27.08.2006 – 11:07

Pisać trzeba gdy nie ma na to odpowiedniej pory. W momencie gdy chce się robić coś innego, przyjemniejszego. Gdybym napisał to o szóstej, myślałem, że tego nie da się zapomnieć, a jednak się dało. Teraz już nie pamiętam jak miała na imię.

Chłopak, a może już mężczyzna. Wyglądał tak na 20 kilka lat, opiekował się małą kilkuletnią dziewczynką. On średniego wzrostu, szczupły, o krótkich ciemnych włosach. Cała jego sylwetka była taka ciemna i smutna. Opiekował się dziewczynką, której włosy były tak czarne jak węgiel.. Jej rodzice byli dyplomatami, mieszane małżeństwo. Dziewczynka zachowała większość ajatyckich cech wyglądu i charakteru. Rodzice nie mieli dla niej czasu. Zajmowali się swoimi sprawami, córkę posyłano więc do szkoły. Po zajęciach dziewczynką zajmował się najęty przez rodziców opiekun. Chłopak, w którego oczach widać było smutek i ogromną pustkę, samotność przenikała całą jego postać. Były jednak chwile gdy czerń z oka była wyjmowana. Prawdopodobnie dlatego został przyjęty do tej pracy. Był strasznie cichy, spokojny i pokorny, nie potrzebował wiele. Rodzice małej mieszkali w ustronnym miejscu, od głównej drogi prowadziła do posiadłości aleja, którą przykrywały korony drzew. Miało się wrażenie, że cała ta droga została w magiczny sposób zadaszona. On zaprowadzał i odbierał ją ze szkoły. Najczęsciej pieszo lub ewentualnie rowerem. Najbardziej lubił gdy sadzał ją na bagażniku z przodu roweru. Dziewczynka chodziła do japońskiej szkoły. Cały wystrój szkoły stylizowany był na klasyczno japoński. Szkoła znajdowała się w normalnym nowoczesnym budynku. Jednak gdy przekraczało się próg szkoły, otwierając jej drzwi, wszystko zmieniało się jak za dotknięciem magicznej różdżki. Czas cofał się o 200 lat. Z wszystkich chwil, które spędzili razem najważniejsza była ta ostatnia. Chłopak przeczuwał, że coś jest nie tak, coś stało się z rodzicami, czuł, że małej coś grozi. Ktoś chciał ją zabrać. Gdy jechali do szkoły wszystko było ok. W budynku, w którym była szkoła wybuchła panika. Ktoś krzykną na małą i pod pretekstem kradzieży chciał ją zabrać. Padły strzały, ogromna sala zrobiła się nagle pusta. Chłopak ukrył się z małą na schodach, którymi schodziło się do szkoły. Słychać było jakby na górze ktoś coś przeczesywał. Szukał w każdym miejscu, by coś lub kogoś znaleźć. Dla małej było to ciekawe. Interesowały ją te dzwięki. Wyszła więc z ukrycia srawdzić co się dzieje. Chłopak pobiegł za nią. Zobaczył ich człowiek, ubrany z ciemne czarne na kant spodnie i jasno niebieską koszulę. Wyglądał jak policjant.Chłopak pomyślał, to już koniec. Zabiorą ją. Zapytał się policjanta, czy możeostatni raz zaprowadzić małą do szkoły. On odpowiedział z uśmiechem „nie jestem z policji, pracuje w szkole, szukam dziewczynki, która spóźniła się na zajęcia.” Już idziemy, odpowiedział chłopak. Pracownik szkoły nagle zniknął do drzwi zaczął się nagle ktoś dobijać. Chłopak złapał małą za ręke i zaczeli zbiegać po schodach do szkoły. Udał im się tam wejść, przekroczyć tę magiczną granicę między światem realnym a tym bajecznym. Chłopak zamknął drzwi i pobiegli dalej w głąb szkoły. Weszli po drobnych schodkach i zatrzymali się w małym ustronnym hallu przed wejściem do klasy. Chłopak zatrzymał małą, słychać już było w oddali ludzi próbujących otworzyć drzwi i wedrzeć się tu by odebrać mu dziecko. Chłopak usiadł przed małą i powiedział jej – „wiesz przychodzą do nas czasem takie chwile, że musisz opuścić osobę, którą bardzo lubisz i wiesz, że będziesz za nią bardzo tęskniła. Widzisz tę rybkę na stoliku, Yuko. Widzisz ona będzie za tobą badzo tęskniła. Bardzo.” Chłopcu płynęły łzy po policzkach gdy to mówił. Mała rzuciła się mu na szyje. Krople jej łez spływały mu po szyji. Wiedziała, że to on jet Yuko.