Jazz

Zycie jest okrutne, praktycznie nikt nie jest zadowolony ze swojego. Dzis rozmawialem z Mii, czuje ze jest samotna i nie moze sobie z tym jakos poradzic, najlepszejsze kolezanki gdzies wybyly, nie rozumieja sie tak jak kiedys. Zapytalem czy pogadamy o tym kiedys tak bardziej. Powiedziala, ze mi powie.

Zlapalem wczoraj strasznego dola, dawno mnie tak mnie nic nie trzymalo. Leki pomagaja na dola ale widocznie nie daja sobie rady ze wszystkimi jego rodzajami. Ogladajac program w tv, cos o depresji chyba pieklo, powiedzieli, ze leki to praktycznie 20% a i tak nie wiadomo, bo mowic ludziom, ze jest nowy lek a podajac tylko cukier to im sie poprawia a nie poprawia sie tylko wlasnie tym 20%. Super, co ci lekarze w ogole wiedza o psychologii i psychiatrii, tak dawac elektrowstrzasy, dawac, dawac, to jedyny dobry lek na depreche. Moze troche litosci panie doktorze. Byl tam facet, malarz. Mówil, ze odkad bierze, nie wiem co on mial jakas depresje paranoidalna, to nie moze tworzyc, nic nie maluje. Pomyslalem, ze  zle robimy, leczac ludzi z depresji i z takich podobnych chorob. Za bardzo nasza kultura jest przywiazana do zycia, traktujac to jako cos najcenniejszego. Tylko czy oni maja racje, czy zycie jest naprawde takie cenne, czy nie jestesmy do niego zbyt przywiazani. Ten gosciu nic juz nie stworzy, czyli bedzie smiertelny a w jego przypadku moglby stac sie niesmiertelny poprzez jego dziela. Co z tego ze Mozart zmal wczesnie lub van Gogh, pewnie dzieki temu stworzyli to co stworzyli. Gdyby van Gogh nie byl w ciaglej depresji, czy jakims tak przygnebieniu to nie malowalby takich rzeczy, poprzez to wszystko stal sie niesmiertelny. Lekarze powiedzieli temu faciowi, ze umrze jezeli nie bedzie bral chyba litu, no mniejsza z tym lekarstwa, chcialbym go spytac czy warto bylo. Zawsze martwimy sie o swoje zycie, ja tez sie martwie. Gdy zbliza sie jakies niebezpieczenstwo reaguje jak inni ludzie, podobnie. Boje sie jak kazdy. Wczoraj dostalem maila od Agi ze zdjeciami co sie stalo z czlowiekiem, ktory nie mial zapietych pasow. Nic z niego nie zostalo, to znaczy zostalo duzo, tylko ze w roznych miejscach. Mozg zostal w samochodzie, reszta ciala z 20 metrow dalej. mialo mnie to wystraszyc, zebym w koncu zaczal jezdzic w pasach. Niestety jak by cialo strasznie nie wygladalo, to smierc jest szybka. Nie wiem czy facet zdazyl poczuc, ze umiera. Cos pewnie poczul i szybko stracil przytomnosc i byl juz koniec. Ludzie patrzac na cialo umarlego sie boja. Przeciez tam nie ma juz czlowieka, odszedl. Z reszta nie ma sie co tu rozwodzic. Wiele zalezy w koncu od wiary.

W kazdym badz razie zlapal mnie dol, lzy juz mi naplywaly do oczu. Jeszcze AK, „chlopie gdzie ty masz glowe, myslisz w ogole” chyba cos takiego. Zapomialem biletu na koncet. Jak pech to pech. Kurcze w takich chwilach to mysle, ze nie ma glupszego na swiecie niz ja. Potem jeszcze jakas dziewczyna wchodzi do miejskiego transportu i zaczyna o czesc, mysle sobie ten Aro to chyba wszedzie ma znajomych, dol totalny. Pozniej patrze a tu kto znam ja. Zmienila kolor wlosow, ni poznalem jej  na poczatku. Jaki ot byl cud, ze na sibie trafilismy. My spoznilismy sie na tramwaj, no dobra podjechal to wskakujemy. nie mialem biletu, jakos sie doczlapalismy do Bankowego tam kupilem bilet, oczywiscie byla kolejka. Czekam mam bilet, dobowy, kurna pozegnalem sie z 7 PLN, koniec czasow studenckich oznacza juz bilety normalne, zero ulgi. Nie podoba mi sie. Wsiadamy w kolejny transport, jedziemy no i w koncu na rondzie spotykamy ja. Warszawka malutka jest. Jechala tez do Rozmaitosci. Dol mi zszedl dopiero przy kasie gdy kupilem wejsciowke i zostawilem ciuch w szatni. Troche pogadalem z Tyszka i mi przeszlo.

Bylem ciekaw co to za kapela, poszlismy troche w ciemno, nie wiedzac nic. Wyszedlem zauroczony, zeby nie mowic, ze zakochany. Pink Freud, boskie. To co lecialo przed koncertem bylo tez super, niestety nie wiem co to bylo. Kto by sie spodziewal, ze jazz moze byc az tak dobry. Bedac dzieckiem myslalem, ze tego nie da sie sluchac, pozniej juz tolerowalem taki rodzaj muzy, kazdy ma inne czucie dzwieku i inaczej sie w wyraza muzycznie, to jest normalne, wszyscy sie miedzy soboa roznimy. Nie myslalem, ze mnie to dopadnie. Tylko czy ten Pink to do konca jest jazz, mi to sie wszystko miesza, no sorry ten bass czasem tak dawal jak na mettalice chyba. Do czego to doszlo, zamiast Dody, krajanki, slucham jakiegos niewiadomo czego ktos powie. No a Dody nie slyszalem zadnej piosenki. Nie, nie zaluje. Super na prawie chyba 2 milionowe miasto na koncert przybylo moze z 50 osob. Wizualizacja na koncercie byla calkiem, calkiem. Moze nie tak jak na Kulcie, tam bylem pod totalnym wrazeniem. Wszystko sie tak zgrywalo. Jednak Kult rules for ever. Koniec o tych koncertach.

Kilka zdan na zakonczenie. Hannibal, co jest w Hopkinsie, ze w tym filmie totalnie sie go boje, jak w Milczeniu Owiec. Sam jego wyglad przyprawia mnie o dreszcze. Jestem pod wrazeniem jego aktorstwa. Podobnie w Picasso, jego rola rewelacyjna. Co mi sie tam jeszcze ostatnio podobalo. Ring, 21 Gram i to chyba wszystko a przeciez ogladalem tyle tego. Nie ma juz nic na twardzielu. Poza tym taka niewielka amatoraska produkcja Trzymajmy sie planu. Wszyscy aktorzy za darmoche. Kasia Bujakiewicz, bogini. Reszta gwiazd, powiedzmy, ze gwaizd, Gulczas, Magda Modra, jakis tam Aris, on chyba z Baru byl bo ja go jakos nie kojarze ale tak mi mowili, a no i Piasek. Pogadalem troche z rezyserem, odtworca jednej z glownych rol, scenarzysta, montazysta w jednej osobie, no w tym przypadku w dwoch o tym filmie. Mlody gosciu 21 lat i 2 filmy na koncie. Tylko tak dalej, powodzenia. Jeszcze slowko o ksiazkach, Zyc z Picassem, autorka F. Gilot, chyba tak to sie pisze albo przez dwa l. Wspomnienia jednej z kobiet zakochanych w swietnym artyscie, warto przeczytac, a jak nie to film tez dobry. Niedobre miejsce, Wharton. Ciekawie napisana i opowiedziana historia czworga ludzi, nie mialem przekonania do tych dwoch pozycji ale tak po 5 0stronach bylem totalnie wciagniety.

To na tyle, do zobaczenia, moje mysli.