. Jestem zakochany, tak kocham, ale coś innego jakby, ten sport. Kibicuje po swojemu każdemu zawodnikowi, który się przyczynia do rozwoju tej dyscypliny. Więc gdy oglądam WRC to ok., fajnie się patrzy na Loeba, ale zawsze liczyłem, że Bosse mu pokaże gdzie jego miejsce. Tak samo kibicuje Solbergowi temu z Subaru, czy Hirvonenowi, no każdemu prawie, wszyscy na to zasługują. Mam oczywiście swoich faworytów, których dopinguje bardziej, ale głównie jestem za wszystkimi można powiedzieć. W Polsce mam podobnie, gdy widzę, że ktoś jest najlepszy to fajnie. Skoro nikt nie ma podejścia do Kuzaja obecnie to co mam zrobić. Wiem, że on jest najlepszy i nic z tym nie zrobię, jak bym nie dopingował Czopera to wiem, że on nie będzie tak szybki jak Kuzaj nigdy, nie wiem jak by się starał, ale tak szybki jak on nie będzie. Tylko to nie zmienia nic w moim dopingu dla niego. Może to przykre, ale taka jest prawda. Liczę gorąco, że ktoś w końcu Kuziego objedzie w równej walce. Nie z kolcami na drodze, co się u nas nie wiedzieć czemu w zeszłym roku działo, choć pamiętam, że takie sytuacje zdarzały się wcześniej. Ostatni rok jednak to już totalna przesada, wypaczająca wynik sportowej rywalizacji. Nie mam pojęcia po co ktoś to robi. Jeżeli ktoś podrzuca kolce bo ma jakiegoś tam faworyta i przez to eliminuje Kuchara, czy Bębenków z rajdu i ten jego koleś wskakuje na podium to tak naprawdę nic to nie zmienia. Ten gościu nie jest szybszy od nich i każdy to wie. Punkty i tytuły to nie wszystko w tym sporcie. Za to ja czekam z utęsknieniem aż ktoś objedzie w końcu w równej walce Leszka. Naprawdę liczę, że to się kiedyś stanie. Może ktoś z nowego pokolenia pokaże na co go stać. Mała nadzieja już jest. Leszek nie wygrywa już tak jak kiedyś z minutami przewagi, teraz są już tylko sekundy, czyli ktoś go ściga i to widać. Trzymam kciuki za grupę pościgową. Leszka nadal lubię, żeby nie było J

Qzi

W końcu wygrał, musiałem na to trochę poczekać. Zeszły sezon to porażka. Nie podoba mi się gdy wiem, że ktoś jest najlepszy i nie wygrywa, to nie jest sprawiedliwe, przyznacie. W tamtym roku i tak każdy wiedział, że Kuzaj jest najlepszy a wyszło jak wszyscy widzieli. Wygrał jakiś tam Francuz, którego Kuzi by objechał gdyby nie miał problemów i nie mam co do tego wątpliwości. Wiem, że Bryan miał lepszy samochód, ale co z tego. Wiele osób mówi, że to dobrze, że ktoś z zagranicy pokazał naszym chłopcom gdzie ich miejsce. Ja mówię, nie, on im nic nie pokazał, każdy z takim samochodem by coś takiego mógł pokazać. Zapraszam Bouffiera do PCWRC i zobaczymy co tam zdziała. Jestem pewny, że nie wskoczy na podium, a Kuzajowi się to udało, prawda. Nawet w zeszłym roku, pomimo tego prześladującego go pecha. Staram się zrozumieć Peugeota, ściągnął sobie kierowcę z obcego kraju, ok. Tylko w Polsce było masę kierowców, którzy czekali na taką szansę, co z nimi. Utalentowani chłopcy, młodzi jeszcze. Kto jeszcze pamięta Pelikana, jeździł kiedyś dla tej firmy, Adamus podobnie, dla nich miejsca Peugeot nie miał. Sztuka, super kierowca, fajny człowiek, dla niego też nic się nie znalazło. Po tak długiej przerwie wrócił i namieszał nie mało, prawda. To co stało się u nas w zeszłym roku to totalna porażka, nawet nie obchodzi mnie to, że nie Polak wygrał, chrzanić to, tylko każdego musi wyprowadzić z równowagi coś takiego, wiesz, że ktoś jest dobry i nic nie wygrywa. To tak jakby Loeb zajął w 2007 jakieś 4 miejsce a każdy wiedział, że był i jest najlepszy, Każdy powie, że to nie jest sprawiedliwe. Dobrze nikt nie mówi, że sport musi być sprawiedliwy, w piłce też nie zawsze lepsza drużyna wygrywa. Zgadzam się, Real nie zawsze wygrywa ale jest pierwszy w tabeli Primiera Division. To mi pasuje niech Kuzaj czasem przegra, ale skoro jest najlepszy to niech będzie na koniec sezonu. Może naprawdę zmienić coś z punktacją, więcej punktów za wygrane odcinki, nie wiem. Jeżeli macie jakieś propozycje to chętnie wysłucham, piszcie.

Prędkość

Na pomysł tego tekstu wpadłem jadąc sobie trasą Warszawa-Gdańsk, dwa pasy, więc można przycisnąć i normalnie jechać. Mam więc na liczniku 170 km/h i jadę sobie, nikomu nie wadzę. Patrzę po przeciwnej stronie stoją gliny i kogoś łapią na ten pistolet, znane miejsce, oni stoją zawsze w tych samych miejscach więc strasznie łatwo ich wyczuć. Jadę więc dalej i nagle patrzę a tu foto radar. Zaskoczyli mnie. Wpadka. Co gorsza nie mój samochód więc nawet nie dostanę normalnego mandatu tylko sprawa trafi do sądu. Kto to wymyślił nie mam pojęcia ale to przecież tylko Polska. Lepsze jest jeszcze to, że nie mam polskiego prawa jazdy. To będzie dla nich zagadka co ze mną zrobić. Jestem ciekaw co oni wykombinują ze mną. Zastanawiam się po co nam te wszystkie ograniczenia. Przecież na drogach nie jeżdżą samobójcy, każdy wie z jaką prędkością jechać by nie zrobić sobie krzywdy a tym bardziej komuś innemu. Więc czy te ograniczenia są czy ich nie ma jeździmy tak samo. Ja nie spotkałem jeszcze kierowcy, który jeździ zgodnie z wszystkimi ograniczeniami. Spoko spotykam czasem, jedzie radiowóz, ograniczenie do 40 a oni zasuwają 20 więc wlokę się z nimi bo co zrobić, wyprzedzić ich? Jak ich nie ma i ulica jest pusta to zasuwam nią ponad 100 i nikomu jeszcze krzywdy nie zrobiłem, więc po co to ograniczenie do 40. Mówią dla bezpieczeństwa ale czyjego, nie wiem do końca. Dziesięć lat jeżdżę i nie miałem wypadku a naprawdę zasuwam ostro tymi ulicami nawet po mieście. Żadnego wypadku, no czasem drobne stłuczki ale przez takie ofermy na drodze co za wolno jeżdżą. Miałem kiedyś gościa, który z lewego pasu skręcał w prawo, więc ja go od prawej bo chciałem wyprzedzić a, że to maluch to nie widziałem kierunkowskazu i przywaliłem mu w tył, zdarza się. Małą stłuczka była nikomu nic się nie stało. Kiedyś czytałem, że w USA chyba w Montanie zniesiono ograniczenie na dwa miesiące by się przekonać co się stanie. Stało się coś strasznego, poziom wypadków nie wzrósł a spadł o jakieś 3 promile, takie nic jakby. Te dane jednak ukryto by nikt o czyś taki się nie dowiedział. To mogło by wywołać rewolucję. Więc jeździmy z tymi ograniczeniami, ktoś nam to narzucił a my tego przestrzegamy. Płacimy za to czasem. Jeżeli nie jesteście zwolennikami ograniczeń to piszcie, dzielcie się swoimi spostrzeżeniami. Zbierzemy 100.000 podpisów i może uda się złożyć jakiś projekt ustawy do Sejmu RP. Pozdrawiam. 

Oponiarska ruletka

Myślałem sobie ostatnio o tym co stało się na ostatnim rajdzie Szwecji. Czasem zdarza się, że nie ma tam zbyt wiele śniegu na drogach. W tym roku było podobnie. Jednak ktoś z FIA wpadł na genialny pomysł by używać tylko okolcowanych opon na takie szutrowe odcinki. Trzeba być naprawdę nie powiem kim by zmuszać do tego kierowców. Takie przepisy i szanowna FIA nie może się ugiąć. Tak podobno zależy jej na bezpieczeństwie a tu coś takiego, ryzykują zdrowie kierowców, nic ich ono nie obchodzi, bo przepis to przecież przepis i nie da się go zmienić albo obejść. Porażka. Nie widzę powodu, dla którego kierowcy i teamy nie miałyby używać normalnych opon szutrowych nawet podczas rajdu rozgrywanego teoretycznie w warunkach zimowych. Tak naprawdę powinna być całkowita wolność oponiarska. FIA dała tylko taką furtkę na Monte, a dlaczego nie na inne rajdy. Te Monte jest znowu takie wyjątkowe, każdy rajd jest przecież specyficzny na swój sposób. Dobrze niech Monte ma ten swój czarny lód, ale każdy rajd ma coś swojego przecież. Dlaczego by nie pozwolić teamom decydować jakich opon będą używać. Wolność to wolność, jak ktoś będzie chciał sobie na rajdzie Niemiec założyć opony na szuter to proszę bardzo, twoja sprawa. Po co FIA ma w to maczać palce. Nie lubię takiego kontrolowania wszystkiego, bez przesady. Więc to co działo się w tym roku w Szwecji to wypaczenie w jakimś sensie sportowej rywalizacji i kto wie czy nie przez to Loeb wyleciał z trasy, ogólnie to mnie to trochę ucieszyło, ale taki niesmak pozostaje i kto wie. Każdy powie coś innego, poda inną przyczynę, wiem. Tylko nigdy nic nie wiadomo. Tegoroczna Szwecja mi się podobała pomimo tego, że Polaków nie było i to pierwszy raz od dekady jakby. Wyniki też były ciekawe, ale to co zrobili z oponami to chyba lekka przesada. Macie podobne zdanie lub inne, piszcie.

Mr. Perfect

Czasem myślę sobie, że on nie jest człowiekiem. Wszystko mu się udaje ma niewiarygodnego farta, udaje mu się wszystko wygrywać, nie ma nigdy żadnych problemów. Czy tak jest naprawdę. Czy On nie jest człowiekiem? Właśnie chyba o dziwo jest. Nawet nie mówię, że to udowadnia ostatni rajd Szwecji gdzie w końcu wyleciał, prawda. Nawet jemu może się to udać, a przecież to nie jego pierwszy raz, choć zdarza mu się to niezmiernie rzadko, ale się zdarza. Ta jego dominacja już mnie męczy, nawet nie, wkurza mnie. Jak długo można, a co gorsza po odejściu Bosse nie widzę teraz kandydatów na odebranie mu tronu. Hirvo jest jeszcze za młody jak sądzę, może za dwa lata ale nie w tym roku i to, że po Szwecji jest liderem po raz pierwszy w swym życiu tego nie zmieni. Za to Jari to  nadal wielka zagadka, wiedziałem już w zeszłym roku, że jest dobry, tylko czy na tyle by powstrzymać Loeba, chyba jeszcze nie. Najdziwniejsze jest to, że gdy Loeb trafił na oesy Mistrzostw Świata to myślałem, że będzie tylko specjalistą od asfaltów. Miał z niego wyrosnąć taki drugi Panizzi i koniec. Stało się jednak inaczej. Panizzi z niego wyrósł, ale ma w sobie coś więcej, prawda. Jak coś takiego jak te jego zwycięstwa w Monte ma człowieka nie wkurzać. Całe szczęście Bosse raz mu je odebrał bo tak miałby nieprzerwaną serię. Ja wiem, że wcześniej też Makienen miał serię, ale to nie było to co teraz się dzieje. Poza tym jego seria się skończyła a seria Loeba nie skończy się chyba nigdy, no może za 6 lat gdy odejdzie na emeryturę. Naprawdę żałuję, że Bosse nie wygrał w zeszłym roku, należało mu się, takie wpadki na koniec sezonu przekreśliły wszystko a naprawdę zasługiwał na ten tytuł, stało się jednak inaczej. Jeżeli myślicie jak ja czasem, że On nie jest człowiekiem tylko jakąś tam maszyną zesłaną przez zespół Citroena by objeżdżał wszystkich, to chyba tak nie jest. Jak udowodnić coś takiego? Mają z Sordo taki sam samochód, ale tylko Sordo może złapać kapcia, albo tylko on ma problemy z silnikiem lub zawieszeniem no z czymkolwiek. To nie może być przypadek. Umiejętności, tak to jedynie mogę nazwać, coś w tym musi być. Co mi pozostaje, czekać z utęsknieniem do momentu pokonania go przez innego kierowcę, mam nadzieje, że czekacie ze mną. Jeżeli chcecie podzielić się swymi przemyśleniami na ten temat to piszcie.