Personal note 2

Jak to się dzieje to nie wiem? Takiej przewagi nie pamiętam. Nawet, gdy niepodzielnie rządził Tommi, nie było tak jak teraz robi to Loeb. Wygrywa wszystko, co jest do przejechania. Czasem tylko pewnie się zapomina i jeden OS ktoś wydziera po wielkiej walce. To taki komentarz do tego, co działo się na Korsyce i dniu dzisiejszym, kiedy Sebastien nie wygrał odcinka. Nie wygrał, ale wygrał. Te rajdy są takie skomplikowane. Mała gra słów nie wygrał odcinka, jednego, a resztę wygrał.

Wczoraj byłem u Magdy. Wizyta na 17:30 niestety lub stety przyjęty zostałem dopiero po godzinie czekania, za to trochę poczytałem. Zostawiłem 70 PLN plus 50 długu. Nie byłem przygotowany na 120 PLN w 20 minut. Nie mam nic do tej ceny, oj nie. Jak coś ma być dobrze zrobione to musi kosztować. W każdym bądź razie czuje, że mam zęby. Usunięcie kamienia (płytki nazębnej) plus piaskowanie.

Słówko o Beacie jeszcze. Beata wyjechała do Londynu. Źle powiedziałem, czas przeszły tu nie pasuje, wyleci w poniedziałek. Coś czułem dziwnego, to emanowało od Beaty ostatnio, choć może mi się tylko wydawało. Wczoraj wydawało mi się, że Beata była rozczarowana takim zwykłym pożegnaniem. Rozmawiałem z Robertem i Iwoną i gdy weszła Beata to myślałem, że chce mnie od nich wyciągnąć i się jakoś pożegnać tak indywidualnie. Nie udało się jej a może tego nie chciała i mi się tylko wydawało. Miałem jeszcze takie schizy, gdy wydawało mi się, że Beata do mnie coś mówi. Przykład, obejrzałem zdjęcia Bogusi, zachwycałem się tymi fotkami, miały duszę. Powiedziałem coś w stylu, że sam chciałbym zrobić, choć jedno takie zdjęcie. Wydaje mi się, że powiedziała coś w stylu: to zrobisz mi takie. Kolejny, gdy wychodziłem od Niej po naprawieniu kompa zaprosiła mnie na piwo Może się przesłyszałem a może nie. Pewnie chodziło o to, że kupi mi piwo. Ma taki cichy i delikatny głos. Ten komputer, który naprawiłem nie wiem, po co, bo Ona z niego nie korzystała nic a nic. Nic nie rozumiem, ale daje mi do myślenia.

Rajdowe reminiscencje

W zeszły piątek dostałem maila od redakcji WRC, moje zdjęcie znajdzie się na łamach gazety. Cieszyłem się bardzo i nie mogłem doczekać by sprawdzić, które zdjęcie wybrano. Wiedziałem jedno, marny aparat więc fotki automatycznie będą słabe i tak po części było. Dlatego robiłem zdjęcia otoczki rajdu, coś co oddaje atmosferę rajdu i jest statyczne. Ruch mnie dobijał. Nie nadążałem pstrykać. Jak już pstryknąłem to albo za wcześnie albo za późno. W ten oto sposób miałem zdjęcia unoszącego się kurzu po mignięciu Kuziego lub bagażnik Czopika. W tamten piątek gdy dostałem tego maila żyłem w przekonaniu, że nie trzeba mieć super umiejętności lub super aparatu by zrobić dobre zdjęcie. Głowa od tego wszystko się zaczyna i dziwnym zbiegiem okoliczności mam zdjęcie z rajdu opublikowane w WRC, na którym nie ma żadnego samochodu. ;)

Skazany

Witam

Tak, w końcu znalazłem czas by usiąść prze kompem i coś nabazgrać od rzeczy. Oczywiście, co się dzieje siedzę już z pół godziny i nic, no w końcu ruszam.

Niech będzie chronologicznie.

Zostałem sam. Samotny w całej galaktyce. Asimov zostawił mi tylko Daneel’a i pytanie, co stało się na Solarii. Nie była to taka pustka jak po utracie, Baley’a. Możliwe, że nie identyfikowałem się tak z bohaterami ostatniej części, a może po prostu teraz tak czuję, po tygodniu te uczucia gdzieś zdążyły odlecieć. Skończyłem sagę o robotach, teraz czeka Imperium, którego nie mogę zdobyć i Fundacja, którą mam już prawie całą bez dwóch prequeli. Pewnie już dawno bym wszystkie zdobył, ale uparłem się by każda z tych książek pochodziła z Wydawnictwa Poznańskiego. Dlaczego, trudno mi powiedzieć, pewnie, dlatego, że dawno temu w latach młodości rozpocząłem czytać jego książki pochodzące od tego wydawcy i już nie mogę zmienić. Powód? No, okładka inna, tłumacz inny. W takim razie to całkowicie inna książka, więc nie ma sensu jej czytać. Przywiązuję się nawet do tak błahych spraw., Więc teraz tak czekam i szukam na allegro może ktoś kiedyś sprzeda. Choć myślę, że to wydawnictwo zdążyło zbankrutować przed opublikowaniem pełnej serii. Choć na ostatniej jest informacja o tym, że preludium jest w przygotowaniu. Niestety nie spotkałem ich nawet w bibliotece. Podobnie z Imperium, na allegro na razie nic, ale wiem, że ktoś ma, bo czytałem i ludzie muszą mieć gdzieś pochowane po kątach i za nic nie chcą oddać. Pamiętam jak „kamyk na niebie” znalazłem u gościa, który nawet nie wiedział, co ma, przeczytałem i oddałem jego kobiecie. Z Duńczykiem już wtedy nie miałem kontaktu, nawet nie wiem czy żyje. Nie jedyny, którego wykończyła narkomania. Tak, Duńczyk, to projekt na jakąś nieokreśloną w przyszłości notkę.

Może dalej o książkach. W tym jestem chyba jak dziecko zobaczę, wpadnie mi w ręce i już musi być przeczytana. Jak małe dziecko, gdy zobaczy zabawkę. Byłem u Ani zobaczyć nowego pieska i od razu skroiłem trzy pozycje. Jedną sam wybrałem i czekałem na nią od dawna a po obejrzeniu filmu „skazany na bluesa” nie mogłem sobie odmówić. Grzesiek za to dorzucił mi kolejne dwie. Nie mogłem oponować w takich sytuacjach nie odmawiam. Pamiętam jak Ania dała mi jakieś romansidło, takie prawdziwe. Co się okazało? Qrczę, spodobało się, było trochę strachu, tajemnicy i jakiegoś dziwnego związku. Z tego, co pamiętam, akcja na wyspie, jakieś kopalnie, czy coś w tym stylu. Ktoś zaczął zabijać ludzi. Kobieta, która zakochała się w facecie, którego kochać się nie da. Szorstki gbur i takie tam. W każdym bądź razie Grzesiek podarował „władców marionetek” i „ubik”. Mówił, że „władcy” genialni, super itp. ja tymczasem wybieram „ubik”. Ci władcy wydali mi się tacy pospolici, jakbym znał i słyszał tę historię z kilka razy do tego takie banały dotyczące dwójki agentów, których połączy miłość i jeszcze ten „starzec”. Musiał być ojcem. Dla mnie schemat. Tylko wtedy, gdy powstawał ta książka nim nie był i za to brawa dla autora. Jak na 1951 całkiem miło. Słowo o pierwszej pozycji „ Rysiek”. Skończyłem wczoraj. Dowiedziałem się wiele. Całkiem inaczej niż z filmu, który był dla mnie sztuczny i gdyby nie muzyka to bym się pewnie zanudził na śmierć. Muzyka uratowała film, często się nie zdarza, że ludzie opuszczają kino dopiero po ostatnich napisach, tu przyciągnął ich klimat ostatniej piosenki, właśnie „skazanego”. Wszyscy siedzieli do ostatniej nutki utworu. Czego się dowiedziałem? Rysiek nie skończył podstawówki. Utwierdzam się powoli w przekonaniu, że szkoła często ma gdzieś geniusza. Jak tu z RR rozmawiać jak nic nie umie, i tu jego znajomi mówili, że sami nie wiedzą, jakim cudem On mógł wygadywać godzinami o Kafce czy Dostojewskim. Talentu muzycznego nikt nie negował, gdy przyszedł na pierwszą próbę Dżemu to dał taki popis, że chłopakom kopary opadły, ale nic nie dali po sobie poznać, tak mówią. RR powiedział, że to było dla niego coś, mógł się czegoś nauczyć a muzyka go pochłaniała. Nie wiedział, co to jest jakieś frazowanie i inne takie terminy muzyczne, robił to na czują i jak to robił. Miał w sobie coś jeszcze, ludzie go kochali. Potrafił rozpalać jak mało, kto. Powiedział tylko „siema ludziska” i wszyscy byli jego. Filmowy „skazany na bluesa” to nie piosenka o Ryśku tylko, że Skibińskim i na jego cześć. Nie wiedziałem, skąd, w końcu młody jestem. Przedszkole kończyłem dopiero, gdy ukazał się singiel. Jeszcze na koniec słowa RR. słuchasz i wskakujesz na scenę i kiedy poczujesz. „No i siedziałem w garderobie, gdzie wszystko było słychać dokładnie, a jak mnie brało, po prostu wychodziłem. To zdawało egzamin, gdyż na próbach były tylko zarysy numerów, a reszta rozgrywała się na scenie..”