Impreza u Bogdana

   Zmęczony jestem, dopiero, co wróciłem z Wawy. Zjadłem kolację i patrzę jak się kłócą, bo nie dyskutują, czy to na jedynce, czy polsacie. Jedynka walczyła dziś z stosunkami polsko-rosyjskimi, Lis na Polsacie bawi się z POPIS’em.

   Cześć Badyl, jak tam impreza u Bogdana. Fajnie było, nie. Fajnie, nie. Szkoda tylko, że nie wiedziałem jak dojechać na tą imprezę. W drodze dowiedziałem się „ulica taka i taka, dom kultury taki a taki” to sobie myślę, fajnie. Praga Północ wszystko, co wiedziałem. Dziwne połączenie wiedzy J.B. i spostrzegawczości M.K. zaprowadziła mnie do celu. Wystarczyło przed wyjazdem po prostu sprawdzić gdzie to jest. Im starszy tym głupszy. Potem było już tylko śmiesznie. Czekając na wejście do sali, co zobaczyłem? Kasię Pakosińską, oj cudo. Robert Górski tak przepięknie przewracał oczami, wszystko do zakochania.

jedenaście minut

Coś o czym wiedziałem od dawna ale przypomiałem sobie za pomocą książki Coelho.

 

Wszystko ma swój czas,

i jest wyznaczona godzina

na wszystkie sprawy pod niebem:

Jest czas rodzenia i czas umierania

czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono

czas zabijania i czas leczenia,

czas burzenia i czas budowania,

czas płaczu i czas śmiechu,

czas zawodzenia i czas pląsów,

czas rzucania kamieni i czas ich zbierania,

czas pieszczot cielesnych i czas wstrzymywania się od nich,

czas szukania i czas tracenia,

czas zachowania i czas wyrzucania,

czas rozdzierania i czas zszywania,

czas milczenia i czas mówienia,

czas miłowania i czas nienawiści,

czas wojny i czas pokoju.

Księga Koheleta (3,1-8)