24.08.2006

11:12

Smutne mam chwile ostatnimi dniami. Leży na podłodze laptop do zrobienia, cały już prawie rozebrany. Jakoś nie mam ochoty by się do tego zabrać. Leżę sobie na łóżku, myślę, piszę, wspominam.

Widzę jak Ania otwiera mi drzwi, wychodząc z pod prysznica. Wstydzi się, ukrywa swą nagość, choć jest w szlafroku. Ja kładę się ze smutkiem na kanapie tak by plecy na niej leżały a nogi zwisały z łokietników. Ania mówiła coś do mnie, jednak słyszałem piąte przez dziesiąte, czyli niewiele. Wszystko zagłuszała Pidżama Porno. Myślałem później, przed snem. Jeżeli mam sobie czegoś życzyć to chce by Ona nie wstydziła się, nie czuła skrępowania w żadnej sytuacji, gdy jestem przy niej. Była już ubrana, gdy ją zobaczyłem, moje oczy były nadal smutne, widok ukochanej mi osoby nie przyniósł ukojenia. Raczej więcej rozterek, smutku.

Brązowe spodnie, a do nich kupione brązowe stringi. Tak sobie wtedy pomyślałem, choć nie było ich widać. Wydawało mi się tylko, że widzę takie cieniutkie skrawki materiału, które wystają z brzegu spodni. Biały top w takie niewidoczne i trudne do określenia kształty, nie zapięty na ostatni guzik. Nie było, więc szansy by nie zobaczyć czarnego stanika. Słuchałem i rozmawiałem nadal czując smutek w mej duszy. Cały czas taki odległy, osierocony. Zadzwonił Grzegorz, nie wiem, o czym rozmawiali, o samochodzie, to na pewno, a o czym jeszcze. Co jej powiedział? Jej oczy stawały się z każdym słowem bardziej iskrzące, uśmiechały się do rozmówcy jak do najczulszego kochanka. Takie oczy chciałbym dla siebie, bym mógł patrzeć jak one uśmiechają się do mnie, jak marzą by być przy mnie. Wracając do obserwacji materialnych, majteczki i tak widziałem, gdy wysiadała z samochodu. Biodrówki są zbyt luźne by mogły je zakryć. To zaleta tych brązowych spodni, są bardzo luźne. Od pasa przez całą ich długość. Rozszerzając się ku dołowi, tworzą tak zwane spodnie dzwonowate. Te rozszerzone nogawki potrafią się rozkosznie rozpływać po stopach i lekko dotykać gruntu. Osiąga się takie wrażenie płynięcia osoby w nich podróżującej. Do tego ta miękkość powodująca delikatne kotłowanie nogawek. Ania wysiada z samochodu, podążyła do mechanika. Ja wybierałem włosy, a dokładnie jeden jej włos, który został u mnie na fotelu i odłożyłem go na półkę. Pojechaliśmy sprawdzić samochód. Przyśpieszenie w porównaniu do mojego oszałamiające, czy to szuter, czy asfalt. Wybieranie nierówności, ok, standard, ale trochę za miękki dla mnie, a może za mało przejechałem.

Ania pojechała do pracy, zostałem myśląc sobie, do Karpacza nie pojadę nigdy. To już nie jest miasto dla mnie. Ania musi pojechać, zrobię tyle ile się da by pojechali, to moje szczęście. Wiesz, co jest prawdą? Wszystko, co robię, robię dla Ciebie.

14:26

Musiałem zobaczyć Anie, przypomniało mi się coś. Na biodrze z prawej strony, taki drobny mały siniak. Tak jakby Anie ktoś złapał mocno właśnie w tym miejscu i trzymał przez kilka minut. Może to były za ciasne spodnie? Nie wiem, ale myśli mam zawsze najczarniejsze.

22.08.2006

Myślę sobie, że Ania, ale nie tylko ona, ma o mnie zbyt wielkie mniemanie. Czy w ogóle takie słowo istnieje? Mówi się tak czasem, a nigdy nie sprawdzałem jak to się pisze. Wydaje mi się, że Ania myśli, że dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych. Jednak są. Mam takie przeczucie, że Ania pomimo wielkiego uczucia, którym mnie obdarza, chciałaby bym znalazł sobie kogoś. Czuje, że o tym myśli, ale nie chce lub boi się to wypowiedzieć. Czy to jest tak, że czuje jak mnie krzywdzi lub sprawia ból samej sobie? Jednak nie posądzam jej o tak egoistyczne myśli, więc obstaje przy tym, że, myśl o tym krzywdzeniu mojej osoby, bardziej mojego serca, nie jest jej domeną. Czy chce bym poznał kogoś, spotkał kobietę, którą będę mógł obdarzyć taj jak ją uczuciem głębokim, bezgraniczną miłością można by rzec. Dlatego była zdziwiona, gdy Monika mi odmówiła? Czy, myślała, że ona mi nie odmówi, bo przecież każdy musi za mną szaleć? Zostawiam to już za sobą, choć to wszystko takie przykre.

Pamiętam jak myślałem o tym, co by było gdybym stał przed kościołem czekając na złożenie życzeń a Ania pojawia się tuż obok, bo idzie na inny ślub. Ona widzi mnie z inną kobietą. Myślę, że nie dałbym sobie z tym rady.

Gdy ją widzę nie mogę wydusić z siebie słowa, tak pragnę dotyku, spojrzeniem zapachu. Nie mam czasu na żadne słowa. To moje spojrzenie jak modlitwa o lepsze jutro, o to bym mógł tak patrzeć wieki. Ostatnio patrzyłem znowu. Nie podszedłem nawet by się przywitać. Nic tylko patrzyłem. Jak rozmawia, co dzieje się z jej ustami, z oczami, czy wie, że ja jestem tam gdzieś w oddali? Zamknięty w swoim świecie. Ktoś, kto ma wyjechać, tak. Dlaczego ma wyjechać? On już wyjechać nie może.

18.08.2006 – 18:39

Nie wszystko układa się tak jak byśmy tego chcieli. To miasto, w którym mieszkam mnie jakoś przytłacza, a może to tylko myśl, że tu wszystko jest takie same, niezmienne. Po raz pierwszy w życiu zrobiłem zakupy za ponad tysiąc złotych. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby był to komputer lub samochód, to całkiem oczywiste przecież, ale to były ciuchy. Tak naprawdę to nawet nie wiem czy kupowałem to dla siebie czy właśnie dla Ani, by mogła spojrzeć, choć raz jak mi w tym dobrze. Koszule, którą ja nazwałem gejowską, gdy pierwszy raz mi ją pokazała Ania, kupiłem ją. Choć w tym sklepie, którym byliśmy już jej nie było. Moje tłumaczenie, że byłem tu miesiąc wcześniej i wisiała w tym miejscu na niewiele się zdało. Pani odesłała mnie do Arkadii. Tam znalazłem, ale tylko biało-niebieską. Byłem już taj zdesperowany, że sam odezwałem się do sprzedawcy, normalnie niespotykane u mnie, no i znalazł się mój skarb. Ponad 200 km drogi by potem to niepostrzeżenie założyć, pokazać się Jej w tym by usłyszeć „kochany jesteś”. Prawdziwe życie nie jest tak piękne jak nasze marzenia. Nie zawsze słyszymy to, co byśmy chcieli w danej chwili usłyszeć. Wiem za to na pewno, że Ani się podobało, a co czuła, gdy mnie zobaczyła dowie się pewnie już niedługo, a kolejna niespodzianka w zanadrzu.

Jeszcze jedna sprawa na dziś. Gosia powiedziała, dokładniej to napisała, że nie pójdzie ze mną na wesele. Choć bardzo chciałaby wybawić się ze mną. Zapytała się czy się nie gniewam? Jak można się gniewać na odmowę. Raczej może być przykro. Odpisałem, że nic się nie stało, że wszystko rozumiem, staram się zrozumieć. Kolejny raz czułem się odrzucony i nie mogłem sobie wytłumaczyć, że to nic wielkiego, że to nic nie znaczy. Wyszedłem na taras, szukałem słońca. Chciałem ogrzać to moje zranione serce, a może to tylko duma. Położyłem się na leżaku. Niebo było zachmurzone, słońce świeciło, prażyło mocno poprzez cienką warstwę chmur. Łzy zaczęły spływać po moich policzkach by później kapać na moją pierś. Myślałem, że słońce je wysuszy, niestety, to nie jest tak proste jak by się wydawało. Łzy płyną szybko a słońce pali za słabo. Powtarza sobie, przecież jestem szczęśliwy, mam wszystko. Jestem szczęśliwy, rodzice znowu razem, nie chce nic dla siebie, tak, jestem szczęśliwy.

15.08.2006 – 18:01

Oczywiście nie skończyłem ostatnio wątku, dojechałem do dworca, a na wschodnim pisać się już nie dało, jak i później w pociągu. Słuchałem muzyki, słuchałem jej tak jakby Ania cały czas była przy mnie. Choć byłem otoczony zupełnie obcymi mi osobami prowadziłem z Anią dialog w najlepsze. Raczej było to monolog, który odbywał się w mojej głowie. Wyobrażałem sobie, że siedzimy razem w przedziale i mamy po słuchawce na uszach a ja Ani tłumacze do drugiego ucha z angielskiego, o czym jest dana piosenka. W końcu doszło do B. Adamsa i wtedy pomyślałem, że to są świetne słowa na przysięgę małżeńską, no może bym je troszkę zmienił, ale większość zostawiam. Przy słowach tej piosenki myślałem, dlaczego ich nigdy nie wypowiem, dlaczego człowiek, który może napisać, wymyślić ich kilka nigdy ich nie wypowie do osoby, której pragnie. Gdy tak tłumaczyłem i doszedłem do słów „zginę za Ciebie” kilka łez popłynęło po moim prawym policzku. Dlaczego prawym, nie wiem. Nawet nie od strony serca te łzy. Dziwne, prawda. Ciekaw jestem, co pomyślała dziewczyna, która siedziała na przeciw mnie. Słuchawki na uszach sprawiają, że odgradzasz się od otoczenia, dajesz znak, że nic nie słyszysz, nic cię nie interesuje. Jesteś w swoim świecie. Ten świat jak widać też coś czuje. Podobną sytuacje miałem w kinie, tylko, że tam jest ciemno. Byłem czasem na filmach piosenki, których nikt nie tłumaczył, nie było lektora, ni napisów, które mówiły nam, o czym jest dana piosenka. Tłumaczyłem je, więc Ani. Mówiłem je cicho do jej ucha, mogąc tym samym od czasu do czasu muskać swymi ustami jej ucho. Prawie jak pocałunek. Wyobrażałem sobie jak ludzie zwracają mi uwagę bym był cicho. Piękne, smutne? A może to i to?

Gdy wysiadałem z pociągu szukałem zielono-zielonego samochodu. Marzyłem, że może tak bez słowa po mnie przyjechać. Tak na chwile, by tylko mnie zobaczyć. Rozglądałem się jeszcze idąc w stronę domu, szukając ostatniej szansy. Na zakończenie jeszcze jedna myśl z dnia dzisiejszego. Myślałem o kartce, która dała mi Ania przed wyjazdem, Kartka ta jest już zniszczona tak jak lubię, do tego jeszcze zmokła wiec jest trochę rozmazana. Ania była ze mną na każdym seansie, to prawda. Oczywiście nie fizycznie, w mojej głowie była cały czas. Myślałem dziś o tym, co będzie jak zaraz do niej pojadę i zapyta mnie czy gdy oglądałem tak te średnio 5 filmów dziennie, to czy coś pamiętam z tych filmów. Marzyłem o tym, chce by o to zapytała. Oczywiście myślałem o tym w trakcie filmu „lemoniadowy joe”, przez co jedna scena mi umknęła. Gdy tak marzyłem o tym pytaniu i słyszałem je w swojej głowie, to odpowiedziałbym tak.

Ania pyta:

- Tomku, jak tak oglądałeś, któryś tam film z rzędu to pamiętasz w końcu, co było, w czym

- No, tak ogólnie to pamiętam, choć miałem takie momenty, że się zamyślałem i odlatywałem

- Czyli nie uważałeś do końca, a o czym myślałeś?

- O promykach słońca. Na sali kinowej jest tak ciemno, że musiałem do nich zatęsknić.

Pomyślałem jeszcze czy Grześ się domyśli, o czym tak naprawdę mówię. Czy może ten język potrafią zrozumieć osoby, które łączy coś więcej. Osoby, które czytają między wierszami.

Pociąg Sudety 14.08.2006

Kilka przemyśleń z wcześniejszych podróży, które pamiętam. Często nie kończę myśli, to po pierwsze. Z reguły dzieje się tak, że ktoś przeszkadza lub zwyczajnie kończy się czas. Po drugie, w pociągu łatwiej zebrać myśli, za to bardzo trzęsie, co nie ułatwia przelewania myśli na papier. Zastanawiam się czy jest coś takiego jak literatura pytań. Jest przecież literatura faktu itd., ale czy jest literatura pytań, o to nie taka, że syntezą książki jest pytanie, jakiś problem do przemyśleń. U siebie widzę raczej pytanie na pytaniu. Co daje takie zadawanie pytań? Czy ktoś na nie odpowie? Czy to może jakaś forma oczyszczenia? Choć wydaje mi się, że pytania, które czasem stawiam nie są wcale głupie, nie jest łatwo na nie odpowiedzieć, a każdy mógłby odpowiedzieć na nie inaczej. Może to jednak brak rozmowy z bliskimi powoduje, że tych pytań w mej głowie jest tak wiele. To na, tyle jeżeli chodzi o literaturę pytań.

Gdy byłem takim małym szkrabem to chciałem być dorosły. Myślałem, że świat dorosłych, to świat bez problemów, bez łez i strachu. Dorastając nie chciałem wiedzieć zmian, które mnie dotykały. Problemów i łez wcale nie ubywało. Chciałem widzieć dorosłego jako takiego czystego, samowystarczalnego człowieka. Pewnie już takiego, który nie potrzebuje uczuć. Nie chce nic dla siebie. Całe uczucie przelewa na dziecko, jeżeli je posiada oczywiście. Wychowałem się w bloku, na osiedlu, gdzie była masa dzieci. Wszyscy mieli rodziców, lepszych, gorszych, ale mieli. Z tego wszystkiego pamiętam, że rodzice, gdy już mieli dziecko to zajmowali się już tylko nim. Nie widziałem miłości pomiędzy dorosłymi, i nie chodzi o jakąś tam fizyczność, ale o romantyzm, uczucie, spojrzenie, przytulanie. Domeną miłości były lata młodzieńcze, czyli gdy człowiek dopiero zaczyna być dorosłym, a potem tak miłość się kończy i przelewa się na dzieci. Dlaczego tak myślałem? Czyżby nie, dlatego, że w moim domu nie było miłości? Kiedy i gdzie rodzice się kochali? Nie wiem, nie pamiętam, nie widziałem, nie słyszałem. Ni tej fizyczności, ni romantyczności. Czy dlatego nie chcę dorosnąć? Boję się zaangażować, bo właśnie boję się, że świat uczuć w tym momencie się dla mnie skończy. Ludzie, którzy się kochali zamykają się w klatce. Nie wiem, naprawdę nie wiem jak to jest z tymi wszystkimi uczuciami. Dziś myślałem oglądając film „jak w niebie”, dlaczego znowu film o miłości, o przeróżnych uczuciach, które w nas siedzą. O tym, że boimy się je wypowiadać, boimy się o nich mówić. Dlaczego ktoś próbuje opowiedzieć tę historię na swój własny sposób? Czy to się kiedyś skończy? Przecież właśnie teraz mówimy więcej, staramy się rozmawiać. Czy wcześniej się o tych uczuciach aż tyle się pisało, mówiło, kręciło? Wydaje mi się, że właśnie nie. Teraz jesteśmy przecież bardziej otwarci, mamy więcej możliwości by kogoś poznać, mamy więcej czasu na rozmowę. Cóż się dzieje, no właśnie, jednak cały ten czas to za mało. Pomimo tego, że wszyscy szukamy, pragniemy, nie znajdujemy tego. Właśnie cały czas nam tego brakuje. Gubię się, nie tak to miało być. Nie tak wyglądać. Dwie przeciwstawne tezy. Którą wybrać, która jest prawdziwa, a może temat za bardzo spłaszczam? Może jest tu gdzieś druga strona, inne spojrzenie na to wszystko. Jeżeli mam już odpowiedzieć na jakieś pytanie, to myślę, że jest to droga bez końca, a historie o braku miłości nie zostaną nigdy do końca rozwiązane. Pomimo naszych usilnych starań. Muszę zapamiętać by wrócić jeszcze do tego tematu w przyszłości, by przedstawić tą inną stronę, ludzi, w których miłości nie widzę, takich, którzy jej wcale nie szukają, a może to inny wymiar miłości. Przemyślę i napiszę. Przypomnij mi Aniu.

Miałem pisać o miłości rodzicielskiej, o tym, że dorosły to nie bryła lodu jak myślałem w dzieciństwie, a strąciłem wątek i zrobiła mi się długa dygresja, choć również o uczuciach. Ja uciekam przed wszystkimi uczuciami, które spływały na mnie ze strony rodziców. Głównie mamy. Tata był taki wycofany, tak czułem. Sam pewnie miał i nadal ma problemy z ich okazaniem, nikt może mu tego nie pokazał. Wychował swoje dzieci w sferze uczuć jak on był wychowywany przez swoim rodziców. Myślał, że tak właśnie jest dobrze. Sprawić by dzieci miały wszystko, by im nic nie brakowało w kwestii materialnej. Jak się okazuje to jednak za mało. Niektórym to wystarcza, dla innych to za mało, o dziwo ta strona materialna, choć ważna okazuje się niewystarczająca. Ludzie chyba są leniwi. Wszyscy jesteśmy leniwi. Niech będzie, że większość. Dlaczego, no właśnie, dlatego, że tą stronę materialną zdobyć łatwiej, wszyscy za tym gonimy. Pozostawiając sferę uczuć, traktując ją po macoszemu. Dlaczego? A no właśnie, dlatego, że jest trudniejsza a wszyscy chcemy mieć święty spokój, prawda? Czy nie, dlatego jesteśmy tacy samotni, bo nie potrafimy zbudować uczuć rodzić-dziecko a później kobieta-mężczyza, by nie powiedzieć żona-mąż. Rodzice pokazali nam jak zdobywać tą sferę materialną, więc ją budujemy, a kto nam pokaże jak kochać, kto nas tego nauczy? Może właśnie nadszedł czas byśmy wzięli ster w swoje ręce i zaczęli uczyć rodziców, lub spróbowali wszystkiego od nowa. Porzucając tą ciemną przeszłość.

Zwierzyniec 12.08.06 – 21:30

Wiele myśli przebiega przez mą głowę. Bardzo boję się o Anię. Mam takie dziwne przeczucie, że nigdy nie mogłaby być przy mnie bezpieczna. Nie mam wątpliwości, że byłaby bezpieczna psychicznie. Jednak martwi mnie coś innego. Przed oczami staje mi sytuacja, gdy nie mogę jej pomóc fizycznie. Widzę nas w ogromnym pokoju, gdzie nie mogę nic zrobić, a Ania jest zdana na łaskę innego mężczyzny. Dlaczego nachodzą mnie takie myśli? Dlaczego właśnie takie czarne, dlaczego gwałt? Jak to jest z kobietami? Ich psychika jest podobno tak skomplikowana. Czy tak naprawdę można zgwałcić kobietę, wziąć przemocą? Co wtedy czuje? Każda kobieta odbierać to może przecież inaczej. Jedne leczą się z tego całe życie, z innych to spływa jak woda. Jak to się dzieje, że sam widok, sam zapach powoduje, że kobieta jest gotowa? Wystarczy tylko i aż spojrzenie. W takim przypadku przecież sama miłość i pragnienie wystarczą by pobudzić i przeżyć chwile rozkoszy. Co się dzieje, gdy kobieta tej miłości nie czuje, gdy nie pożąda, nie pragnie? Co naprawdę czuje? Czy może przeżyć to samo z mężczyzną, którego nie kocha, którego nie pragnie? Boję się, że Ania jest krzywdzona, a, ja nic nie mogę zrobić. Właśnie, co zrobić z taką bezsilnością, czy warto się nad tym w ogóle zastanawiać, czy warto myśleć o swoich i cudzych postawach w sytuacjach ekstremalnych?

Zwierzyniec 11.08.2006

Gdybym potrafił przelewać na papier to samo co myślę. To co mówię do Ani. Nie jestem widocznie tak zżyty z kartką papieru, nie potrafię jej zaufać na tyle by wyrazić wszystko co chce. A mogłoby być tak pięknie. Mam takie wrażenie, że wszyscy tu piszą, ktoś wychodzi z seansu i mówi, ok, tylko napiszę recenzję. Aż odechciewa się pisać, nie chce robić tego co inni. Masa dziennikarzy. Jedynym pocieszeniem, choć nie wiem czy dobrym jest to, że wydaje mi się, że nie piszą o uczuciach, nie piszą o tym co jest najważniejsze, historie, które wywołują nasze uczucia, żal, smutek, radość, łzy, nienawiść. To chce widzieć, o tym czytać i o tym mówić, pisać.

W nocy gdy zamknąłem oczy widziałam Gosię, może nawet nie tak. Widziałem dziewczynę, której teraz już nie widzę, nie teraz gdy piszę. Dziewczyna o jasno niebieskich wytartych dżinsach, z lekko wywiniętymi nogawkami. Czarne buty pumy, długi blond włosy, oczy a nawet nie, bardziej rzęsy. Tak rzęsy, czarne długie rzęsy, ale takie posklejane, widać, że malowane i właśnie to sklejenie było dziwne, ale dodawało uroku. Jak tu zrobić by każda z nich była wolna. Nie to jest jednak najważniejsze, nie widziałem najistotniejszej rzeczy. Nie widziałem uczuć. Smutku, żalu, bólu, łez, śmiechu, radości, rozkoszy. Tak, nie widziałem żadnych uczuć, ale chce zobaczyć. Chce zobaczyć jak płacze, chce widzieć czy potrafi. Dlaczego, no właśnie dlatego, że gdy ją widziałem to wydawała mi się taka silna wewnętrznie, taka niezniszczalna. Nie, nie chcę jej widzieć na kolanach, skamlącą i błagającą, a płaczącą ze szczęścia, płaczącą ze smutku. Tylko i aż tyle.

Leje, leje. Jeden film już odpuściłem, jednak będę musiał dziś zmoknąć, nie ma wyjścia.

Jeszcze jedna myśl, która chodziła mi po głowie po przebudzeniu. Jak to jest, jak Ania odbiera mnie jako kochanka. Ma porównanie, jakby mnie oceniła? Zawsze myślę, że jako najgorszego, nie wiem dlaczego. Nie byłby to dla mnie jakiś straszny cios, raczej myślałem dlaczego konkurujemy ze sobą nawet w kwestii uczuć, nie wiem tak naprawdę ile Ania miała facetów, chyba trzech. Mam takie dziwne przeczucie, że właśnie ten z Brodnicy z klubu obok Piano, tego małego baru po schodkach, on był naj. Przerażają mnie te myśl. Jak można klasyfikować coś czego nie da się porównać, a jednak chce to robić, zostałem wychowany w jakimś chorym społeczeństwie, gdzie rywalizacja odbywa się nawet na tych najbardziej intymnych sprawach. Często słyszałem facetów mówiących i porównujących swoje kobiety, ta to tak, ta do niczego. Czy uczucia, intymność to kolejny sport, czy telewizja robi z takich imprez zawody, no robi. Może jeszcze nie takie, kto jest najlepszy, ale która, a może ten sport to domena męska? Nikt może nie pytał kobiet o zdanie. Jakie tu wymyślić kryteria oceny? Jak opisać uczucia matematycznie, by móc później zrobić z nich porównania i statystyki. Dlaczego ja nie mogę porównać kobiet, z którymi byłem, które całowałem. Po prostu było mi dobrze lub nie, a sam chce być porównywany, chce brać udział w wyścigu o miano najlepszego kochanka. Chce uczestniczyć w konkursie, w którym nie może być zwycięzcy, ale chcę.

Teraz chciałbym się przytulić, tak, do niej, do mej ukochanej. Bez żadnych wzorów i wykresów.

Zwierzyniec 07.08.2006

Jak widać głównym powodem tego, że jestem tak wredny dla swej rodziny, to chęć oglądania golizny. Czysta pornografia. Gdy pojechałem z Grześkiem po piwo, ledwo zdążyłem napisać sms’a. Zabrakło w nim tylko „kocham” i myślałem, że to co napisałem wystarczy by się domyślić. Nie udało się, nic to. Tak nie mogę pisać, 5 minut wyrwanych z kontekstu.

Dygresja dotycząca moich rodzinnych stosunków choć tak krótka zajęła trzy strony. Dziwne i dodatkowo nic to nie mówi. Jak w to wszystko wpasować Gosię a może Agnieszkę Trzos. Zamknęła w „Wieży” królewnę. Dzisiejszy dzień w końcu pokazał mi jak wiele i brakuje. Witkacy nie ruszony, francuski zero, rosyjski za słabo, ni i oczywiście przydałby się hiszpański i czeski. Na szczęście poratował mnie trochę Niko. Czytałem w zeszłym roku o nim a dziś zobaczyłem jak malował. Myślałem, że będą bardziej czarne. „Nie gniewaj się na mnie Polsko, ja naprawdę staram się.” Na szczęście wiedziałem coś jeszcze o Kaukazie i nie muszę się tym chwalić. Sus mena.

Pan dr Stanisław Bojko lat 90 powiedział dziś jak trzymać kwiaty, zawsze do góry kwiat, gdyż on jest po to by z nim rozmawiać. Miałem dziś przed oczami radosnego staruszka, lat 90, wszystko jest takie piękne, tak mówił naśladując Paradżanowa, a nobliści ustawiają się do niego na rozmowę w kolejkę.

„Więcej nic nie mów tylko przytul się, dotykaj”

Choć krótkie podsumowanie tego co widziałem.

Ukryte – nieodgadniony, nieoznaczony wróg, staramy się chyba go odnaleźć na siłę, eliminujemy nie to co należy.

Żołnierze spod Salaminy – komunista mówi, ironią losu mam sparaliżowaną lewo część ciała, wszystko co lewe jak widać jest do niczego.

Wieża – historia o kobietach, księżniczkach, które spotykają królewiczów. Niestety ci królewicze, nie okazują się księciami z bajki, a często sami potrafią zamknąć się w wieży większej niż te księżniczki. Dlaczego ten film jest tak beznadziejny, zapytał ktoś w Holandii łamaną polszczyzną. Film oczyszczenie. Dla mnie ta nadzieje jest? Zobacz to w sobie i oczyść się. Gorąco polecam.

Zwierzyniec 06.08.2006

Kino Salto, sala gimnastyczna, z tego zrobione kino, całkiem fajny sposób. Chyba na „Drodze” nie będzie zbyt wielu widzów. Przed kinem kilka osób, ale powoli się schodzą. W uszach mam Red Hot’ów. Piwo, kurcze jest ciepłe ale mimo wszystko w miarę dobre. W tym roku salę wyposażyli w klimę, trochę chyba pomaga, a może nie jest tak gorąco. Większych głupot pisać chyba nie można. Zacznę inaczej, może bardziej osobiście choć zaraz zaczyna się seans.

Wczoraj zmokłem, spodnie i buty całe mokre. Dziś już na stopy nic nie zakładałem, może będzie lepiej a buty niech schną. Zaskoczyło mnie wczoraj „ukryte” tak budowanego napięcia dawno nie spotkałem, a może nigdy. Co to miało znaczyć, co było tam najważniejsze, brak zaufania małżeństwa do siebie, czy może standardowe problemy wychowawcze. Brak wroga, którego można zidentyfikować?

Barszcz czerwony to może i jest ale smakuje jak woda, a może jeszcze inaczej. Wszystko jakoś źle.

Piątkowy wieczór spędziłem na Gąskach. Ania ponownie powiedziała, że jestem wyrodnym wujkiem. Ponownie czyli wg. Moich wyliczeń drugi. Pierwszy nie pojechałem do chrześniaczki na imieniny. Wybrałem się do Ani na jej imieniny. Dwa kremy jasno zielone „kamil”. Jeden do pracy, drugi do domu. Taki komplet, który dałem gdy już prawie wyjeżdżałem. Włożyłem je do kieszeni, polarowej bluzy adidasa. Bluza była i jest nadal w kolorze pomarańczowo-granatowym. Ania miała wtedy na sobie taką krótką spódniczkę białego koloru. Nie dość tego, że była biała co automatycznie sprawia, że widzę Jej bieliznę to dodatkowo, nie wiem czy jest takie słowo jak krótkość, czyli spódniczka była tak krótka, że żadne zabiegi Ani nie mogły pomóc bym nie zobaczył jakie majteczki ma na sobie. Jeszcze jeden szczegół, miała położony na nogi ręcznik, czy to przeciw zabrudzeniu, czy ochronie nagich nóg, a może z zimna, nie wiem. Czy któryś z tych powodów był istotny? To na razie zamyka pierwszy powód bycia wyrodnym wujkiem. Drugi mógłby jeszcze być inny. Prawda, piątkowy wieczór powinienem był spędzić z siostrą i Diego, nie zobaczę ich przez pół roku. Czy Ania się tylko droczy ze mną mówiąc takie rzeczy? Czy chce sprowokować rozmowę? W piątek bałem się trochę jechać na Gąski, może bałem to za dużo. Jechałem z mieszanymi uczuciami. Rodzice Grześka to mogło być dla mnie za wiele. Oczywiście powiedziałem dzień dobry, ale czy to nie za mało, może powinienem wyciągnąć rękę na przywitanie. Już przeszedłem do tego, żyje z tym moim złym wychowaniem, a zarazem nie pogrążam się w rozpaczy. Gdyby wszyscy na świecie mieli szczęście mieć takie problemy i rozterki jak ja. Jak Ania była ubrana? Najważniejsze to kwiecista bluzka, zapięta tylko na dwa guziki, musiało się to zemścić, jeden się odpiął, pokazując praktycznie całe piersi osłonięte białym stanikiem. Dokładniej to może nie białym, mógł to być beżowy lub ecru, jeżeli to się tak pisze. Niestety dla mnie wszystkie z tych trzech kolorów są równoważne. Tą bluzkę bardzo lubię, a dokładniej Anię gdy ją zakłada, jest strasznie luźna i jakby za duża, a chroni takie drobne ciało. Połączenie tego z uśmiechem w oczach daje niewiarygodny efekt. Tym bardziej, że teraz każdy ściska się jak może by pokazać jak to jest szczupłym. Gdy Anię zobaczyłem tego dnia na chwilę zostaliśmy sami, spojrzałem jej w oczy, na usta, myślałem, że łzy zaczną lecieć mi strugami, na szczęście jakoś chyba spływają do gardła. Ktoś kogo tak pragniesz, ktoś kto może spełnić wszystkie twoje marzenia jest prawie na dotyk ust, a ja nic z tym zrobić nie mogę, tylko zapłakać nad tym wszystkim. Nad miłością której być nie może. Chyba nadal piszę zbyt mało przekonywująco, nie czuję tu iskry, ni życia. Może jednak czas tchnie w ten tekst trochę światła.

Wigila

 Przeglądałem tego mojego bloga, koniec roku, w tym prawie nic nie napisałem. Postaram się jutro wpisać to co bazgrałem na urlopie w Zwierzyńcu. Przynajmniej się coś zapełni.

Dziś Wigilia siedzę sobie w pracy, całkowicie nic nie mam do zrobienia, od czasu do czasu tylko jakiś tam raport, i ten konkurs na bloga roku, wszędzie rywalizacja, na każdym gruncie.