Walia

Zaraz mecz,

słucham farben lehre, miałem napisać coś Ani.

Zawsze mam jej tyle do powiedzenia a gdy siadam do kompa to dno.

Komp działa jak mu się podoba, żadne giery praktycznie, od razu po wejściu restart, nic się w tym względzie nie zmienia. Właśnie, że się zmieniło history line działa, bomba. Teraz Historia podwodna Janerki, ta muze słucham dzięki Ani.

W pracy szefostwo nadal narzeka, nie dostają premii, nie wyrabiają zadań, oczywiście wszystko jest przez żucie gum i nie zmienianie obuwia. To tak bardzo obniża nasze zaangażowanie i wydajność. Biorą się za nas. Nawet nie chce mi się nad tym dłużej rozwodzić a przecież jest, o czym pisać. Net działa z taką prędkością w tej chwili, że chyba się zestarzeje nim otworzy się jakaś stronka. 

W tle RAP Generation. Ostatnio obejrzane, chyba we wtorek SWAT, początek jeszcze w miarę, ale im dalej tym gorzej. Wczoraj za to już lepiej Thelma i Louise, zawsze wiedziałem, że faceci są do niczego, przynajmniej w tym filmie to widać bardzo dobrze. W międzyczasie oglądałem jakieś szmiry, hot chick i chyba dead club, taka amerykańska masówka.

Książka, Życie Pi, to jest rewelacja, 16 letni chłopiec, który przeżył ponad pół roku jako rozbitek na oceanie spokojnym, sam z tygrysem w jednej łodzi. Czyta się bosko.

Biała flaga, czas robić sobie kolację i marsz na Walię.

W głowie

   Rozwalony palec po wspinaczce, nie chce się goić, już prawie pół roku, doprowadza mnie czasem do szału. Teraz jak pisze również.

   W piątek ścianka, dwu miesięczna przerwa zrobiła swoje, ledwo męczę 6.1, a nawet z 5+ były czasem problemy, wytrzymałość zniknęła nie trenowana. Siła maksymalna jest ale co z tego, Aga całkiem nieźle, super palce ale „buły” też nie ma. Oczywiście ścięgna ponaciągane w rękach, a myślałem, że dziś coś poćwiczę ale z takimi rękami to dziękuje bardzo, nie chciało mi się. 

   Sobota prawie cała stracona prze piątkowy wieczór, za dużo piwa, w końcu miało być pożegnanie pana 334 a on zerwał się o 21, wróciłem do domu o 1, byłem trochę wstawiony od razu spać. Rano o 7 pobudka i wieziemy pana 334 do Wawy na autobus do Londynu. Zostawiony na Zachodnim, szybki powrót do domu i już tylko ból głowy, przeszywający oczy, światłowstręt, dzień tak naprawdę zaczął się około 17, powoli przechodziło. Czekałem na tę sobotę były 2 filmy do obejrzenia; Show i Milczenie Owiec. Pierwszy całkiem niezły, świetna rola Pazury i Sztura, jednak co klasa to klasa. Momentami nierówny, niektóre triki mające wywołać napięcie do niczego, wyglądało to jak w jakimś Strasznym Filmie. Milczenie Owiec, nie wiem co napisać, musze przeczytać jeszcze książkę, może mi to da jakiś pełniejszy obraz. 

   Pi - w poniedziałek, cały czas myślę, szukam rozwiązania. Znajomy mówi, że on był chory na schizofrenię. Dla mnie tor tej choroby jest ślepy. W takim przypadku to wszystko mogło być fikcją, a co nie było. Doszukuje się tu innego przesłania, innej koncepcji. Poza tym świetne zdjęcia, klimatyczna muza, wszystko to dopełnia się nawzajem a był to pierwszy film Aronofskiego (nie licząc pracy dyplomowej).

   Czwartek trochę przygnębiający, tylko Amica, Wisła i Legia poległy.

   Na koniec może coś o jakichś książkach. Jakoś zmęczone Okultystyczne źródła nazizmu. Najciekawszy rozdział o Hitlerze, no i takie tam wspominki o Bławaskiej. Reszta mało interesująca dużo faktów, wszystkich nie zapamiętam, jednak daje ciekawy obraz jakiejś grupy społeczeństwa Austrii i Niemiec końca XIX w i początku XX. Kolejna już wciągająca totalnie, Granice Wytrzymałości, czyta się szybko i miło, opisy różnych chorób i spojrzenie na to z jakiegoś dystansu. Poza tym bardzo cienka granica między życiem a śmiercią, poruszające. Rozdział gdy ginie kajakarz w górskim potoku, nagle coś nie tak to nie kończy się dobrze, śmierć jest blisko.